Chiny uważają, że Zachód niesprawiedliwie zrzuca na innych odpowiedzialność za „przeniesione” emisje. Lord Stern powiedział, że odpowiedzialność powinni ponosić zarówno producenci, jak i konsumenci, inne kraje prawdopodobnie zaaprobują jego pomysł.
Wydawało mi się, że dobiegł mnie cichy dźwięk niezauważalnego przełomu, który może zadecydować o sukcesie lub porażce grudniowych negocjacji klimatycznych w Kopenhadze.
Sprawa przerzucania odpowiedzialności za „przeniesione” emisje może zaprzepaścić szanse nadchodzących rozmów. Kwestia ta wiąże się z produkcją gazów cieplarnianych przez jeden kraj, na rachunek innego. Tak działa Wielka Brytania, która przeniosła większość produkcji do Chin, co pozwoliło jej zmieścić się w limitach wyznaczonych w Kyoto.
Według przyjętych w Kyoto regulacji, zanieczyszczenie produkowane w Chinach przy wytwarzaniu dóbr dla Anglików, idą na rachunek Chińczyków. Protokół uwzględnia jedynie produkcję, nie zaś konsumpcję.
Chiny uważają to za niesprawiedliwe. Niemal połowa ostatnich wzrostów emisji tego kraju pochodzi z produkcji dla państw zachodnich. W takich sytuacjach odpowiedzialność powinni ponosić konsumenci, a nie producenci. Protokół w Kyoto nie przewidział następstw w postaci ukarania Chin za naszą konsumpcję.

Jednak bogatsze narody zaciekle oponują przeciwko wszelkim zmianom. Nie jest to zaskakujące, jeżeli spojrzymy na dane Sztokholmskiego Instytutu Środowiska, według którego brytyjska emisja CO2 wzrosła w latach 1992 – 2004 o 18 procent, chociaż ilość emisji związanych z produkcją spadła. Anglia byłaby daleka od osiągnięcia wyznaczonego celu, jeżeli protokół z Kyoto uwzględniłby konsumpcję, a nie produkcję.
Popieram Chiny. Emisje wzrastają, ponieważ rośnie konsumpcja. Nie zapobiegniemy załamaniu klimatu omijając tę kwestię. Nie ma różnicy skąd pochodzą dobra, problemem jest nasza zbyt duża konsumpcja.
Lord Stern, którego zapytałem o zdanie po premierze filmu The Age of Stupid zaskoczył mnie swoją opinią, tak różną od dotychczasowej postawy rządu, w którego działaniach Lord Stern ma bardzo znaczący udział. „Bardzo istotną sprawą jest kwestia, na którą zwracają uwagę chińskie władze. Moim zdaniem problem jest bardziej złożony. Jeżeli przeniesiemy pewną wyodrębnioną produkcję do różnych krajów, w tym przypadku do Chin, to zaczynają one wytwarzać rzeczy (i związaną z tym emisję dwutlenku węgla) u siebie, a które moglibyśmy sami wyprodukować. W związku z tym uważam, że potrzebujemy rozwiązania łączącego odpowiedzialność konsumenta i producenta jako średniej lub pewnej kombinacji. Pierwszym krokiem jest logiczny apel Chin, aby odpowiedzialność nie była zrzucana wyłącznie na producentów, ale by ciężar spoczywał w większym stopniu na konsumentach”.
Wszystkie rządy słuchają, kiedy Stern mówi o takich kwestiach. Jeśli jest gotowy kontynuować swoją politykę „przeniesienia” emisji i rozdzielenia ich pomiędzy producentów i konsumentów, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie ona zaakceptowana w Kopenhadze.
To na pewno najbardziej realistyczna droga prowadząca do przełamania impasu.
więcej w Guardian









