Wyspy Paracelskie leżą na Morzu Południowochińskim w odległości 400 kilometrów od wschodniego wybrzeża Wietnamu. Te trzydzieści kilka niewielkich skupisk skał, raf i gdzieniegdzie ziemi może dla niedoświadczonego oka przedstawiać podobną wartość, co wyrzucony na plażę pęknięty fragment koralowca.
Tymczasem cały archipelag, podobnie jak leżące nieopodal Wyspy Spratly, obfituje w złoża ropy i gazu. Z tego właśnie powodu mają na niego chrapkę kraje formujące szeroki łuk wokół Morza Południowochińskiego. Do Wysp Paracelskich zgłaszają roszczenia Chiny, Tajwan i Wietnam, a do Wysp Spratly lub otaczających ich wód - oprócz tych trzech krajów – wysuwają pretensje także Filipiny, Malezja i Brunei.
Najbardziej hałaśliwe w tym sporze okazują się Wietnam oraz jego tradycyjny rywal – Chiny. Obszary na Morzu Południowochińskim stanowią obecnie przedmiot najbardziej zażartych debat pomiędzy tymi dwoma krajami.
Napięcie wzrosło w styczniu, kiedy Chiny ogłosiły plan rozwoju turystyki na Wyspach Paracelskich, nad którymi posiadają wojskową kontrolę od 1974 roku. To bardzo niepomyślny początek roku, który wcześniej oba rządy oficjalnie ogłosiły „rokiem przyjaźni” pomiędzy tymi krajami. Wietnamskie MSZ stanowczo potępiło decyzję Chin – jak zwykle w podobnych sytuacjach. Ale po cichu Wietnam robi znacznie więcej. Dyplomatyczne służby tego kraju przygotowują grunt pod nową strategię wydostania spornych obszarów spod kontroli Chin.
Wietnam prowadzi zakulisowe rozmowy mające na celu zaangażowanie w negocjacje pozostałych krajów. Wietnamczycy chcą doprowadzić do sytuacji, w której Chiny będą musiały pertraktować z całą grupą państw zgłaszających roszczenia do rozległych rejonów na Morzu Południowochińskim. To znacznie trudniejsza sytuacja dla Chin, którym wygodniej jest negocjować z każdym z krajów oddzielnie.
Wietnam chce, aby wszystkie zainteresowane państwa zasiadły przy jednym stole do rozmów ze swoim głównym przeciwnikiem, Chinami. W regionie pojawiła się nadzieja, że małe azjatyckie kraje będą mogły stosować strategię „umiędzynarodowienia” problemu także na innych frontach walki z potężnym sąsiadem. Rządy tych państw zdają sobie sprawę, że wraz ze wzrostem potęgi Chin na świecie, będą one w stanie realizować swoje cele tylko w taki sposób, łącząc się w większe grupy.
Wietnamskie władze „umiędzynaradawiają problem, robiąc to po cichu, a nie bezpośrednio”, mówi Carlyle A. Thayer, wykładowca zagadnień Azji Południowo-Wschodniej oraz bezpieczeństwa morskiego w wojskowej akademii Australian Defense Force Academy. – Wietnamczycy twierdzą, że chcą rozwiązać problem w sposób pokojowy, ale zdając się na opinię społeczności międzynarodowej – dodaje Thayer.

Analitycy twierdzą, że wielkim sprawdzianem dla tej strategii okaże się rok 2010, w którym Wietnam obejmuje przewodnictwo w Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Wietnam spróbuje wtedy namówić inne kraje do przyłączenia się do terytorialnych negocjacji z Chinami. W listopadzie 2009 roku Wietnam zorganizował w swojej stolicy Hanoi konferencję, podczas której 150 naukowców i polityków z Azji dyskutowało na temat sporów dotyczących Morza Południowochińskiego. Według analityków konferencja ta stanowiła preludium do nowej strategii Wietnamu.
– Odniosłem wtedy wrażenie, że w negocjacjach dotyczących tego obszaru następuje, lub lada chwila nastąpi, przesilenie – mówi Thayer, który uczestniczył w konferencji w Hanoi.
Eksperci z armii i wywiadu USA twierdzą, że sytuacja na Morzu Południowochińskim, będącym jednym z najaktywniejszych rejonów transportu morskiego na świecie, robi się coraz bardziej niepewna, ponieważ Chiny aktywniej demonstrują tam swoją militarną potęgę. W ciągu dwóch ostatnich lat Chiny w coraz bardziej agresywny sposób kontrolują sporny obszar, zatrzymując kutry wietnamskich rybaków, zwiększając liczbę patroli i zniechęcając zagraniczne koncerny naftowe do współpracy z Wietnamem.
USA nie zajęły do tej pory stanowiska w tym konflikcie, ale amerykańskie władze „są zaniepokojone napięciami między Chinami i Wietnamem w sporze o kontrolę nad potencjalnymi złożami ropy i gazu pod dnem Morza Południowochińskiego”, powiedział na kongresie w lipcu 2009 Scot Marciel, zastępca sekretarza stanu USA. Marciel dodał, że Chiny wykazują „rosnącą determinację” wobec obszaru, do którego roszczą sobie prawa.
Tego rodzaju napięcia mają fatalny wpływ na stosunki Chin z sąsiadującymi krajami. W styczniu Japonia wystosowała protest wobec chińskich planów wydobycia gazu na Morzu Wschodniochińskim.
Wśród Wietnamczyków spór z Chinami budzi tak wielkie emocje, że jednoczy pod nacjonalistycznym, antychińskim sztandarem nawet wietnamskich uchodźców, którzy pałają nienawiścią do rządzącej krajem Komunistycznej Partii Wietnamu. W amerykańskim Houston, gdzie mieszka duża wietnamska mniejszość niechętna rządowi w swoim ojczystym kraju, jeden z popowych zespołów nazwał się Hoang Sa, co w języku wietnamskim oznacza Wyspy Paracelskie.
W grudniu 2009 roku Wietnam zwrócił się do Chin z prośbą o zwrócenie rybackich kutrów oraz sprzętu zajętego przez chińskie wojsko w pobliżu wysp. Jedna z wietnamskich agencji informacyjnych wyliczyła, że w 2009 roku Chiny zajęły 17 kutrów i aresztowały 210 wietnamskich rybaków. Wszyscy zostali uwolnieni.
Również w grudniu premier Wietnamu podpisał z Rosją umowę na zakup broni, która podobno obejmuje nabycie przez ten kraj sześciu łodzi podwodnych o hybrydowym napędzie spalinowo-elektrycznym za 2 miliardy dolarów. Prawdopodobnie Wietnam zamierza wykorzystać te łodzie na Morzu Południowochińskim.
Tymczasem Chińczycy chcą kontynuować rozmowy z Wietnamem, ale zgadzają się tylko na negocjacje dotyczące wspólnego użytkowania spornych obszarów, zastrzegając że jakiekolwiek prawa do wyłącznej ich kontroli nie wchodzą w grę. Chiny nie zgadzają się także na wspólne rozmowy z wszystkimi zainteresowanymi krajami.
– W takie rozmowy byłoby zaangażowanych zbyt wiele krajów – twierdzi Xu Liping, wykładowca zagadnień Azji Południowo-Wschodniej w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych w Pekinie.
Wietnamczycy mają jednak inne zdanie. Do Ten Sam, który prowadzi wykłady na temat Chin w Wietnamskiej Akademii Nauk Społecznych zaznacza, że według wietnamskiego rządu „negocjacje powinny obejmować co najmniej pięć krajów”. – Wszyscy muszą przystąpić do negocjacji – podkreśla Do.
Listopadowa konferencja w Hanoi nie była miejscem oficjalnych rozmów, ale raczej rodzajem warsztatów, podczas których sondowano stanowiska różnych krajów na temat spornych obszarów. Pomimo niechęci Chin do rozmów wielostronnych, w konferencji uczestniczyło też wielu naukowców z Pekinu.
Wielu analityków wykazuje sceptycyzm wobec skuteczności nowej strategii Wietnamu, szczególnie jeśli kraj ten postanowi forsować ją podczas swojego przewodnictwa w ASEAN. Niektórzy członkowie tego stowarzyszenia, jak Kambodża czy Birma, nie są zainteresowani sporem.
– Nowa strategia Wietnamu z pewnością natrafi na wiele przeszkód – mówi M. Taylor Fravel, politolog z Massachusetts Institute of Technology i autor książki o terytorialnych sporach z udziałem Chin. – Trudno sobie wyobrazić, żeby osiągnięto konsensus na łonie ASEAN. Bardziej prawdopodobna wydaje się zbrojna konfrontacja z Chinami.
Źródło Onet











