Badania, opublikowane w czasopiśmie Current Biology, pokazują, że od 1993 roku ludzka gospodarka zajęła 3,3 mln km2 dzikich wcześniej terenów – to obszar ponad dziesięciokrotnie większy od powierzchni Polski. Jeśli dotychczasowe trendy utrzymają się, to w ciągu stulecia znikną wszystkie dzikie, nie podporządkowane sobie gospodarczo przez człowieka ekosystemy.
Jedna trzecia zniszczonych naturalnych ekosystemów przypada na Amazonię, a kolejne 14% na Afrykę środkową.
Obszary, które w analizie zostały zdefiniowane jako dzikie (ang. wilderness), to miejsca, będące „w większości nietknięte środowiskowo” i „w większości pozbawione powodowanych przez ludzi zaburzeń”, choć mogące być zamieszkiwane przez ludy tubylcze. Zespół badaczy kwalifikował obszary jako nie będące dzikimi na podstawie ośmiu mierników odcisku działalności ludzkiej, takich jak obecność dróg, świateł w nocy czy pokrycia terenów przez uprawy.
Według głównego autora pracy, dr Jamesa Watsona z Uniwersytetu Queensland, „jeśli nie wdrożymy polityk ochrony tych terenów, to padną one ofiarą powszechnej rozbudowy naszej infrastruktury. Na skutecznie powstrzymanie tego procesu mamy może dekadę lub dwie”.

Ilustracja 2. Zmiany obszarów dzikich terenów od początku lat 1990. Kolor czerwony pokazuje tereny utracone, zielony pozostałe, a ciemnoszary obszary chronione.
Największy obszar dzikich terenów z Amazonii skurczył się z 1,8 mln km2 do 1,3 mln km2; poważnie dotknięty został las deszczowy Ukajali, będący domem dla ponad 600 gatunków ptaków i naczelnych. W opinii autorów trajektoria strat w największym lesie deszczowym świata jest „szczególnie niepokojąca”.W Afryce nie pozostał już żaden las nizinny, który można by uznać za duży obszar dzikiej przyrody.
Utrata ostatnich ostoi będzie katastrofalna dla roślin i zwierząt, w tym wielu ssaków lądowych znajdujących się w czerwonej księdze zagrożonych gatunków. Spośród naczelnych goryl wschodni i goryl zachodni oraz orangutan sumatrzański i borneański są krytycznie zagrożone, a szympansy i bonobo zagrożone.
Utrata lasów pierwotnych jest też problemem z punktu widzenia ochrony klimatu –ekosystemy te magazynują bowiem szczególnie duże ilości węgla, zarówno w drzewach jak i glebie i torfie.
W opinii profesora Williama Laurance z Uniwersytetu Jamesa Cooka „Polityki ochrony środowiska nie chronią skuteczne zanikających dzikich terenów. Choć są ostojami zagrożonej bioróżnorodności, regulują lokalny klimat i utrzymują liczne społeczności ludów tubylczych, to znikają na naszych oczach.” Jak wskazuje badanie istotną przyczyną tego stanu jest to, że te z definicji położone na odludziach tereny są domyślnie traktowane jako nie wystawione na istotną presję, ich ochrona nie jest więc priorytetowa”.
Następstwa degradacji pozostających jeszcze w stanie dzikim terenów są poważne i nieodwracalne, zarówno dla lokalnych społeczności jak i zwierząt i roślin.
Jak zauważa dr Watson, „powinniśmy chronić te ekosystemy z czterech głównych powodów. Jednym jest bioróżnorodność, drugim zmagazynowanych w nich węgiel, trzecim ochrona warunków życia społeczności lokalnych a czwartym to, że są one punktem odniesienia dla naturalnej, pozbawionej naszego odcisku przyrody”.
Wciąż jeszcze na świecie pozostaje 30 mln km2 dzikich terenów, stanowiących 23% powierzchni lądów. Ostoje obejmują tajgę w północnej Kanadzie i Rosji, pustynie Australii i Afryki i kilka innych pomniejszych obszarów.
„To prawdziwe klejnoty w koronie. Naszym obowiązkiem jest ich ochrona, podobnie jak ochrona gatunków”, mówi Watson.
Jak zauważają autorzy, jeśli degradacja dzikich terenów ma zostać zatrzymania lub choćby spowolnienia, konieczne będzie wdrożenie szeroko zakrojonych i obejmujących duże obszary strategii ochrony bazujących na uznaniu ich wielkiej wartości.
Czytaj więcej w Humans have destroyed a tenth of Earth’swilderness in 25 years – study








