Przez jakiś czas będzie się dyskutowało o tym, czy porozumienie z Kopenhagi to niezadowalający kompromis czy też kompletna porażka. Jakakolwiek będzie ostateczna odpowiedź, z chaotycznego globalnego szczytu można wyciągnąć kilka wstępnych wniosków.

1. Zasadniczy impas w kwestii perspektyw
Większość krajów nie uważa, by walka w obronie klimatu była dobrym interesem. Nie przekonuje ich główny argument wysuwany przez niektóre zachodnie rządy, że cena węgla będzie stanowiła bodziec do wprowadzania innowacyjności i inwestycji w efektywne źródła energii, a w ten sposób przekształci innowacyjne kraje w ekonomiczne lokomotywy XXI wieku. Są niechętne wspólnemu działaniu, ponieważ mylnie postrzegają walkę w obronie klimatu jako ekonomiczne ograniczenie i nie łączą krótkoterminowych kosztów z długoterminowymi korzyściami.
Tylko w sytuacji, kiedy walka w obronie klimatu zostanie przekonująco sformułowana w kategoriach interesu własnego tych krajów, pojawi się szansa na lepsze i znaczące międzynarodowe porozumienie dotyczące klimatu. W Kopenhadze Chiny nie tylko odmówiły włączenia się do wspólnego działania. Sprzeciwiły się też wspólnemu działaniu innych krajów, ponieważ mogłoby to spowodować wywieranie pośrednio nacisków na Chiny. To właśnie miał na myśli prezydent Barack Obama mówiąc o „zasadniczym impasie w kwestii perspektyw”.
2. Podział na bogatych i biednych
Podział ten nie zniknie tak długo, jak długo wiele krajów rozwijających się postrzega finansowanie walki ze zmianami klimatycznymi przez kraje północne w kategoriach „zezwoleń na emisję”. Kraje uprzemysłowione rozumieją swoją historyczną odpowiedzialność za zjawiska zmian klimatycznych. Jednak nie będą chciały płacić, a już znacznie mniej chętne będą znaczącemu transferowi zamożności, dopóki kraje rozwijające się mylą odpowiedzialność z winą i nalegają na finansowanie, które raczej przypomina odszkodowania.
Kilka wieków niewiedzy na temat skutków spalania paliw pochodzenia mineralnego nie oznacza winy. Ani też wina nie przenosi się z pokolenia na pokolenie. Jeśli dodatkowa pomoc ma zostać zaakceptowana przez kraje uprzemysłowione (poza Szwecją i innymi krajami skandynawskimi), musi zostać określona w kategoriach inwestycji, a nie obowiązku: marginalne koszty walki ze zmianami klimatycznymi są w wielu przypadkach niższe, kiedy inwestycji dokonuje się w krajach rozwijających się.
Pomoc krajom rozwijającym się w poradzeniu sobie z konsekwencjami zmian klimatycznych leży więc w interesie własnym krajów uprzemysłowionych. Obecnie kwota stu miliardów dolarów na walkę ze zmianami klimatu jest sumą nieprawdopodobną, biorąc pod uwagę nieobowiązujący charakter porozumienia z Kopenhagi – jeden z absurdalnych wyników szczytu, do jakiego doprowadziły kraje rozwijające się.
W przyszłości powinna zostać wprowadzona zasada “opłat za zanieczyszczenia”. Ustanawia ona odpowiednie bodźce, jest przejrzysta i wykonalna. Stopniowo włączałyby się kraje o średnich dochodach, co pomogłoby zmniejszyć podział między bogatymi i biednymi. Oświadczenie Brazylii, że mogłaby ona włączyć się do takiego systemu jest dużym krokiem w tym właśnie kierunku. Meksyk również zasugerował swoje poparcie dla tej koncepcji.
3. Przeciążenie systemu
Negocjacje dotyczące walki ze zmianami klimatu poważnie odczuwają przeciążenie systemu. Zakres tematyczny jest zbyt złożony. Wchodzą tu kwestie ekonomicznej transformacji, handlu, rozwoju, transferu technologii, ochrony własności intelektualnej, suwerenności krajów i wiele innych problemów, z którymi trzeba sobie radzić równolegle, na skalę międzynarodową i z zamiarem uzyskania ściśle uregulowanego systemu. Grupy negocjacyjne nie mogły skończyć swojej pracy, ponieważ były zależne od postępów rozmów w innych grupach. Dwutorowe negocjacje (protokół z Kioto razem z Konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu) umożliwiły Stanom Zjednoczonym i kilku innym krajom zaangażowanie się bez konieczności ratyfikowania protokołu z Kioto, ale skomplikowało to niebywale wszystkie negocjacje.
4. Paraliż Organizacji Narodów Zjednoczonych
System ONZ ukazuje nieudolność Organizacji. Zasada jednomyślności umożliwia zgłaszanie sprzeciwów zakłócających przebieg spotkania, uniemożliwiających omówienie innych kwestii. W tym przypadku nie tylko antykapitalistyczna retoryka Hugo Cháveza i jego przyjaciół opóźniła konferencję, która już i tak miała napięty harmonogram czasowy. Niektórzy członkowie spotkania, pod wodzą Chin i Sudanu, domagali się zapewnienia, że do redakcji projektu zostaną wprowadzone metody obejmujące również zwykłych ludzi. Nie dopuściły, by grupa „wspierająca przewodniczącego” zdominowała prace nad projektem dokumentu.
Jeden kraj jeden głos, wymóg jednomyślności i procedury obejmujące zwykłych ludzi spowodowały impas. Zręczność osoby przewodniczącej takiemu spotkaniu może czasem pomóc w pokonaniu podobnych przeszkód. Premier Danii Lars Lokke Rasmussen z pewnością zręczny nie był. Rozłam podczas duńskiej prezydencji na temat strategii ostatecznego etapu negocjacji też przyczynił się do ogólnej klęski Danii.
5. Wielobiegunowość jako chaos
Negocjacje dotyczące walki ze zmianami klimatycznymi odbywają się w okresie przejściowym. Rozstrzygające działanie jest przyhamowane, ponieważ struktury władzy w nowym porządku świata dopiero się wyłoniły, a więc tworzą niepewność, dotyczącą tego, w czyim ręku jest władza. Kopenhaska wielobiegunowość to był chaos. Ale szczyt wyłonił też nowy ośrodek władzy. Składa się z Brazylii, Południowej Afryki, Indii, Chin i Stanów Zjednoczonych. Są to kraje emitujące najwięcej dwutlenku węgla (a przynajmniej tak się uważa). Nie można uzyskać żadnego rozwiązania bez przywództwa tych krajów. Ich współpraca może dać wyniki. Ale nieunikniony jest kierunek w stronę najniższego wspólnego mianownika.
Drugi ośrodek przywódczy składa się z 25 krajów. W jego skład wchodzą kraje członkowskie Forum Głównych Gospodarek ds. Energii i Zmian Klimatu (Major Economies Forum on Energy and Climate), ponadto przedstawiciele innych ważnych grup krajów. W sytuacji kiedy niektóre kraje wciąż dążą do sparaliżowania całego procesu, propozycje tych dwóch ugrupowań najprawdopodobniej odegrają kluczową rolę. Chiny chcą mieć status kraju rozwijającego się i jednocześnie światowej potęgi, a to prowadzi do dziwnych posunięć.
Chiny nie mogą już liczyć dalszą pomoc G77. Prawdę mówiąc G77 jest podzielone na kilka frakcji. Są tam kraje o średnich dochodach z wyższym produktem krajowym brutto niż zakłada próg protokołu z Kioto. Mogą teraz spełniać warunki krajów włączonych do aneksu protokołu z Kioto i wobec tego będą zobowiązane do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Usilnie starały się uniknąć takiego zaszeregowania, ale nie potrzebują pieniędzy krajów zachodnich na uzyskanie zmniejszenia emisji i przystosowanie się.
Ich sytuacja znacznie różni się od sytuacji Afryki Subsaharyjskiej, od której nie będzie się wymagało zmniejszenia emisji, ale która rozpaczliwie wymaga dostępu do finansowania walki ze zmianami klimatycznymi. I na koniec mamy Sojusz Małych Państw Wyspiarskich (Alliance of Small Island States), które choć biedne, postrzegają zmiany klimatyczne jako zagrożenie dla ich egzystencji. Chcą zrobić wszystko co możliwe, by tym zmianom zapobiec i naciskają na inne kraje, by robiły to samo. Ich sytuacja nie odbiega drastycznie od tej w Chinach i Afryce Subsaharysjkiej. Tak więc nowa wielobiegunowość stworzy nowe ugrupowania krajów.
6. Przegrana Europy
Ze szczytu w Kopenhadze Europa wyłoniła się jako wielka przegrana. Sprawy związane z klimatem były jedyną dziedziną, w której przewodziła światu. A okazało się, że kiedy było to naprawdę ważne, Stary Kontynent jest zbyt słaby, by odnieść sukces. W Kopenhadze zawiodła europejska postmodernistyczna koncepcja światowego porządku: system wielostronny z równymi prawami dla wszystkich krajów; rządzony przy pomocy rygorystycznych przepisów, według zasady konsensusu i poprzez słabą, rotacyjną prezydencję; a także dzięki porozumieniom dotyczącym praw i odpowiedzialności, dzielenia się obciążeniami i przy pseudo socjaldemokratycznej redystrybucji zamożności. Innymi słowy: to zasady jakimi rządzi się Unia Europejska. Podczas gdy Unia pracowała nad doprowadzeniem do końca nowego porozumienia z obligatoryjnymi zobowiązaniami do zmniejszenia emisji, wyłonił się system dobrowolnych zobowiązań się poszczególnych krajów. W tej sytuacji rządy europejskie znajdą się pod dużą presją we własnych krajach odstąpienia od ambitnych planów obniżenia poziomu emisji. Konsensus dotyczący polityki zmniejszania emisji w dużej części Europy może zostać zakwestionowany.
7. Społeczeństwo obywatelskie
Dotychczas odgrywało wyjątkową rolę. Było integralną częścią procesu i silnie obecne w czasie szczytu w Kopenhadze. Jak dotąd społeczeństwo obywatelskie zwiększało możliwości Organizacji Narodów Zjednoczonych. Rozczarowanie może przyczynić się do powstania nowego globalnego ruchu sprzeciwu. Niektóre ugrupowania już ogłosiły, że podejmą bardziej zdecydowane działania, łącznie z obywatelskim nieposłuszeństwem.
Autor – Thomas Kleine-Brockhoff, jest dyrektorem do spraw polityki i programu German Marshall Fund w Waszyngtonie
Źródło: Onet.pl









