Stany Zjednoczone, podobnie jak wiele innych krajów rozwiniętych odczuwają szereg nierozwiązanych problemów wyeksponowanych przez kryzys finansowy. Duże bezrobocie, rosnące długi publiczne, spadające ceny nieruchomości i nieustająca fala eksmisji, rosnąca ilość mieszkańców żyjących poniżej progu ubóstwa, to tylko kilka przykładów tych problemów.
Ale nie wszystkie grupy obywateli amerykańskich mają trudności związania końca z końcem – niektórzy wręcz z roku na rok prosperują coraz lepiej. Do tych ostatnich należą członkowie amerykańskiego kongresu. Według analizy zrobionej przez New York Times przeciętny obywatel USA w okresie od 2004 do 2010 roku stracił 8% swojego majątku. Dla odmiany, w tym samym okresie, średni majątek amerykańskiego kongressmana wzrósł o 15%. Co więcej, jak pokazuje raport w Washington Post, taki stan rzeczy nie jest wyłącznie zjawiskiem związanym z obecnym kryzysem. Artykuł cytuje statystyki z których wynika, że od roku 1984 do 2009 średni majątek amerykańskiej rodziny spadł (po uwzględnieniu inflacji) z 20 648 do 20 500 dolarów (liczby te nie obejmują wartości posiadanych domów mieszkalnych). Średni majątek członków Izby Reprezentantów amerykańskiego kongresu wzrósł w tym samym czasie o prawie 259% z około 280 000 do 725 000 dolarów.
Nic dziwnego, że coraz większa część amerykańskiego społeczeństwa czuje się oszukana przez polityków. Coraz mniej Amerykanów wierzy, że politycy są w stanie sprostać coraz bardziej trudnemu zadaniu rozwiązania bardzo skomplikowanych problemów stojących przed krajem. Jak pokazuje poniżej rysunek 1, kryzys braku zaufania wyborców do wybieranych przedstawicieli ma od wielu lat tendencję spadkową i wciąż się pogłębia. W październiku tego roku już tylko 9% wyborców miało zaufanie do członków kongresu.

Rysunek 1. Procent obywateli amerykańskich zadowolonych z pracy kongresu w latach 2001 do 2011.
Ten żałosny stan rzeczy oczywiście został zauważony przez polityków. Jeden z nich, senator z Kolorado Michael Bennet, zrobił inny wykres przetłumaczony poniżej na rysunku 2, który pokazuje jak niska jest popularność kongresu w porównaniu z innymi typowo mało popularnymi organizacjami lub osobistościami. Fakt, że jest obecnie więcej Amerykanów, którzy woleliby mieć w kraju komunizm, niż tych którzy wierzą w wybranych przez siebie liderów daje dużo do myślenia.

Wyniki ankiet są zewnętrznym objawem głębokiego kryzysu amerykańskiej demokracji. Konstytucja wymaga, że każde nowe prawo musi być poparte większością głosów przez Izbę Reprezentantów i Senat i podpisane przez mającego prawo weta prezydenta. Dodatkowe, ustalone wewnętrznie przez kongres reguły parlamentarne gwarantują, że mniejszość posłów a nawet jeden senator może skutecznie zablokować proces legislacyjny. Końcowym efektem jest nieustanny impas skutecznie manipulowany przez lobbystów reprezentujących różne prywatne interesy. Obserwując ten proces, przytłaczająca większość obywateli dochodzi do logicznego wniosku, że ich interesy nie są i nie będą popierane przez ich reprezentantów w kongresie.
Obecny kryzys ujawnił potrzebę głębokich reform gospodarczych, finansowych i politycznych. Jednocześnie, ten sam kryzys pokazał, że obecny system polityczny nie jest zdolny takich reform przeprowadzić.








