ArtykulyZmiany klimatu

Wiedzieliśmy. Rozumieliśmy. Przerzucaliśmy problem na przyszłe pokolenia. I przyszłość ta nadeszła.

Pisałem ostatnio o coraz bardziej nieosiągalnej możliwości zatrzymania ocieplenia pod progiem niebezpiecznej zmiany klimatu. Kiedy na wykładach pokazuję jak działa system klimatyczny i że przede wszystkim liczy się skumulowana ilość emisji, a nie ich tempo, a także gdzie jesteśmy na tej drodze, słuchacze wyglądają na wstrząśniętych. Z jednej strony – nie dziwię się. A z drugiej… przecież zostaliśmy ostrzeżeni już dekady temu, tylko nie chcieliśmy o tym słuchać. O raporcie „Granice Wzrostu” i szeregu prac pokazujących, jak niestety trafne były jego wnioski pisałem już wielokrotnie. Uderzająca jest także lektura raportu ONZ z 1987 roku „Nasza wspólna przyszłość”. Zacytuję dwa punkty z tego dokumentu:

25. Wiele obecnych wysiłków mających zabezpieczyć i utrzymać postęp ludzkości, zaspokoić potrzeby ludzi i zrealizować ludzkie ambicje jest po prostu niezrównoważonych – zarówno w bogatych i biednych krajach. Zbyt mocno opierają się one na szybkim zużywaniu już teraz nadmiernie eksploatowanych zasobów środowiska, aby dało się je utrzymać w dłuższym horyzoncie czasowym bez ich zrujnowania. To podejście może wykazywać zyski w bilansie naszej generacji, jednak nasze dzieci odziedziczą straty. Pożyczamy kapitał środowiskowy od przyszłych pokoleń bez zamiaru i perspektyw ich spłaty. Mogą one przekląć nasz rozrzutny sposób życia, lecz nie odbiorą od nas tego długu. Robimy to co robimy bo uchodzi nam to na sucho: przyszłe pokolenia nie głosują, nie mają wpływów politycznych i finansowych, nie mogą zaprotestować przeciw naszym decyzjom.

26. Jednak następstwa obecnej rozrzutności szybko zamykają opcje
dostępne przyszłym pokoleniom. Większość z obecnych decydentów odejdzie
już z tego świata, zanim planeta na dobre odczuje skutki ich decyzji:
kwaśnych deszczy, globalnego ocieplenia, dziury ozonowej czy poważnego
pustynnienia i utraty gatunków. Większość młodych dziś ludzi dożyje
jednak tych czasów. Na przesłuchaniach Komisji to właśnie młodzi, mający
najwięcej do stracenia byli najostrzejszymi krytykami sposobu w jaki
zarządzamy planetą.

To wszystko działo się prawie czterdzieści lat temu. Żaden polityk nie powinien mówić, że nie wiedział czy nie wie o tym. Wiedzieliśmy. Rozumieliśmy. Co nieco nawet zrobiliśmy, na przykład w kwestii kwaśnych deszczy czy emisji freonów. Jednak paradygmaty wykładniczego wzrostu gospodarczego zasilanego paliwami kopalnymi, liniowego cyklu materiałowego i wzrostu konsumpcji jako najwyższego celu pozostały. Zamiataliśmy problemy pod dywan, odkładając ich rozwiązanie na jutro. No i jutro nadeszło – przy obecnym kursie gospodarki światowej budżet węglowy pozostały do progu 2°C wyczerpiemy w kilkanaście lat.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly