Artykuly

Wylesianie w Kenii przyniosło susze i wyłączenia prądu

Pod czarnosinym niebem Francis Maina pochyla się nad kikutem drzewa.
Owija wokół niego pordzewiały łańcuch i daje kierowcy traktora znak
żeby ruszał. Sczerniały pień dorodnego drzewa jest wyrywany z ziemi jak
ząb z dziąsła. W tym samym czasie, wciąż jeszcze stojący pobliski las
chłonie wodę padającego deszczu. Na wyciętym polu Mainy woda od razu
spływa kanałami czarnego błota.

60-letni rolnik stoi na scenie spektakularnego gwałtu na środowisku:
spalona ziemia upstrzona wypalonymi kikutami liczących setki lat drzew.
Jest jednym z tysięcy Kenijczyków, którzy osiedlili się na terenie
podlegającej jakoby ochronie puszczy rozciągającej się od skarpy Mau aż
po równiny Maasai i centralne wyżyny.

Masai Mara

Masai Mara, Kenia

Największy las we Wschodniej Afryce pełni rolę zbiornika wodnego dla
poza tym suchego obszaru, zasilając w wodę rzeki i jeziora, regulując
klimat i uzupełniając pokłady wodonośne. Jednak egipskiej skali susza
zepchnęła Kenię w kryzys ekologiczny i energetyczny – gdy wyschły rzeki
zatrzymały się też turbiny kenijskich hydroelektrowni. Racjonowanie
energii posunęło się już tak daleko, że światłą gasną nawet w stolicy
kraju Nairobi.

Wszystko to spowodowało, że losem lasu zainteresowali się wreszcie
politycy, którzy przyrzekli wygnać „nielegalnych osadników” z Mau.
Domagając się praw do zajętych terenów i odszkodowań, Maina i setki
jemu podobnych w międzyczasie dokańczają wycinanie lasu. „Politycy mają
swoją ziemia”, mówi Maina marszcząc się. „Teraz chcą nas wysiedlić,
żeby przejąć również tą naszą ziemię.”

Turqa Jirmo, starszy strażnik w Kenya Wildlife Service, kieruje
oddziałem utworzonym w zeszłym roku w celu ocalenia lasu. Wciąż jeszcze
nie doszedł do siebie po swojej pierwszym zadaniu, polegającym na
czterodniowym lataniu nad puszczą nad puszczą mającym na celu
oszacowanie zniszczeń. „Byłem wstrząśnięty. Nie mogłem uwierzyć, że
zniszczenia zaszły tak daleko. Nie mogłem dostrzec lasu, który znikł
pod chmurą unoszącego się w górę dymu z węgla drzewnego.”

Katastrofa dotarła już do Jeziora Nauru, słynącego ze wspaniałych stad
flamingów. Dwie zasilające jezioro rzeki już znikły, a członkowie Kenya
Wildlife Service muszą pompować wodę z głębokich pokładów wodonośnych,
aby utrzymać zwierzęta przy życiu. Zagrożone są nawet sławne Masai Mara
i Serengeti w sąsiedniej Tanzanii, a wraz z nimi przyszłość istotnej
dla regionu turystyki.

ang więcej w The Independent

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly