W opinii niektórych ekspertów w dziedzinie nieruchomości dane rynku wskazują na zmianę dotychczasowego trendu „rozlewania się przedmieść”.
„Widzimy granice rozprzestrzeniania się przedmieść” - mówi Michael Cannon, analityk rynku nieruchomości.
Wzrost zabudowy na południu Florydy, podobnie jak na większości pozostałych terenów USA, opierał się na modelu dzielnic mieszkaniowych, centrów handlowych i zespołów biurowych – wszystko budowane oddzielnie a łączone poprzez transport samochodowy, zasilany tanim paliwem. Z każdym nowym, jeszcze bardziej odległym osiedlem, centra miast pustoszały.
Jednak w latach ’90 XX wieku wyczerpanie mieszkańców przedmieść związane z długimi dojazdami do pracy, zakorkowanymi drogami, uskarżanie się na brak poczucia spokojnego miejsca i zaniepokojenie o wyczerpujące się surowce spowodowały apele o „mądry wzrost” i rozmieszczenie miejsc pracy, szkół i osiedli mieszkaniowych w bliskim sąsiedztwie.

Urbaniści apelują o powrót do projektów opatych o tradycyjne sąsiedztwo, gdzie można przemieszczać się zarówno pieszo, jak i transportem publicznym. I chociaż nabywcy domów wciąż są w stanie kupić więcej za posiadane pieniądze na odległych przedmieściach, to niektórzy z nich zmieniają już podejście. Tak jak 34-letni Brian Lee, który zamienił trzypokojowy dom na mieszkanie w lofcie, a 2.5-godzinny dojazd do pracy na 10-minutowy spacer.
więcej w miamiherald









