Wprowadzenie
Już tak wiele słów napisano o niewłaściwym podejściu człowieka do środowiska naturalnego. Większość z nas wie, że stan Ziemi z powodu rozwoju cywilizacyjnego jest zły. Wielu z nas jest coraz bardziej świadomych zagrożeń wynikających z pogłębiającego się kryzysu ekologicznego. Również rządy wielu państw próbują przeciwdziałać negatywnym skutkom kryzysu i podejmują decyzje, które mają nas uchronić przed zbliżającą się katastrofą.

Ryszard Kulik Ziemia mój jedyny dom
Wydaje się, że robimy naprawdę wiele po to, by uratować Ziemię i naszą ludzką cywilizację. Ale jednocześnie widać, że wszystkie te książki, decyzje i zabiegi niewiele zmieniają w skali globalnej. Sytuacja Ziemi, a w tym i jej mieszkańców, dramatycznie się pogarsza. Za wskaźnikami ekonomicznymi, na które zwykle skierowane są oczy ludzi, kryją się niepokojące fakty o tempie wymierania gatunków, zmieniającym się klimacie, wzrastającej ilości zanieczyszczeń gleby, atmosfery i wody, a w końcu też i o rosnącej liczbie patologii społecznych oraz zaburzeń psychicznych ludzi.
Jak to jest, że mieliśmy zbudować sobie nowy wspaniały świat, a okazuje się, że podcinamy gałąź na której siedzimy? Jak to jest, że nawet zdając sobie z powyższego sprawę niewielu z nas skłonnych jest podjąć we własnym życiu jakieś zdecydowane kroki mające przynajmniej w tej mikroskali zmienić nasze niekorzystne myślenie, nawyki i zachowania?
Książka, którą trzymasz w ręku nie ma być kolejną pozycją, która straszy ekologiczną katastrofą, albo taką, którą się przeczyta i beznamiętnie odłoży na półkę. Proponuję Ci czytelniku wyjść poza słowa, jakie tutaj znajdziesz. Słowa są martwe, póki Ty nie wypełnisz ich życiem, póki nie staną się Twoją tkanką, pozwalającą Ci w pełni docenić i odkryć wartość życia, które Cię otacza i które jest jednocześnie w Tobie.
Jeśli w ten sposób nie podejdziemy do życia, jeśli nie zaczniemy praktykować uważności w każdej chwili z pewnością zaprzepaścimy szansę, jaka otwiera się przed nami w tych trudnych czasach. Bo każdy trudny czas ma swój potencjał zmiany. Jest zaproszeniem do wnikliwego przyjrzenia się sobie, doświadczenia bólu, ale też i wewnętrznej przemiany, która ostatecznie prowadzi ku nowej jakości życia.
W takim oto momencie teraz jesteśmy. Pozwól się poprowadzić w tej podróży, która daje nam wszystkim szansę na zmianę. Pozwól, by słowa i obrazy zawarte w tej książce otworzyły Ci umysł i serce kierując w stronę troski, szacunku i wrażliwości na potrzeby ludzi i planety.
Zapraszam Cię w podróż po naszym wspólnym Domu. Nie zawsze będzie ona miła i przyjemna, ale może właśnie dlatego negatywne emocje i doświadczenia będą w stanie zaowocować wewnętrzną przemianą. Zaproszę Cię też do odkrywania prawdziwego cudu, którym jest mieszkanie na tej niezwykłej planecie. Niech piękno tego Domu oraz Twój zachwyt dodadzą Ci sił, byś wytrwał na drodze uważnego i świadomego życia. A gdy już będziesz miał siły i przekonanie, że warto coś zmienić w swoim życiu i w tym świecie, to wspólnie zastanowimy się co możemy zrobić, by żyć w pełni w zgodzie z sobą i z tym, co nas otacza.
Może się wydawać, że wszystko czego potrzebujemy do właściwego życia to odpowiedniej informacji, a ta pochodzi od rzetelnie uprawianej nauki. Ale, jak powiedział kiedyś profesor Grzegorz Białkowski, fizyk teoretyk i poeta: „nauka jest to doskonały sposób uzyskiwania bardzo dobrych odpowiedzi na mniej ważne pytania”. Tak, na te najważniejsze pytania dotyczące naszego życia nauka nie odpowie, a właśnie tych pytań i tych odpowiedzi potrzebujemy przede wszystkim, by ten świat uczynić miejscem dobrym dla życia nie tylko dla istot ludzkich.
Dlatego w tej książce oprócz odwoływania się do faktów naukowych będę proponował Ci czytelniku odwołanie się do zupełnie nienaukowej sfery, jaką są wartości. Tam właśnie znajduje się klucz do życia, którego podstawową zasadą jest równowaga i współistnienie.
Wszyscy jesteśmy dziećmi wszechświata, dziećmi tej Ziemi. Niech mądrość, która zapisana jest w naszych umysłach i ciałach, w naszej dzikiej naturze będzie naszym przewodnikiem w tej podróży.
Niech tak będzie!
Część pierwsza – Kryzysowa sytuacja
Prawdopodobnie nikt z nas nie lubi konfrontować się z nieprzyjemnymi informacjami. Chcemy żyć w przeświadczeniu, że mamy rację i że to, co robimy jest właściwym sposobem postępowania. To pragnienie, żeby mieć słuszność i raczej potwierdzać swoje wyobrażenia niż je weryfikować i zmieniać jest jedną z najbardziej niebezpiecznych pułapek jakie może zastawić na nas nasz własny umysł. Z tego bowiem powodu ignorujemy, zaprzeczamy czy wypieramy informacje, które są dla nas trudne i niewygodne. I nie wykorzystujemy ich, by zmienić coś, co zmiany wymaga.
Mówiąc przekornie, często wolimy mieć rację niż udane życie.
Tym bardziej, że mamy mnóstwo sposobów, które nas znieczulają na ból i podtrzymują dobre samopoczucie w przypadku, gdy coś idzie nie tak. Więc zamiast zająć się kamykiem w bucie, który nam doskwiera, często łykamy tabletkę pozwalającą nie czuć bólu. Takimi tabletkami we współczesnym świecie są telewizja, internet, rozrywka, przymus podróżowania, chodzenie na zakupy, czy w końcu używki takie jak alkohol, narkotyki i papierosy. To wszystko daje nam złudne poczucie, że wszystko jest w porządku, my się dobrze bawimy i nie ma co przejmować się różnymi niepokojącymi sygnałami. Dzisiejszy świat do perfekcji doprowadził sztukę zagłuszania tego, co nieprzyjemne. Jesteśmy „zabawiani na śmierć”.
Tak czy owak ten stan beztroskiej niefrasobliwości albo uśpienia czy swoistego letargu prowadzi nas wprost na krawędź przepaści. Dopóki bowiem nie doświadczymy, że w naszym bucie jest kamyk, dopóty nie będziemy w stanie podjąć właściwych decyzji. To dlatego w negatywnych przeżyciach i emocjach jest tak duży potencjał i wartość. To dlatego na początku drogi tak ważne jest spojrzenie prawdzie w oczy i przerażenie się tak, by fakty dotyczące naszej rzeczywistej sytuacji mogły zaowocować rzeczywistą zmianą.
Bez doświadczenia kryzysowej sytuacji nic nie zmienimy. Zatem rozpoczynamy naszą podróż od przeglądu tych wszystkich obszarów życia, w których doświadczamy kamyka w bucie, choć usilnie często zaprzeczamy, że on tam w ogóle jest.
Jak wygląda Twój kamyk i jaki masz sposób, by go nie doświadczać?
Bioróżnorodność
Gdy spojrzymy na naszą planetę z kosmosu, zobaczymy cudowną perłę w odcieniach błękitu. Zadziwiające jest to, że ta stosunkowo niewielka planeta różni się od innych znanych nam do tej pory planet bogactwem życia zawierającym się w cieniutkiej warstewce tak zwanej biosfery.
Od powstania pierwszej komórki życie nieustannie się różnicowało tworząc coraz bardziej złożone formy i przystosowania. Ten różnobarwny i bogaty kobierzec życia nazywany bioróżnorodnością jest swoistą gwarancją, że zmiany środowiskowe pojawiające się w czasie historycznym nie spowodują dramatycznego przerwania tej biologicznej Odysei. Im większe zróżnicowanie, tym większe prawdopodobieństwo, że przynajmniej część gatunków zdoła się przystosować do nowych warunków.
Wszechświat w ostatnich 3 mld lat pięciokrotnie testował w sposób radykalny wytrzymałość życia na naszej planecie. Okresy te naukowcy nazwali wielkimi katastrofami, ponieważ wiązały się z wymarciem od 65% do 95% wszystkich ówcześnie żyjących gatunków. Samo wymieranie jest zjawiskiem jak najbardziej naturalnym i koniecznym. Mówi się, że nawet ponad 99% wszystkich gatunków kiedykolwiek istniejących na Ziemi już wymarło. Każdy gatunek pojawia się na ewolucyjnej arenie, ma swój czas rozkwitu, a następnie ginie bezpowrotnie ustępując miejsca kolejnym formom przygotowywanym przez naturę w procesie ewolucji.
Wielkie wymierania, podczas których ginęła większość gatunków, miały swoje przyczyny głównie w obniżeniu poziomu wód oceanicznych i zmianach klimatycznych, jakie zachodziły na naszej planecie pod wpływem ruchów skorupy ziemskiej czy kosmicznych katastrof. Obecnie żyjemy w czasach, które określane są mianem szóstej katastrofy. Podczas gdy 100 lat temu ginął z powierzchni Ziemi jeden gatunek rocznie, to w połowie lat osiemdziesiątych XX w. jeden gatunek ginął nawet co 10-15 min. Naukowcy różnie szacują tempo obecnego wymierania: według konserwatywnych ocen tracimy 5000 gatunków na rok. Szacunki pesymistyczne mówią nawet o 150 000 gatunków znikających każdego roku z Ziemi. Tempo to jest od 5000 do 25 000 razy wyższe od naturalnego. W ciągu najbliższych 25 – 30 lat może zniknąć 25-50% gatunków.
Czy te liczby robią na nas jakiekolwiek wrażenie? Jaki związek z naszym życiem ma wymierający gatunek owada z puszczy amazońskiej, a nawet bliższy nam piękny motyl niepylak apollo, którego populacja jest na granicy wymarcia? Te suche liczby w żaden sposób nie odnoszą się do naszego życia, są wyłącznie statystyką tak martwą jak gatunki, których dotyczą.
A jednak na pytanie kto wymiera pojawia się jedna bardzo konkretna i niepokojąca odpowiedź. My, ludzie, obserwujemy nasze własne wymieranie. Dramatycznie spadająca bioróżnorodność jest naszą własną agonią, ponieważ istniejąca sieć życia stanowi warunek przetrwania naszego ludzkiego świata. Życie tworzy sieć wzajemnych powiązań, gdzie naruszenie jednej nitki powoduje konsekwencje dla całej sieci. Dlatego znikające gatunki są wypadającymi cegłami z budowli, którą my też tworzymy. Póki co, możemy mieć złudne przeświadczenie, że wypadnięcie kolejnych kilku cegieł nie spowoduje jakichś przykrych konsekwencji, ale w końcu, prędzej czy później, ten gmach się zawali. Ten proces przypomina kostki domina, które przewracając się pociągają za sobą reakcję łańcuchową i katastrofę całego układu.
Jakkolwiek szósta katastrofa ma wiele wspólnego z poprzednimi, jeśli idzie o dynamikę samego procesu, to jednak coś ją wyróżnia na tle poprzednich. Tym czymś jest przyczyna, która związana jest przede wszystkim z działalnością człowieka. Najkrócej mówiąc, rozpychamy się łokciami na lewo i prawo zabierając innym gatunkom ich przestrzeń życiową. I robimy to nie kierowani koniecznością życiową, ale wizją coraz bardziej dostatniego i wygodnego życia. Tak oto żyjemy w świecie, w którym mamy coraz bardziej komfortowe warunki i jednocześnie, w którym jest coraz mniej życia.
Każdy z nas ponosi osobistą odpowiedzialność za ten proces, ponieważ kupowanie rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy, nakręca cywilizacyjną machinę, pod którą giną kolejne gatunki. Nasza rozpasana konsumpcja jest kopaniem grobu dla kolejnych istot, a ostatecznie też dla nas samych.
W Polsce najbardziej pod tym względem zagrożone są gatunki żyjące na bagnach i podmokłych łąkach. Tereny te przekształcane są bowiem na użytki rolne, co powoduje ostatecznie dramatyczny spadek ich bioróżnorodności. W lasach dla odmiany spadek bioróżnorodności związany jest głównie z nieprzemyślaną gospodarką leśną, która preferuje szybki zysk i z tego powodu wprowadza gatunki szybko rosnące, choć niezgodne z siedliskiem (np. sosnę czy świerka). W takich monokulturach żyje znacznie mniej ptaków, ssaków czy owadów niż w naturalnym lesie. Jednocześnie postępuje fragmentacja ekosystemów w związku z budową dróg (głównie autostrad) czy infrastruktury turystycznej w górach. Tak oto przerwane zostają szlaki migracyjne zwierząt, co prowadzi do izolacji populacji i stopniowego ich wymierania.
Postępująca globalizacja prowadzi również do genetycznego zubożenia gatunków wykorzystywanych w rolnictwie. Nasi przodkowie wykorzystywali dziesiątki różnych odmian zbóż oraz owoców. Dzisiejszy świat zdominowały natomiast nieliczne odmiany, które zapewniają producentom szybki i łatwy zysk. Stare odmiany stopniowo wypadają z obiegu, co prowadzi ostatecznie do utraty bioróżnorodności. Możemy sobie wyobrazić, co się stanie, gdy pojawi się jakiś niespodziewany wirus czy owad, z którym nowoczesne odmiany sobie nie poradzą. Wysoka bioróżnorodność chroni nas przed takim scenariuszem, który, swoją drogą, w małej stosunkowo skali zrealizował się już w USA w latach 60.
Ochrona bioróżnorodności jest zatem potrzebą chwili, jest działaniem, które wprost ukierunkowane jest też na ochronę ludzi. Bez rozległej i zróżnicowanej sieci życia nie przetrwamy w tym świecie. Najprostszym, ale też i może najtrudniejszym sposobem powstrzymania procesu wymierania gatunków i utraty bioróżnorodności jest samoograniczenie i powściągliwość w realizacji naszych wizji rozwoju ludzkiej cywilizacji. Innymi słowy, musimy ograniczyć nasze apetyty na luksusowe, dostatnie życie, na świat, który ma służyć wyłącznie naszym zachciankom.
Najskuteczniejszym sposobem zachowania wysokiej bioróżnorodności jest bowiem ochrona siedlisk w miejscach ich występowania. Jeżeli mamy jeszcze miejsca, gdzie występuje bogactwo gatunków, to bezwzględnie powinniśmy je chronić nie doprowadzając do ich degradacji. Z pewnością najbogatszymi pod tym względem ekosystemami są bagna i tereny podmokłe oraz lasy. Spójrzmy na te miejsca i gatunki je zamieszkujące jak na lustra, w których odbija się nasza ludzka kondycja. Obraz tych miejsc i tych istot niech będzie świadectwem jakości naszego życia. Co dzisiaj zobaczymy w tym lustrze? Widzimy śmierć. Widzimy naszą własną śmierć.
Trzeba sporej odwagi by skonfrontować się z tym faktem, ale jeśli tego nie zrobimy to tragiczne żniwo będzie pochłaniało kolejne gatunki, czyli nas samych. Świadomość tego zagrożenia wcale nie jest przyjemna, ale ten przysłowiowy kamyk w bucie może być naszym ratunkiem. To przeglądanie się w lustrze jest niezbędne, by nasze życie było prawdziwie zrównoważone, by zacząć żyć w sposób, który wyraża naszą przynależność do rozległej sieci życia.
Bioróżnorodność jest naszym własnym bogactwem, a to, że tego nie dostrzegamy lub świadomie ignorujemy jest dramatycznym przejawem niskiej świadomości ekologicznej.
Przedruk z książki: Ryszard Kulik „Ziemia – mój jedyny dom”
Następna część: „Kryzysowa sytuacja: Zwierzęta”










