ArtykulyPowiązania

Wolność jak z Orwella

Problemy, przed
którymi stoimy, w świecie podzielonym na wiele krajów rozgrywających swoje
partykularne interesy i ponadnarodowych korporacji wymuszających równanie w dół
są praktycznie nie do rozwiązania.

Jak uzyskać
konsensus w sprawie eliminacji rajów podatkowych i skomplikowanych przepisów międzynarodowych
rozliczeń podatkowych, pozwalających bogatym osobom i korporacjom na uniknięcie
płacenia podatków? Jak ocalić łowiska na wodach międzynarodowych, skoro obecnie
łowione tam ryby nie są chronione i są własnością tego, kto je wyłowi? Jak doprowadzić
do tego, by na całym świecie wprowadzić politykę ograniczania emisji gazów
cieplarnianych?

Stwarzane
przez nas problemy mają już skalę globalną, a nie ma nikogo, kto mógłby
zmierzyć się z nimi na tej płaszczyźnie. Organizacje międzynarodowe, od ONZ,
przez grupy G-7, G-80 czy G-20, po MWF czy Bank Światowy mają bardzo ograniczone
możliwości działania i nie mają narzędzi do wymuszenia polityk, które mogłyby
rozwiązać problemy, przed którymi stoimy. Do ich rozwiązania potrzebna byłaby
organizacja, której władza rozciągałaby się na całą planetę.

Abstrahując
od tego, że (wbrew licznym teoriom spiskowym) powstanie organizacji będącej
władną podejmować decyzje, do których musiałyby się zastosować wszystkie kraje
świata, nie wydaje się możliwe w bliskiej perspektywie czasowej, to powstanie
takiej organizacji samo w sobie stanowiłoby poważne zagrożenie dla przyszłości ludzkości
– z wielu powodów. Jednym z nich jest dynamika społeczna prowadząca do koncentracji
władzy w rękach wąskiej grupy i wzrostu jej opresyjności. Obserwujemy to nie
tylko w krajach takich jak Rosja czy Chiny, ale też w krajach demokratycznych.

Możliwe
jest, że na tę drogę wchodzą także Stany Zjednoczone, kraj przez stulecia postrzegane były
przez miliardy ludzi jako oaza wolności. Być może przekroczyły już
nawet punkt krytyczny.

Istnieje
bardzo poważne niebezpieczeństwo, że głoszona potrzeba podniesienia poziomu
bezpieczeństwa zostanie zagarnięta i wykorzystana przez tych, którzy dążą do
rozszerzenia jej znaczenia.

John F. Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych

Może być
wielu ludzi, którzy nie mogą zostać osądzeni za swoje zbrodnie, czasem dlatego,
że dowody są prawnie niewystarczające, ale którzy pomimo to mogą stanowić
zagrożenie dla bezpieczeństwa USA.

Barack Obama, prezydent
Stanów Zjednoczonych

Łatwo jest
stwierdzić, że trwa walka o zachowanie swobód obywatelskich – po prostu
dlatego, że jest to proces nieprzerwany, trwający każdego roku i dnia. Swobody
obywatelskie są odbierane powoli, po jednej na raz, tak, że jeśli społeczeństwo
nie jest czujne i zaangażowane, to na ten ciągły i powolny proces nie zwróci nawet
uwagi większości ludzi. Zamiast tego powoli, krok po kroku będą przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Walka trwa bez przerwy
i powinieneś w niej aktywnie uczestniczyć.

Ostatnio nasila
się walka o kontrolę nad Internetem. Proponowane są regulacje takie
jak ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), PIPA (Protect IP Act) czy SOPA
(Stop Online Piracy Act) [1][2].
Oficjalnie
rzecz jasna mają służyć osiągnięciu zacnych celów, przedstawionych w ich
nazwach. Jednak potencjalne następstwa ich zastosowania mogą sięgać znacznie
głębiej. Już samo postawienie zarzutu wystarczyłoby do zablokowania strony
internetowej, bez konieczności uprzedniego wykazania winy [3].
Formalnie rzecz biorąc władze będą uprawnione nawet do zablokowania wyszukiwarek
takich jak Google, Yahoo czy Bing ze względu na współudział w piractwie lub promocji pedofilii. Sprzeciw
internautów wobec SOPA i ACTA stał się zaskoczeniem dla polityków, nie
przyzwyczajonych do takiej erupcji aktywności społecznej. Internet stał się
narzędziem demokracji nie mniej, niż w swoim czasie druk. Powinniśmy utrzymać
go otwartym za wszelką cenę, nawet kosztem piractwa czy pedofilii. To pod
hasłami walki z nimi rządy starają się kontrolować i blokować Internet, ale
jest to oczywiście tylko listek figowy – co widać po działaniach rządów Rosji,
Chin czy Iranu. Próby kontroli Internetu i odbierania prywatności będą się
powtarzać i nasilać.

Kolejnym nowym
aspektem naszej rzeczywistości jest pojawienie się dronów – mogących
monitorować wszystko bezzałogowych samolotów. Postęp(?) na tym
polu jest niesamowity. Jeszcze niedawno drony znajdowały się jedynie na
wyposażeniu sił wojskowych nielicznych krajów, teraz ich obecność rozszerza się
na cały świat. Uzbrojone drony amerykańskie atakują cele w wielu krajach
świata, bez formalnego wypowiedzenia wojny. Ludzie „po drugiej stronie”,
będących celem ataków dronów, będą to postrzegać (a właściwie już postrzegają)
jako wołający o ripostę terroryzm. Jest tylko kwestią czasu, gdy irańskie lub
północnokoreańskie drony, oczywiście bez wymalowanych barw narodowych i być
może wyposażone w broń atomową lub biologiczną, dokonają ataków na Izrael lub USA.
Planuje się nawet rezygnację z ludzkiego nadzoru i wprowadzenie dronów autonomicznych, działających bez nadzoru człowieka i
mogących samodzielnie decydować o przeprowadzeniu ataków. Rosnąca
liczba coraz bardziej samodzielnych dronów, o coraz większych możliwościach uderzeniowych, wygląda prawie jak budowa Skynetu z filmu Terminator. Wkrótce drony mają
rozpowszechnić się także jako narzędzia monitoringu wewnętrznego, uzupełniając
i tak już wszechobecne sieci monitoringu naziemnego. Kongres USA już uchwalił
prawo otwierające niebo dla takich maszyn [4]
i szacuje się, że na niebie USA w najbliższych latach pojawi się około 30000 dronów
szpiegowskich [5].
Tak ścisły monitoring coraz bardziej narusza prawo do prywatności.

Policja
coraz częściej nadużywa prawa do zatrzymywania i przeszukiwania, oczywiście dla
dobra obywateli. W samym Nowym Jorku liczba wątpliwych przypadków zatrzymań
sięga już 700 tysięcy rocznie [6][7].

Administracja
USA przyznała sobie prawo do zabijania bez ostrzeżenia i bez prawa do sądu i obrony
obywateli swojego kraju, zarówno w USA, jak i za granicą i czyni z niego użytek
[8].
Uspokaja jednak obywateli, że będzie to robić jedynie wtedy, gdy uzna to za absolutnie
niezbędne. W tym kontekście stanowisko FBI, opisujące jako ekstremistów osoby „mogące
uchylać się od płacenia podatków, naruszające rządowe regulacje środowiskowe
czy uważające, że odejście od standardu złota skończy się dla USA bankructwem” [9]
może któregoś dnia zacząć oznaczać, że nikt nie będzie znał dnia ani godziny, a rząd będzie mógł wyeliminować kogo tylko będzie chciał.

Ostatniego
dnia 2011 roku prezydent Obama podpisał National Defense Authorization Act
(NDAA) na rok 2012, autoryzując bezterminowe zatrzymania bez przedstawienia
zarzutów i bez prawa do sądu i obrony – po raz pierwszy w amerykańskiej historii. Od tego
momentu wszyscy prezydenci, zgodnie z prawem, będą mogli wydać wojsku rozkaz
zatrzymania i bezterminowego uwięzienia ludzi zatrzymanych gdziekolwiek na
świecie, z dala od jakiegokolwiek pola bitwy. [10]

NDAA
uchwalono w celu ochrony przed terrorystami, rzecz jasna. Jednak czy odebranie prawa
do sądu to standardy państwa demokratycznego czy totalitarnego? I czy należało
aresztować protestujących przeciwko niekonstytucyjnym zapisom NDAA, jak to miało
miejsce [11]?

NDAA został
zaskarżona do sądu, który we wrześniu uznał, że prawo to jest niezgodne z
konstytucją [12].
Co jest jednak niepokojące, to jednomyślność, z jaką politycy uchwalili to
prawo: zanim podpisał je prezydent, przeszło znaczną większością w Kongresie i
stosunkiem głosów 91:9 w Senacie. Gdy głosy protestu zaczęły się nasilać, prezydent
Obama zapewnił, że nie będzie nadużywał prawa. Ale, jak uznał sąd, już samo
jego podpisanie było nadużyciem i naruszeniem konstytucji. Rząd jednak wciąż
się nie poddaje i stara się obalić wyrok sądu [13].

Jeszcze
bardziej niepokojący jest rosnący wpływ korporacji na proces demokratycznych
wyborów. Wielkie korporacje od dawna czuły się doskonale w korytarzach władzy,
wiedząc, gdzie i jak zadziałać, by podejmowane decyzje i tworzone ustawy były
po ich myśli. Jednak to, co stało się ostatnio, diametralnie i być może
nieodwracalnie zmieniło pole gry na ich korzyść. Wyroki sądów w sprawie Citizens
United vs. FEC (Federal Election Comission) oraz Speechnow.org vs. FEC
doprowadziły do sytuacji, w której możliwe stało się powstanie tzw. Super PAC (Political
Action Committee) – komitetów politycznych, mogących przyjmować  nielimitowane dotacje od osób fizycznych i korporacji,
po czym przeznaczać je według swojego uznania (przy zachowaniu pewnych
kryteriów formalnych) na popieranie lub zwalczanie kampanii politycznych [14].

Można
ironicznie powiedzieć, że tak daleko idąca wolność wypowiedzi stanowi gwóźdź do
trumny wolności wypowiedzi. Dlaczego? Ponieważ teraz pieniądze otwierają drogę
do pokierowania procesem wyborczym w taki sposób, by wybrany został pożądany kandydat.
Ci, którzy nie dysponują miliardami, nie będą mieć wpływu na wynik wyborów.
Nowe przepisy zapewniają de facto korporacjom
możliwość obsadzenia stanowisk gubernatorów, kongresmanów czy senatorów
wybranymi przez siebie ludźmi i zablokowania wyboru osób, których poglądy są dla
nich niewygodne. Dobrym przykładem jest bankowy Super PAC “Friends of Traditional
Banking”, zażarcie zwalczający wszystkich kandydatów do władz, których poglądy
nie są przyjazne wielkim bankom [15].

Gdy nowe
przepisy o nieograniczonych możliwościach finansowania procesu wyborczego
próbowały zablokować władze Montany, a wraz nimi 22 inne stany i Dystrykt
Kolumbia, Sąd Najwyższy (głosami tych samych pięciu sędziów, którzy rozstrzygnęli
sprawę Citizens United vs. FEC na korzyść korporacji) nakazał władzom stanowym zniesienie
wszelkich ograniczeń w możliwości finansowania kampanii przez korporacje [16].

Przez dekady
krok po kroku korporacje wywalczyły sobie prawa i wolności przynależne
wcześniej tylko ludziom.  Mają
więc wszelkie prawa i ochronę przysługującą osobom, ale są wyłączone spod właściwej
osobom odpowiedzialności za swoje czyny.To, jak do tego doszło i jakie są tego implikacje pokazuje m.in. doskonały film „Korporacja”.

Jak ujęli to
protestujący z ruchu Occupy Wall Street: “Będziemy wiedzieli, że korporacje są
traktowani jak ludzie, gdy Teksas skaże jakąś na karę śmierci”.

Mutacja
korporacji, a szczególnie systemu bankowego, w wyłączony spod działania prawa kartel,
zgarniający zyski, a w przypadku strat domagający się pokrycia ich przez
podatników, to bardzo poważny problem. Gdy już korporacje uzyskały tak wielki wpływ i
kontrolę nad społeczeństwem i politykami, nie bardzo widać sposób na odebranie
im tej władzy. Skoro mogą kupować polityków za drobne dla siebie pieniądze, to jak
można oczekiwać rzeczywistej zmiany? Decyzja w sprawie Citizens United vs FEC,
która otworzyła system polityczny na wpływy wielkich pieniędzy, czyni
próby odkręcenia tej sytuacji praktycznie niemożliwymi do zrealizowania, bo
każda taka próba spodka się z odporem wspartym wielkimi pieniędzmi. Być
może potęga korporacji osiągnęła punkt krytyczny, za którym nie ma już powrotu.

Sytuację
dodatkowo komplikuje asymetria relacji pomiędzy państwami narodowymi, mającymi
jurysdykcję jedynie na swoim terytorium, a ponadnarodowymi korporacjami, których
działalność nie jest przypisana do żadnego szczególnego kraju, regionu czy
nawet kontynentu. Ponadnarodowe korporacje mogą więc skutecznie unikać nadzoru i
podatków oraz wygrywać jedne kraje przeciwko innym, przenosząc swoją działalność,
siedziby lub podatki tam, gdzie kontrola nad nimi będzie najmniejsza – prowadzi
to do powszechnego równania w dół. Podobnie jest z produkcją przemysłową w zglobalizowanym świecie, która
przenoszona jest tam, gdzie prawa pracownicze są najsłabsze, zobowiązania firm
najmniejsze, a ochrona środowiska symboliczna. Jeśli jakiś kraj bierze się za wzmacnianie
swoich polityk w którymkolwiek z tych obszarów, zaraz jest przyzywany do
porządku stwierdzeniem, że jeśli będzie „pogarszał warunki do prowadzenia
biznesu”, to musi liczyć się z tym, że „miejsca pracy i wpływy podatkowe zostaną
przeniesione gdzie indziej”.

Presja na ograniczanie
swobód obywatelskich, ignorowanie konstytucji i międzynarodowe „równanie w dół”
grożą stopniowym obniżaniem standardów i mogą nawet doprowadzić do „orwellizacji”
rządów, coraz mocniej ingerujących w nasze życie. Groźba ta jest tym
poważniejsza, że w miarę jak zderzenie z granicami wzrostu będzie stawać się
coraz wyraźniejsze, gospodarka będzie zwalniać, miejsca pracy znikać, klasa średnia słabnąć, deficyty budżetowe
rosnąć, systemy emerytalne bankrutować, standard życia obniżać, perspektywy pogarszać się, a zamieszki społeczne nasilać, coraz wyraźniejsze mogą stać się
tendencje do oddawania wolności za bezpieczeństwo.

Na podstawie David Collum, 2012 Year in Review

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly