ArtykulyPowiązania

Świat na muszce

Kilka miesięcy temu na spotkaniu aktywistów ktoś zadał pytanie, „Jeśli nasz świat rzeczywiście spogląda w lufę katastrofy środowiskowej, jak mam teraz żyć?”.

Pytanie uderzyło mnie z kilku powodów.
Po pierwsze to jest Świat, a nie Nasz Świat. Pogląd, że świat należy do nas – a nie my do niego – stanowi sporą część problemu.
Po drugie, właściwie jest to jedyne pytanie na temat stanu świata i naszej nań odpowiedzi, które w ogóle zadają media (a nawet niektórzy ekolodzy). Fraza „green living” daje 7 250 000 trafień w Google’u. Jeśli klikniesz na linkach stron, zobaczysz to, czego mógłbyś się spodziewać, rzeczy takie jak „Zielony Przewodnik: Kupuj, Zachowuj, Oszczędzaj”, „Osobiste Rozwiązania Dla Każdego z Nas”, i „Przewodnik Po Papierze Toaletowym dla Konsumentów”.
Trzecim i najważniejszym powodem, dla którego uderzyło mnie to pytanie jest fakt, że jest to absolutnie błędne postawienie problemu. Analizując, jak bardzo błędne jest to pytanie, poszukajmy właściwych odpowiedzi. To krytycznie ważne, bo udzielanie właściwych odpowiedzi na niewłaściwe pytania do nikąd nas nie zaprowadzi.

Częścią problemu „spoglądania w lufę katastrofy ekologicznej” jest to, że wydaje się, że to katastrofa środowiskowa jest problemem. Nie, nie jest. Jest symptomem – objawem, a nie przyczyną. Pomyśl o „globalnym ociepleniu” i próbach „rozwiązania” lub „powstrzymania” lub „ograniczenia” go. Globalne ocieplenie (lub globalna katastrofa klimatyczna, jak niektórzy właściwie ją nazywają), jak bardzo poważnym problemem by nie było, nie jest pierwszym i największym zagrożeniem. Jest konsekwencją.

save-planete

Nie twierdzę, że szczekuszkowate nie wyginą, czapy polarne nie topnieją i wzorce pogodowe nie zmieniają się, ale obwinianie o te katastrofy globalnego ocieplenia to jak obwinianie ołowianej kuli karabinowej o śmierć zastrzelonego człowieka. Nie mówię również, że nie powinniśmy podejmować wysiłków aby rozwiązać, zatrzymać lub ograniczyć globalną katastrofę klimatyczną; po prostu mówię, że będziemy mieli większą szansę powodzenia, jeśli uznamy ją za przewidywalny (w każdym razie z dzisiejszego punktu widzenia) rezultat spalania ropy, gazu i węgla, wylesiania, rolnictwa przemysłowego etc. To właśnie one stanowią przyczynę zagrożenia.

Najważniejsze jest to, że światowe załamanie ekologiczne nie jest jakąś zewnętrznym i nieprzewidywalnym zagrożeniem – lub lufą – w głąb której spoglądamy. Nie mówię, że nie spoglądamy w głąb lufy; byłoby tylko dobrze, gdybyśmy właściwie ją zidentyfikowali.

Jeśli My oznacza łososie, jesiotrowate, rzekę Columbia, migrujące ptaki śpiewające, płazy i inne byty na Ziemi, to wszystko to spogląda w lufę cywilizacji przemysłowej.

Drugą częścią problemu jest to, że pytanie zakłada, że stoimy przed przyszłym zagrożeniem – że karabin jeszcze nie wypalił. Jednak To już się zaczęło, to już nie potencjalna groźna, lecz coś, co trwa już od dość długiego czasu.

Większym problemem z metaforą, jest ostatnia część zdania: „Jak mam teraz żyć?”. Przyjrzyjmy się temu stwierdzeniu. Wiem już, co jest przyczyną problemu: cała nasza rosnąca wykładniczo kultura wylesiania, wydobywania, odławiania, odwadniania, wyjaławiania, rabowania, niszczenia – od samego początku jej istnienia, ale na coraz większą skalę. Wiemy, że działo już nie raz wypaliło i zabiło znaczną cześć tego, co kochamy i czym powinniśmy się opiekować, od ćmy orzechowej po karolińską papużkę długoogonową. Dziś strzela w coraz więcej celów, od tygrysów syberyjskich do indyjskich gawiali i całych oceanów, a nawet całego świata, w tym Ciebie i Mnie.

Możemy teraz zrozumieć, dlaczego pytanie – zadawane częściej, niż inne – jest tak błędne. Jeśli ktoś szalałby po Twoim domu, zabijając tych których kochasz (zbiorowo), czy pytanie brzmiałoby: „Jak mam teraz żyć?”. Nie mogę wypowiadać się za Ciebie, ale ja zadaję sobie pytanie: „jak mam rozbroić lub pozbyć się tych psychopatów? Jak mam ich powstrzymać używając wszelkich dostępnych mi środków?”

Wreszcie dotarliśmy do sedna. Co pozostawimy na planecie, gdy nasza kultura wreszcie zostanie powstrzymana – przez Oil Peak, załamanie gospodarcze, katastrofę ekologiczną, czy też wysiłki dzielnych ludzi walczących o ocalenie świata? Ci, którzy przyjdą po nas, którzy odziedziczą to, co pozostanie – nie będą w ogóle dbać o to, jak żyliśmy. Nie będą dbać o to, jak bardzo próbowaliśmy. Nie będą dbać o to, czy byliśmy fajnymi gośćmi. Nie będą dbać o to, czy żałowaliśmy niszczenia zasobów planety. Nie będą dbać o to, jakiego rodzaju wytłumaczenia znajdowaliśmy sobie, aby nie podejmować działań: „Myślenie o tym jest zbyt stresujące” lub „To zbyt duże i straszne” lub „Jestem zbyt zajęty” lub któreś z tysiąca innych usprawiedliwień, które słyszałem zbyt wiele razy.

Będą martwić się o to, czy mogą oddychać powietrzem i pić wodę. Będą martwić się o to, czy gleba jest dość zdrowa, aby mogli z niej żyć.

Możemy sobie do woli fantazjować o jakiejś wielkiej zmianie, ale jeśli ludzie (i inne istoty żywe) nie będą mogły przeżyć, to nie ma to znaczenia. Nic nie ma znaczenia, oprócz tego, żebyśmy powstrzymali naszą kulturę przed zabijaniem planety. Jeśli nie będzie planety – jej zapewniającego życie środowiska i zasobów – nie będzie też gospodarki, nie będzie duchowości, nawet nie będzie miał kto zadawać pytań…

Jakie pytanie zadałbym więc zamiast tego? Co, jeśli zamiast pytać „Jak powinienem żyć?” ludzie zadaliby pytanie, kierując je do środowiska, „Co mogę i muszę zrobić, aby stać się Twoim sprzymierzeńcem, pomóc Cię chronić przed tą kulturą? Co mogę zrobić, aby powstrzymać ją przed zabijaniem Ciebie?”.
Jeśli zadasz to pytanie, i będziesz słuchał, to usłyszysz odpowiedź. A wtedy już pozostanie tylko pytanie: „Czy chcesz to zrobić?”.

ang więcej w Orion Magazine

Jeśli doczytałeś artykuł do końca – jesteś osobą, której potrzebujemy. Napisz do nas

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly