ArtykulyRozwiązania systemowe

Z doświadczeń osobistych: fotowoltaika na dachu – czy to się opłaca?

Od wielu lat przymierzałem się do zainstalowania paneli fotowoltaicznych na swoim domu jednorodzinnym w Gdańsku. Pierwszą przymiarkę zrobiłem w 2015 roku, otrzymując ofertę na instalację o mocy 2,6 kW za 19 938 zł. Jestem osobą zaangażowaną w ochronę środowiska i redukcję emisji, ale nie zdecydowałem się – miałbym prąd drożej niż z sieci, a jako bonus użeranie się z zakładem energetycznym i papierologią.

Kolejną przymiarkę zrobiłem w 2017 roku, kiedy panele fotowoltaiczne zaczęła sprzedawać IKEA – a właściwie nie tyle ona, co współpracująca z nią firma GEO Solar. Uznałem, że po pierwsze IKEA nie może sobie pozwolić na wizerunkową wtopę przez firmowanie czegoś, co okaże się wkręcaniem klientów, a dodatkowo pełna obsługa papierologii przez wiarygodną firmę pozwoli na bezstresowe podłączenie instalacji.

Wszedłem więc na stronę internetową GEO Solar i uruchomiłem kalkulator projektowania instalacji fotowoltaicznej.

Na mapie Google obrysowałem powierzchnię dachu, podałem jego parametry, takie jak kąt nachylenia czy orientacja oraz orientacyjne zużycie energii i od razu dostałem wstępne zgrubne oszacowanie.

Gdy uznałem, że wygląda to interesująco, podałem swój email kontaktowy i następnego dnia firma skontaktowała się ze mną w celu przysłania dokładniejszej wyceny. Po odpowiedzeniu na kilka pytań i przesłaniu dokumentacji budynku dostałem ofertę wstępną, opiewającą na kwotę 23 600 zł za instalację o mocy 5,04 kW. Wszystko to było nieodpłatne.

Następnym krokiem była decyzja, czy jestem zainteresowany – jeśli tak, budynek miał obejrzeć instalator i na tej podstawie miała powstać oferta finalna. Gdybym nie zdecydował się na instalację, wizyta ta kosztowałaby mnie 200 zł. Koniec końców, po drobnych zmianach w projekcie, stanęło na 20-modułowej instalacji o mocy 5,6 kW w cenie 25 468 zł. Zdecydowałem się i instalacja PV została założona. Firma stanęła na wysokości zadania, podłączając i konfigurując wszystko od A do Z, załatwiając też pełne przeprocesowanie papierologii z firmą energetyczną. Z mojej strony musiałem tylko podpisać co trzeba (i oczywiście uregulować rachunek).

Na początku 2018 roku instalacja ruszyła i zaczęła produkować prąd. Mija rok i mogę podsumować sytuację.

W przeciągu 12 miesięcy moja instalacja wyprodukowała 5420 kWh prądu, z czego ok. 50% zostało zużyte na miejscu (budynek jest wynajęty na biuro, więc zapotrzebowanie na prąd największe jest w ciągu dnia, gdy instalacja wytwarza najwięcej prądu; w typowym domu mieszkalnym ten tzw. „współczynnik autokonsumpcji” wynosiłby raczej ok. 30%). Nadwyżka nie zużytej na miejscu energii (też 50%) została odprowadzona do sieci, skąd, zgodnie z obowiązującym systemem rozliczeń, można nieodpłatnie (na zasadzie cofania licznika, bez opłat za przesył) odebrać 80% wprowadzonego prądu (inaczej mówiąc, z perspektywy prosumenta w tym systemie rozliczeń sieć jest bezpłatnym akumulatorem o 80% sprawności).

Tak więc, z 5420 kWh wyprodukowanego prądu (licząc 30% zużycie „na miejscu”, jak dla typowego domu), miałem dla siebie 5420*0,3+5420*(1-0,3)*0,8=4661 kWh. Przy cenie prądu 0,62 zł/kWh oznacza to rachunki mniejsze o 2890 zł rocznie. Oznaczałoby to, że wydana kwota 25 468 zwraca się w niższych rachunkach po 25468/2890 = 8,8 latach.

Wypada tu jeszcze doliczyć koszty serwisu (szacowane na 500 zł raz na 5 lat, czyli średnio 100 zł rocznie), koszt kapitału (miałem wolne środki na koncie oprocentowanym na 1% rocznie) oraz spadek wydajności paneli z czasem (przyjąłem 1% rocznie). Z drugiej strony patrząc na cyrk z ceną prądu z sieci i nieuniknione podwyżki po wyborach można przyjąć, że cena kilowatogodziny będzie rosła – załóżmy zachowawczo, że o 3% rocznie (czyli przez 15 lat z 62 gr do 94 gr za kWh w ujęciu realnym). Przy tych założeniach zwrot z inwestycji mamy po ok. 10 latach.

Arkusz z obliczeniami, do którego można wpisać własne dane

Instalację zrobiłem bez jakichkolwiek dotacji, przy takich założeniach przedstawiam szacunki.

Gdyby instalacja działała 15 lat (co jest raczej pesymistycznym założeniem), dałaby (przy założeniu autokonsumpcji 30% energii i uwzględniając nieodpłatne oddawanie 20% nadwyżki prądu do sieci) 65230 kWh, co przekłada się koszt 39 gr/kWh (według cen obecnych).

Uwaga: istotną rolę gra koszt kapitału. Gdyby inwestycja była realizowana w oparciu o kredyt (na przykład oprocentowany w wysokości 10% rocznie), nie miałaby sensu ekonomicznego – suma wydatków byłaby większa od zysków.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z inwestycji. Prąd jest sporo tańszy niż z sieci (nawet od strony czysto finansowej, abstrahując od wszelkich kosztów zewnętrznych energetyki węglowej). Z drugiej strony mogłem chwilę poczekać z instalacją, bo teraz mógłbym wydane pieniądze odpisać od podatku, co istotnie zmniejszyłoby koszt i dałoby mi jeszcze tańszy prąd.

Ulga podatkowa i lepszy dach

Od nowego roku weszły przepisy pozwalające odliczyć od podatku kwotę wydaną na zainstalowanie ogniw PV wraz z osprzętem, co pozwala na zbicie kosztów o 18% (a jak jest w drugiej grupie podatkowej, to aż o 32%). Co więcej, dach mojego budynku nie jest optymalnie położony – jest skierowany pod niewielkim kątem nachylenia na południowy zachód. Mocniej nachylony dach skierowany na południe pozwoliłby na o co najmniej 10% większy uzysk energii.

Zakładając taką samą cenę instalacji PV jak w 2017 roku (żeby nie było że reklamuję firmę GEO Solar, zachęcam też do złożenia zapytań w innych firmach), dla dachu o lepszej orientacji (roczna produkcja energii ok. 6000 kWh) oraz z odpisaniem wydatków od podatku (18%) i 15-letniego okresu działania instalacji, uzyskujemy (przy założeniu autokonsumpcji 30% energii) 72 210 kWh przy koszcie 20 884 zł, co przekłada się na koszt energii 29 gr/kWh – ponad dwukrotnie taniej niż z sieci.

Jeśli masz wolne środki, warto zainwestować w instalację PV nawet bez dopłat. To nie tylko dobra inwestycja, ale też cegiełka dorzucona do ochrony środowiska i zmiany systemu energetycznego.

Dodam, że w mojej opinii nie potrzebne są już żadne dotacje do fotowoltaiki, wystarczy udostępnienie programu nieoprocentowanych kredytów spłacanych z oszczędności na prądzie – po wzięcie nieoprocentowanej pożyczki ustawi się kolejka. Rzecz jasna udzielając nieoprocentowanej pożyczki (a więc poniżej stopy inflacji) budżet państwa de facto dotuje instalacje PV – biorąc jednak pod uwagę, że wykonujące je firmy zapłacą CIT, pracownicy PIT, a wszystko będzie obłożone VATem, do budżetu państwa trafi zwrotnie kwota znacznie większa od dotacji związanej z udzieleniem tych nieoprocentowanych kredytów.

Arkusz z obliczeniami, do którego można wpisać własne dane

Marcin Popkiewicz

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly