Artykuly

Spadek efektywności a spadające ceny ropy

Od około 2001 roku niektóre działy gospodarki zaczęły stawać się coraz mniej wydajne, w tym sensie, że potrzebują coraz więcej zasobów, aby wytworzyć żądany produkt, taki jak na przykład 1000 baryłek ropy. W mojej opinii ta rosnąca nieefektywność wyjaśnia zarówno obserwowane na świecie spowolnienie gospodarcze, jak również gwałtowny obserwowany ostatnio spadek cen wielu towarów, w tym (a może przede wszystkim) ropy.

Mechanizm, który do tego prowadzi, możemy określi jako „zasadę wypierania”:

Im więcej zasobów potrzebujemy dla nieefektywnych działów gospodarki, tym mniej ich zostaje dla pozostałych działów.

W wyniku działania tej zasady obserwujemy takie zjawiska jak: spadek wynagrodzeń (lub w najlepszym wypadku brak ich wzrostu) czy obniżanie stóp procentowych przez banki centralne w celu stymulowania gospodarki.

Na nieszczęście brak wzrostu wynagrodzeń prowadzi do tego, że dla potencjalnego nabywcy produkty pochodzące z coraz mniej wydajnych działów, stają się coraz bardziej kosztowne. Szczególnie, jeśli ceny rosną, aby pokryć koszty zużycia zasobów potrzebnych do wytworzenia produktu końcowego.

Niestety brak wzrostu wynagrodzeń prowadzi do tego, że nabywcy dochodzą do wniosku, że produkty pochodzące z coraz bardziej niewydajnych działów w miarę wzrostu ich ceny stają się są coraz mniej pożądane. A cena rośnie, bo muszą zostać pokryte koszty zużycia coraz większej ilości zasobów. Dawniej ceny towarów były mniej więcej zależne od kosztów produkcji. Natomiast to, co obserwujemy obecnie, to spadek cen towarów z nieefektywnych działów gospodarki do poziomu który jest jeszcze akceptowalny dla potencjalnego nabywcy. Jeżeli taka sytuacja utrzyma się dłużej, doprowadzi do ryzyka załamania całego systemu.

Coraz mniej wydajne działy gospodarki

Przyjrzyjmy się tym kilku coraz mniej wydajnym działom gospodarki:

Ropa. Problem z ropą polega na tym, że łatwo dostępnej (czyli: taniej) ropy praktycznie już nie ma. Wydaje się, że w takim razie otwiera to drogę do wydobycia droższej ropy. Część z niej leży głęboko pod dnem oceanu, poniżej złóż soli pod ich dnem (np. w przypadku Brazylii 4,5 km pod dnem oceanu, głębokiego na 2,5 km). Część tej ropy to „ciężka” ropa, ze znacznym udziałem cięższych frakcji, która ze względu na swoją lepkość (potocznie „gęstość”), nie wypływa samoistnie i musi być wydobywana czynnie z dodatkowym nakładem energii. Część z niej to ropa wymagająca do jej wydobycia szczelinowania hydraulicznego. Taki dodatkowy nakład pracy wymaga zaangażowania większej liczby pracowników, a także zużycia podczas wydobywania większej ilości zasobów (rur, wody, gazu, a także zrobionych z ropy paliw). Niestety nie przekłada się to na lepsze efekty. Alternatywy dla ropy takie jak biopaliwa czy paliwa płynne otrzymywane z węgla mają niestety to do siebie, że swoim kosztem nie odbiegają za bardzo od kosztów trudnej ropy (a jeśli już to raczej na niekorzyść), zaostrzając tylko problem rosnących nakładów na produkcję paliw płynnych.

Problem rosnących kosztów można opisać jako spadek efektywności produkcji. Specjalistyczna nazwa naszego problemu to „malejący zwrot”. Sytuacja taka ma miejsce, gdy w ślad za koniecznością coraz większych nakładów inwestycyjnych idą coraz mniejsze zyski z tych inwestycji. Sytuacja taka do pewnego stopnia występuje zawsze, gdy mamy do czynienia z wydobywaniem jakichkolwiek zasobów z ziemi. Jednak jeżeli nasilenie tego zjawiska jest niewielkie, to łączne koszty mogą być stosunkowo łatwo utrzymywane na niskim poziomie dzięki postępowi technologicznemu. Obecnie jednak nasz problem polega na tym, że zjawisko malejącego zwrotu urosło do rozmiarów, przy których już nie jesteśmy w stanie zrównoważyć go postępem technologicznym. Końcowy efekt jest taki, że koszt produkcji jakichkolwiek dóbr czy świadczenia usług rośnie szybciej niż zarobki.

Woda pitna. To kolejny dział naszej gospodarki, charakteryzujący się malejącą efektywnością w przeliczeniu ilość świeżej wody, jaka może być zapewniona przy tych samych nakładach. W niektórych miejscach musimy na przykład kopać głębsze studnie. W innych z kolei musimy ją odsalać. Woda głębinowa może też wymagać kolejnych nakładów na usunięcie z niej soli, szkodliwych związków chemicznych lub pierwiastków promieniotwórczych.

Wszystkie te operacje pociągają za sobą konieczność dodatkowych inwestycji, co skutkuje rosnącą ceną wody w wielu częściach świata. Wyższy koszt jest często uzasadniany jako konieczny. Skłania on bowiem do bardziej rozważnego użytkowania i ochrony ograniczonych zasobów. Jednak tak czy inaczej z punktu widzenia kupującego to, co się dzieje, to wzrost ceny za ten sam produkt, czyli po prostu malejący zwrot.

Energia elektryczna. Ceny energii elektrycznej już od jakiegoś czasu w wielu częściach świata rosną szybciej niż inflacja. Powodów tego jest wiele. Kiedy budujemy na przykład elektrownie jądrowe, stosujemy szereg rozwiązań, aby były bezpieczniejsze, ale z tego powodu są droższe. Podobnie instalacje fotowoltaiczne i morskie elektrownie wiatrowe są kosztowne, szczególnie wtedy, kiedy wymaga to dostosowania sieci przesyłowej. Starsze, choć jeszcze działające elektrownie różnych rodzajów (węglowe, jądrowe) są zastępowane przez nowsze z powodu ich uciążliwości dla środowiska (węglowe) lub obaw związanych z możliwymi skutkami awarii (jądrowe). Koszty produkcji energii elektrycznej w takim wypadku muszą wzrosnąć. Dlaczego? Koszt produkcji energii elektrycznej w starej, w pełni zamortyzowanej elektrowni jest skrajnie niski. Wybudowanie jakiejkolwiek nowej elektrowni, nie ważne jak wielka byłaby jej sprawność w ciągu najbliższych, powiedzmy, 40 lat, wymaga zainwestowania zasobów i pracy ludzkiej dzisiaj, a spłata kosztów budowy wymaga wyższych cen prądu.

Wprowadzanie takich zmian nie podniesie w istotny sposób naszych zdolności produkcyjnych energii elektrycznej w porównaniu do poniesionych nakładów. Odbiorcy doświadczą wzrostu cen, a ostateczny produkt de facto jest taki sam, czyli znowu, z ich punktu widzenia końcowy rezultat wygląda jak malejący zwrot.

Złoża metali i innych bogactw naturalnych. W taki sam sposób, jak w przypadku ropy, zaczynamy od wydobywania z najprostszych (czyli najtańszych) złóż. Dotyczy to zarówno uranu, litu czy pierwiastków ziem rzadkich (itr i lantanowce) jak i innych. Częściowo problem wynika z tego, że musimy wykorzystywać coraz uboższe rudy, a co za tym idzie wydobywamy i transportujemy coraz więcej skał i innego materiału, w którym interesująca nas ruda występuje. Skał, które później wyrzucamy. Dodatkowo rudy te znajdują się na coraz większych głębokościach lub w coraz odleglejszych zakątkach ziemi, skąd musimy je przewozić – co oczywiście dodatkowo podnosi koszty. Co więcej – do wydobycia tych bogactw wykorzystujemy coraz trudniejszą i coraz droższą ropę. Z wiadomym skutkiem dla ponoszonych kosztów. W ten sposób rosnące koszty wydobycia powodują, że bogactwa te stają się coraz mniej opłacalne.

Kształcenie pracowników. Jeżeli potrzebujemy 20% pracowników z wyższym wykształceniem, sensowne jest zapewnienie zdobycia tego wykształcenia przez 20% młodych ludzi. Jeśli zapotrzebowanie na takich pracowników wzrośnie do 30%, ma sens nauka 30% młodych ludzi. Wskazany jest także niewielki procent nadwyżki.

Zamiast takiego zdroworozsądkowego podejścia do kształcenia tylko takiej ilości pracowników, którzy danego wykształcenia potrzebują, wpadliśmy w USA (i w Polsce) w błędne koło zachęcania młodych ludzi do zdobywania stopni licencjata, magistra i doktora. Co gorsze, uniwersytety ustaliły takie wymogi, że na wydziałach coraz mniejszy nacisk kładzie się na kształcenie, za to prowadzi się coraz więcej badań – bez względu na to, czy badania w danym obszarze mają szansę przynieść realne korzyści dla gospodarki. Aby sprostać wymaganiom prowadzenia intensywnych badań dziekani mają dodatkowe zadanie w postaci zdobycia potrzebnych na to funduszy. Ponadto studentom zapewnia się coraz bardziej komfortowe akademiki z pojedynczymi pokojami i łazienką w każdym pokoju, powiększając koszty zdobycia wyższego wykształcenia, ale nie zwiększając przez to przyszłych szans na rynku pracy.

Wszystko to razem tworzy niewiarygodnie drogi system szkolnictwa wyższego, którego koszty są zupełnie nieproporcjonalnym do wzrostu pensji, którego młody człowiek może oczekiwać w wyniku ukończenia studiów. Koszty utrzymania tego system ponoszą bowiem głównie studenci biorąc pożyczki, które następnie muszą spłacać po ukończeniu (lub porzuceniu) studiów. W pewnym sensie uniwersytety można postrzegać jako bardzo drogi system sortujący kandydatów do pracy według kryterium posiadania (lub nie posiadania) dyplomu wyższej uczelni, przy czym ci posiadający postrzegani są jako lepsi kandydaci, niezależnie od tego, jak bardzo w konkretnej pracy, którą będą mieli wykonywać, posiadany tytuł naukowy i wyniesiona z uniwersytetu wiedza będą potrzebne.

Opieka zdrowotna w Stanach Zjednoczonych. Opieka zdrowotna jest obszarem, w którym w sposób szczególny oczekiwane jest posiadanie wyższego wykształcenia. W efekcie pacjenci muszą chodzić z typowymi przypadłościami, takimi jak na przykład złamanie ramienia czy demencja starcza, do wielu różnych specjalistów. Specjaliści natomiast żądają bardzo wysokich wynagrodzeń, co spowodowane jest między innymi olbrzymimi kosztami, jakie ponieśli wcześniej, w czasie studiów. Szpitale dysponują olbrzymią ilością aparatury diagnostycznej, którą wykorzystują niezależnie od tego czy jej użycie w danym przypadku jest faktycznie uzasadnione (skrzętnie te wykorzystania podliczając i przedstawiając za to rachunek).

Przekłada się to na bardzo słabe efekty leczenia w porównaniu z innymi krajami rozwiniętymi – co wykazała ostatnio analiza przeprowadzona przez Instytut Medycyny w USA (Poziom zdrowia w USA z perspektywy międzynarodowej: krótsze życie, gorszy stan zdrowia).

Rysunek 1. Oczekiwana długość życia kobiet w USA w momencie urodzenia w porównaniu do 21 innych krajów o wysokim dochodzie, 1980-2006. Czerwone kółka oznaczają oczekiwaną długość życia w USA. Szare kółka – oczekiwana długość życia w Australii, Belgii, Kanadzie, Danii, Finlandii, Francji, Islandii, Włoszech, Irlandii, Japonii, Luksemburgu, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Portugalii Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i RFN.

Według tego badania USA pozostają coraz bardziej w tyle za innymi rozwiniętymi krajami pod względem efektów leczenia i oczekiwanej długości życia, pomimo tego, że wydatki na służbę zdrowia są ponad dwukrotnie większe niż w niektórych innych spośród wymienionych tam państw.

Zaznaczyć jednak w tym miejscu należy, za wyższe koszty opieki zdrowotnej nie jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie sam system. Wina leży również po stronie naszego sposobu produkcji żywności, która jest coraz bardziej przetworzona (jest to wygodne i zapewnia wysokie zyski), ale niestety nie jest dostosowana do potrzeb naszego organizmu. Porcje są zbyt duże, co z jednej strony podnosi zyski firm z branży spożywczej, a z drugiej ma negatywny wpływ na zdrowie konsumentów. System transportu jest tak zorganizowany, że zachęca nas do zaniedbywania potrzebnej nam aktywności fizycznej. Wreszcie nie wszyscy ludzie objęci są ubezpieczeniem zdrowotnym wprowadzonym niedawno przez prezydenta Obamę.

Niezależnie jednak od tego, po czyjej stronie leży największa część winy, podstawowym problemem jest to, że służba zdrowia staje się coraz bardziej nieefektywna. W pewnym sensie również i tutaj docieramy do problemu malejącego zwrotu.

Jaki jest wpływ niewydolnych branż na działalność gospodarczą?

Każde przedsiębiorstwo ma szereg kosztów związanych ze swoim funkcjonowaniem. Jeśli wynagrodzenia nie rosną, podniesienie cen może łatwo przełożyć się na utratę klientów. Jeśli więc w jakimś obszarze rosną wydatki ponoszone przez przedsiębiorstwo, to jest ono zmuszone do „cięcia kosztów” i szukania oszczędności gdzie indziej, aby zrównoważyć wydatki z dochodami. Tak działa zasada wypierania.

Spośród opisanych powyżej branż charakteryzujących się malejącą efektywnością, następujące mają bezpośredni wpływ na działalność gospodarczą:

  • wydobycie ropy
    -zapewnienie wody pitnej
  • energia elektryczna
  • wydobycie rud metali i innych bogactw naturalnych
  • służba zdrowia

W powyższych branżach obszary, w których możemy obciąć koszty w celu zrównoważenia wydatków są następujące:

Obniżenie stóp procentowych. Jeśli stopy procentowe są niskie, wydatki firm automatycznie stają się mniejsze. Ponadto klienci łatwiej przełkną wzrost cen na przykład samochodów, domów czy edukacji, ponieważ ich wydatki miesięczne nadal pozostaną w granicach możliwych do zaakceptowania. Niższe stopy procentowe to także możliwość obniżenia podatków, co również sprzyja zarówno firmom jak i ich klientom. Biorąc to pod uwagę nie powinno nikogo dziwić, że banki centralne od kilku lat systematycznie obniżają stopy procentowe.

Redukcja wynagrodzeń. Wypłata to często większa część wydatków firmy. Z tego powodu, jeżeli rosną ceny ropy, prądu czy ubezpieczenia zdrowotnego, powszechnie stosowaną praktyką jest przeniesienie zakładu do takiej części świata, gdzie jest dostęp do taniej siły roboczej. A jeżeli dodatkowo w tych częściach świata ceny energii są niższe, to takie posunięcie staje się jeszcze bardziej atrakcyjne. Innym sposobem obejścia problemu wypłat jest przystosowanie komputerów do wykonywania pewnych czynności dawniej wykonywanych przez człowieka. Te dwie metody skutecznie obniżają wydatki związane z wypłatami.

Wypłaty w USA przestają rosnąć przy cenach ropy 40-50 dolarów za baryłkę. Tak więc, jak możemy oczekiwać, wysokie ceny ropy mają tendencję do wypierania płac.

Rysunek 2. Średnie wynagrodzenie w porównaniu z ceną ropy Brent. Średnie wynagrodzenie zostało policzone jako suma wynagrodzeń wg danych BEA skorygowanych na podstawie CPI-Urban i podzielone przez ilość mieszkańców. W ten sposób odzwierciadlają zmiany w poziomie bezrobocia i wysokości wynagrodzenia.

Przerzucanie kosztów opieki zdrowotnej na pracowników. Przedsiębiorstwa mogą także obniżyć swoje wydatki, przenosząc część kosztów opieki zdrowotnej na pracowników – albo poprzez zwiększenie potrąceń z wypłat, albo poprzez zwiększenie kwoty, którą pracownik opłaca samodzielnie. Działanie to ma podobny efekt jak cięcia wynagrodzeń.

Obniżanie podatków dla przedsiębiorstw. Wydatki pokrywane ze skarbu państwa muszą być sfinansowane albo przez podatki ściągnięte od przedsiębiorstw albo od pracowników. Z wielu usług, świadczonych przez państwo dzięki tym podatkom, korzystają zarówno przedsiębiorstwa jak i pracownicy. Stąd też wiele kontrowersji budzi pytanie, jaki powinien być wkład jednych i drugich do wspólnej kasy. Przedsiębiorstwa jednak, zwłaszcza te o zasięgu międzynarodowym, mają dodatkową możliwość przeniesienia się do „raju podatkowego”. Dlatego też, aby temu zapobiec w ostatnich latach obserwowany jest trend w kierunku obniżania podatków dla przedsiębiorstw, co oczywiście oznacza wyższe opodatkowanie pracowników. A wyższe podatki od dochodu dla pracowników to, praktycznie rzecz biorąc, to samo, co obniżenie wypłaty.

Zwiększenie długu. To trochę inna metoda rozwiązania problemu wysokich kosztów. Zamiast obniżania wydatków zapewniamy wyższe dochody z kredytu. Dług to pożyczka zaciągnięta na konto przyszłych dochodów wraz z obietnicą spłacenia jej wraz z odsetkami. Możliwość taka to szczególny przywilej banków i w ogóle całego sektora finansowego, który jest coraz bardziej nieefektywny. Na przykład wybudowanie nowego zakładu odsalania wody morskiej jest możliwe dzięki pożyczce. Podobnie wybudowanie nowych elektrowni jądrowych czy instalacji wykorzystujących odnawialne źródła energii również możliwe jest dzięki zaciągnięciu pożyczki. Wzrastające koszty wyższego wykształcenia również obsługiwane są dzięki pożyczce. Wytworzenie tego długu jest z kolei możliwe dzięki niższym stopom procentowym, co zostało wspomniane wcześniej.

Jaki wpływ na pensję zwykłego pracownika ma narastająca nieefektywność gospodarki?

Czy tego chcemy, czy nie, żyjemy w świecie w którym obserwujemy spadek efektywności wielu branż. Pensje większości ludzi nie rosną znacząco. Wyjątkiem jest garstka najbogatszych oraz pracowników zatrudnionych na stanowiskach wymagających bardzo specjalistycznej wiedzy. Cała reszta coraz bardziej odczuwa spadek realnych dochodów. Ci, którzy zaciągnęli kredyty na studia, nie są w stanie ich spłacać bez odsunięcia w przyszłość ważnych życiowo planów, takich jak kupno domu i zakładanie rodziny. To z kolei dokłada swoją cegiełkę do zastoju w budownictwie mieszkaniowym. No i oczywiście spada zapotrzebowanie na meble i inne rzeczy potrzebne do wyposażenia domu. Brak rodzin pociąga też za sobą spadek liczby urodzeń poniżej poziomu zastępowalności pokoleń. Brak dobrze płatnej pracy dla młodych dorosłych powoduje też rezygnację z zakupu nowego samochodu. Lub w ogóle samochodu. Tak więc młodzi ludzie chodzą do szkoły i równocześnie pracują na niepełny etat, aby sobie jakoś poradzić.

Niskie pensje powodują też, że kobiety dochodzą do wniosku, że koszty opieki nad dzieckiem i dojazdów do pracy są zbyt wysokie w stosunku do wypłaty, powiedzmy, nauczyciela – pracy wymagającej wyższego wykształcenia – i ekonomicznie nie ma sensu podejmowanie takiej pracy. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku konieczności opieki nad osobami starszymi czy upośledzonymi. W efekcie spada ilość osób pracujących. Te zjawiska zaczęliśmy obserwować w USA od około 2001 roku.

Rysunek 3. Liczba osób pracujących w USA poza rolnictwem. Dane pochodzą z aktualnych statystyk zatrudnienia Urzędu Statystyki Pracy i Populacji w USA. Liczba osób stale zamieszkujących USA pochodzi ze spisu ludności (zawiera dzieci i inne osoby niepracujące). Rok 2012 częściowo na podstawie szacunków.

Jaki jest wpływ malejącego zwrotu (i zasady wypierania) na dług?

Narastająca nieefektywność gospodarki nie pozostaje bez wpływu na dług i działa na niego na wielu różnych płaszczyznach równocześnie:

1. Zarówno przedsiębiorcy jak i zwykli, przeciętni obywatele muszą zadłużyć się bardziej, aby pozwolić sobie na zakup coraz droższych urządzeń. Nie ważne czy chodzi o nowy samochód, nową fabrykę czy nową rafinerię ropy. Wszystko wymaga znacznych nakładów.

2. Z punktu widzenia przedsiębiorcy zyski z tego zadłużenia, mierzone „jednostkami wydajności” takimi jak baryłka ropy czy ilość wydobytych ton metalu z rudy, są coraz mniejsze, co oznacza, że trzeba podnosić cenę końcowego produktu aby spłacać dług.

3. Dla przeciętnego Kowalskiego zarobki stają się zbyt niskie, aby wystarczyło na potrzebne mu przedmioty. To z jednej strony zachęca do zaciągnięcia pożyczki, a z drugiej strony czyni tą pożyczkę coraz trudniejszą do spłaty.

4. Malejący zwrot prowadzi do spowolnienia gospodarczego, więc aby można było spłacać zadłużenie stopy procentowe muszą być utrzymywane na bardzo niskim poziomie. Przynajmniej do pewnego momentu. Później muszą stać się ujemne.

Z finansowego punktu widzenia pożyczanie „z przyszłości” (bo pożyczka zawsze może być dokonana tylko od przyszłych dochodów) ma sens tylko wtedy, jeżeli mamy do czynienia ze wzrostem gospodarczym.

Rysunek 4. Obrazowe przedstawienie wzrostu gospodarczego.

Ma sens nawet zwracanie długu wraz z odsetkami, ponieważ wzrost gospodarczy stwarza realną szansę, że w przyszłości, nawet z odsetkami, dostępna kwota netto będzie rosła. Inaczej mówiąc, nasz dług, choć większy, to jednak w stosunku do dochodów zmaleje.

Rysunek 5. Spłacanie pożyczki jest łatwe w przypadku rosnącej gospodarki, ale o wiele trudniejsze w przypadku kurczącej się gospodarki. Podpisy rysunków:

Jeśli zastanowimy się nad spłacaniem odsetek grupie tzw. rentierów (osobom posiadającym oszczędności, towarzystwom ubezpieczeniowym, funduszom emerytalnym czy najbogatszych ludzi) to są oni schwytani w pułapkę malejącej efektywności prowadzącej do spowolnienia gospodarczego. W pewnych przypadkach stopy procentowe mogą stać się nawet ujemne, co jest odzwierciedleniem wyjątkowo słabego stanu gospodarki. Oczywiście, przy ujemnych stopach procentowych raczej trudno spodziewać się trzymania pieniędzy w bankach. Wielu inwestorów prędzej włoży swoje pieniądze „pod materac”, niż zainwestuje na ujemny procent.

Wypieranie ropy z użycia

Światowe zużycie ropy na osobę nie rośnie w istotny sposób od 1983 roku. Większość ludzi nie dostrzegła tego jednak, ponieważ światowe zużycie energii na mieszkańca rośnie od wielu lat, pozwalając na wzrost standardu życia.

Rysunek 6. Światowe zużycie ropy i energii na osobę na podstawie danych z Przeglądu Statystycznego Światowego Zużycia Energii BP. Niebieska linia – ropa, czerwona linia – łączne zużycie energii.

Problemem, którym zajmujemy się tutaj jest zasada wypierania w odniesieniu do ropy. Na podstawie dotychczasowych rozważań możemy zauważyć, że istnieje wiele branż przemysłu, które stają się coraz bardziej nieefektywne. Dotyczy to wydobycia ropy i innych bogactw naturalnych, produkcji energii elektrycznej, wody pitnej, kształcenia uniwersyteckiego i systemu opieki zdrowotnej. Z powodu tego właśnie problemu branże te zużywają – pośrednio i bezpośrednio – coraz większą część światowej produkcji ropy.

Nie będziemy tu podliczać, ile dokładnie ropy jest zużywane w tych sześciu coraz bardziej nieefektywnych branżach, opisanych w tym artykule, wystarczy zauważyć, że zużycie ropy we wszystkich innych obszarach w przeliczeniu na osobę musi maleć, ponieważ łączne zużycie ropy nie zmienia się. Przykładami takich „wypieranych” branż mogą być: hotele, restauracje, budownictwo mieszkaniowe, produkcja komputerów, usługi biur podróży, utrzymanie zieleni miejskiej i ogólnie większa część gospodarki.

Problem narastającej nieefektywności stał się szczególnie dotkliwy od 2001 roku, czego dowodzi rosnąca stopa bezrobocia (rysunek 3) i rosnące ceny ropy i towarów, również od tego samego momentu. Na rysunku 7 pokazane są dwa możliwe scenariusze ilości netto dostępnej ropy dla pozostałej części społeczeństwa po odliczeniu zużycia w narastająco nieefektywnych branżach.

Rysunek 7. Światowe zużycie ropy na osobę na podstawie danych z Przeglądu Statystycznego Światowego Zużycia Energii BP i dwa możliwe scenariusze ilości netto dostępnej ropy dla pozostałych działów gospodarki opracowane przez autora.

Jest niezmiernie ciężko zapewnić wzrost w pozostałych działach gospodarki wypieranych przez coraz bardziej nieefektywne branże i to pomimo wzrostu zużycia energii ze źródeł innych niż ropa. Ropa ma wiele specyficznych tylko dla niej zastosowań. Nawet jeżeli łączne zużycie energii rośnie, to źródła inne niż ropa nie zastąpią jej w tych właśnie charakterystyczny dla niej obszarach, jak na przykład transport drogowy. W ten sposób koszty, powiedzmy wydania gazety, są wyższe, jeżeli cena ropy wzrośnie, ale czytający ją ludzie mają mniej wolnych środków, które mogą przeznaczyć na jej zakup, co oczywiście prowadzi do omawianego zjawiska wypierania.

Wnioski

Mamy do czynienia z sytuacją, w której poszczególne działy gospodarki połączone są ze sobą skomplikowaną siecią wzajemnych zależności. Można to zobrazować dziecięcą zabawką „Patyczki Leonarda”.

Rysunek 8. Kopuła zbudowana z Patyczków Leonarda

Wszystkie branże naszej gospodarki są ze sobą połączone. Jeśli któraś z nich staje się coraz mniej wydajna, wpływa to nie tylko na koszty produkcji w niej samej, ale również na płace, poziom zadłużenia i stopy procentowe w innych działach.

Płace są szczególnie narażone na zjawisko wypierania, ponieważ łączna ilość dóbr i usług możliwa do nabycia rośnie coraz wolniej. Nie jest to oczywiste na pierwszy rzut oka. Trzeba się chwilę zastanowić, żeby zrozumieć, że jeżeli gospodarka światowa rośnie wolniej, a właściwie kurczy się, to oznacza, że produkowane jest mniej. Ponieważ każdy pracownik otrzymuje swoją część z tej zmniejszającej się końcowej puli produktów, więc należy oczekiwać, że skorygowane o inflację płace w najlepszym wypadku nie będą rosły, a tak naprawdę będą maleć, od momentu w którym wszystko czego możemy się spodziewać, to spadek ilości nagromadzonych dóbr i usług.

W pewnym momencie coś musi „pęknąć”. To, co ostatnio obserwujemy to gwałtowny spadek cen ropy, który nie jest odpowiednikiem gwałtownego spadku kosztów wydobycia. Jest raczej konsekwencją tego, że obecne zarobki nie są wystarczająco wysokie, aby zrównoważyć koszty wydobycia.

Nie ma różnicy pomiędzy:

– łącznymi, wszystkimi kosztami wydobycia ropy, włączając w to działania podejmowane przez rząd i jego agendy konieczne do utrzymania gospodarki państwa w wystarczająco dobrej kondycji, aby to wydobycie kontynuować, a

– ilością, na którą dana gospodarka może sobie pozwolić, biorąc pod uwagę zarówno wynagrodzenia i wzrost (lub spadek) długu w systemie gospodarczym.

Ten stan rzeczy nie ogranicza się tylko do ropy, ale ma również wpływ na ceny innych towarów. Krótko i zwięźle: nie ma najmniejszych szans na podążanie tą drogą w nieskończoność. Coś musi pęknąć. Jak dotąd to, co obserwujemy to spadek cen ropy i innych towarów do poziomu, który prawdopodobnie poważnie zakłóci produkcję. Dla osób, które rozumieją mechanizmy leżące u podłoża obserwowanych zjawisk niepokojąca zapewne jest myśl, jak ta cała sytuacja może dalej się rozwinąć.

Przypisy

[1] Jakkolwiek stosunek procentowy poszczególnych paliw zmienia się w ostatnich latach głównie na korzyść węgla (co wynika również z przeniesienia zakładów i w ogóle produkcji do państw wydobywających i używających węgiel) to jednak zużycie ropy w przeliczeniu na osobę pozostaje na niemal niezmienionym poziomie od 1983 roku (rysunek 6). Znaczny spadek zużycia ropy w latach 70-tych i na początku 80-tych spowodowany był skokiem jej cen w tym okresie. Spowodowało to zastąpienie ropy w produkcji energii elektrycznej węglem i elektrowniami atomowymi, a także produkcję samochodów o wyższej sprawności. Wtedy też wykorzystaliśmy już tę możliwość redukcji zużycia ropy i nie mamy obecnie możliwości dalszego łatwego obniżenia łącznego światowego zużycia ropy na osobę (w tym z wykorzystaniem jej substytutów takich jak: biopaliwa czy ciekłe frakcje gazu ziemnego)

[2] W tej analizie do „zużycia ropy” wliczam zarówno (a) bezpośrednie zużycie w przemyśle i (b) zużycie przez pracowników i podwykonawców pracujących dla danej firmy. Rosnąca liczba pracowników i wysokie wynagrodzenia umożliwiają im posiadanie komfortowych domów, dużych samochodów i zagraniczne wakacje, na które udają się drogą lotniczą. Zużycie ropy na cele rządowe w państwach ją eksportujących prawdopodobnie powinno być włączone w tym wykazie jako (c) ponieważ zużycie to jest konieczne dla utrzymania porządku w tych krajach.

Tłumaczenie na podstawie How increased inefficiency explains falling oil prices

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly