Artykuly

USA krach na rynku nieruchomości ciąg dalszy

Pojawiają się pierwsze raporty o kondycji rynku nieruchomości w USA w 2009 roku. Dane są lekko mówiąc przerażające.

Według Realty Trac (firmy analitycznej z Kalifornii) w 2009 roku banki w USA rozpoczęły procesy windykacji ponad 2.8 miliona nieruchomości mieszkaniowych. To jest absolutny rekord odkąd prowadzone są takie notowania.

Ilość tzw. foreclosures wzrosła o 21.2% w stosunku do 2008 roku. Porównując te liczby do 2007 roku to szokujący wzrost o 104%. Jedynym więc pocieszeniem mogło by być to, że wzrost pomiędzy rokiem 2008 and 2009 jest procentowo mniejszy niż pomiędzy rokiem 2007 a rokiem 2008. Ale wyciągnięcie takiego wniosku jest błędem, ponieważ według Rick’s Sharga, wice prezesa Realty Trac, ok 3 do 3.5 miliona nieruchomości znajdzie się w jakiejś fazie postępowań windykacyjnych w 2010. Głównymi powodami tej sytuacji jest ciągle bardzo wysoka stopa bezrobocia oraz topniejące oszczędności tych Amerykanów, którzy stracili już pracę, lub ich etaty zostały zredukowane o kilka, czy kilkanaście godzin pracy tygodniowo.

Przeliczając dane z 2009 roku, tylko w grudniu 2009, jeden na 349,000 domów lub mieszkań trafil do koszyka trudnych kredytów. To wzrost o 14 procent w stosunku do listopada 2009 i o 15 procent w stosunku do grudnia 2008. W 2009 roku jeden na 45 właścicieli nieruchomości był zagrożony jej utratą.

Przed końcem roku, banki odebrały rekordową ilośc domów ich włascicielom, co mogło być spowodowane chęcią przedświątecznego „wysprzątania brudów”.

Ekonomiści amerykańscy zgodnie twierdzą, że zatrzymanie fali foreclosures jest niezbędnym i pierwszym krokiem w drodze do odrodzenia gospodarki. Tę falę raczej należy nazwać Tsunami. Przerażająco głupia polityka banków powoduje, że zabrane przez banki nieruchomości są najczęsciej odsprzedawane po bardzo niskich cenach. Powoduje to zaniżenie cen w danej dzielnicy miejscowości, gdzie takie domy się znajdują.

recession

I tu zaczyna się rozpędzać lawina. Dla przypomnienia, największym źródłem przychodów dla gmin, są podatki od nieruchomości. Dopiero drugim źródłem są podatki od sprzedaży (tzw. sales tax, w USA nie ma VAT-u). Więc gminy utrzymują swoje szkoły, służby miejskie i infrastrukturę głównie dzięki wysokim (porównując np. do Polski) podatkom od nieruchomości. Podatki takie są naliczane procentowo, według tabel opartych o wycenę danej nieruchomości przez powiatowego asesora. Więc jesli wartość rynkowa domów w danej okolicy spada (przede wszystkim z powodu widnykacji), przekłada się to bezpośrednio na niższe podatki i niższe przychody do gmin, które w znacznej większości przypadków są nie tylko już bardzo zapożyczone ale i mają nowe dziury budżetowe do załatania. Często zaniedbana infrastrutkura wymaga nowych nakładów i remontów. Gminy bez środków nie składają nowych zamówień, co dalej pogłębia bezrobocie. I tak spirala się nakręca.

Więc lokalne ekonomie bardzo cierpią przez obecną politykę banków hipotecznych. Małe lokalne firmy tracą lokalnych klientów a są zbyt małe aby sięgnąc po większe rynki (stanowe czy zagraniczne). Więc i cierpią a raczej padają lokalne banki komercyjne, które kiedyś kredytowały te małe lokalne biznesy. A to jeszcze większy problem, bo lokalny small biznes nie ma od kogo pożyczać na ewentualny rozwój. Lokalne banki nie stanowią wielkich graczy na rynku kredytów hipotecznych, więc nie mogą nic ugrać na federalncyh programach stymulacyjnych Obamy.

Co prawda w niektórych stanach widać oznaki stabilizacji cen domów, to i tak porównując ceny pomiędzy rokiem 2006 a 2009, to spadły one średnio o 30%.

Dzisiaj, Departament Skarbu ma podać dane odnośnie efektywności federalncyh programów, które miały pomóc właścicielom domów i zapobiec foreclosures. Ale i tak już wiadomo, że rezultaty są bardzo mizerne. Tylko 31,000 kredytobiorcom udało się zmodyfikować swoje kredyty hipoteczne przy pomocy programów „fedu”.

Najgorsze jest to, że największą grupę popadających w tarapaty z bankami kredytobiorców stonowi grupa tych, którzy mieli bardzo dobrą zdolność kredytową i brali pożyczki konwencjonalne (tzn. kredyty ze stałą stopą procentową i długim np. 30 letnim terminem spłat). Jest to grupa poprzednio uznawana za grupę z najmniejszym ryzykiem.

Rządowe programy pomocy dla kredytobiorców hipotecznych się nie sprawdziły, więc Związek Amerykańskich Banków Hipotecznych zaproponował rządowi całkowitą zmianę podejścia do problemu. W propozycji tej ujęte są między innymi pomysły aby rząd udzielił pomocy tym, którzy stracili pracę. A pomoc ta miała by wygładać np. tak aby zamrozić na pewien czas spłaty kredytów. Według wielu fachowców pomysł ten jest kolejnym błędem. Przecież ratowanie i odbudowa gospodarki USA nie powinna polegać na rozdawaniu pieniędzy wielkim bankom, czy umażaniu lub odwlekankiu spłaty długów. Taka akcja trwa już prawie dwa lata, no i co z tego? A gdzie jest stymulacja gospodarki przez np. obniżanie podatków, czy ulgi podatkowe dla małych biznesów?

pl Źródło Blog Pawła Hardeja

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly