ArtykulyPowiązania

Skaczemy bliżej. Biegamy wolniej. A w zwisie jesteśmy dwa razy gorsi niż w PRL-u

Siedmioletni chłopiec w 1979 roku skakał w dal – z miejsca – średnio 129 cm. W 1989 r. – tyle samo. W 1999 – już tylko 119 cm. Teraz ledwo 109 cm! Wynik siedmioletniej dziewczynki również się pogorszył – ze 122 do 105 cm. Można powiedzieć, że dzieci słabną w oczach. Dziewczynki z podstawówki skakały kiedyś w dal po 4,20-4,30 m. Teraz skaczą po 3 m.

Mamy dawać dobre oceny, żeby dzieci miały poczucie sukcesu. Więc chwalimy je za te 3 metry – opowiada nauczyciel WF Tomasz ze Świecia. – Nie robią przewrotów w przód? To robimy przetaczanie, tzw. robienie naleśników, żeby im pobudzić orientację przestrzenną. O staniu na rękach nie ma mowy, bo jak podnoszą nogi powyżej głowy, nie wiedzą, co się dzieje. Nie robili tego ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani na trzepaku. Brak im wytrzymałości – kiedy jest bieg za liderem, to po dwóch minutach cała klasa jęczy. Oraz siły. Dawniej robiliśmy zawody, kto wytrzyma zwis na drążku przez 30 sekund. A teraz po 3 sekundach rączki im się otwierają, takie mają słabe.

– Jeżeli chodzi o takie cechy motoryczne jak skoczność, gibkość, szybkość – to opłakany stan – wylicza Katarzyna, wuefistka gimnazjalna z Radomia. – Uczniowie przy skłonie nie dotkną dłońmi podłogi. Gimnastyka zupełnie kuleje. Z moich obserwacji wynika, że w podstawówkach traktowana jest na zasadzie „odfajkowania”, byle został jakiś ślad w dzienniku lekcyjnym. Program zrealizowany, a dzieci są niesprawne.

Najbardziej spada dzieciom wytrzymałość – wynika z badań warszawskiej AWF. Siedmioletni chłopcy na przebiegnięcie 600 m potrzebowali 30 lat temu 3 minut i 5 sekund – teraz są aż o 39 sekund wolniejsi. Dziewczynki zwolniły o 43 sekundy (z wyniku 3:16). Kiedy dzieci z lat 80. XX wieku finiszowałyby w takim wyścigu na stadionie, to współczesne miałyby przed sobą całą ostatnią prostą i jeszcze pół wirażu.
Mariola z wrocławskiej AWF zauważa, że dawniej środowisko wymuszało naturalną aktywność: – Goniąc po łąkach albo grając w gumę, trzeba było być sprawnym. Byłaś niezdarą, to cię wyśmiewali. A teraz pozycję towarzyską zyskujesz przez znajomość Facebooka.

Dzieci są teraz wszędzie wożone przez rodziców. – Wzrasta poziom lęku w społeczeństwie – mówi psycholog Jakub Zięba. – Rodzice ograniczają swobodę dzieciom. Nie godzą się na ich aktywność poza strukturami, instytucjami.

– Nadopiekuńczość rodziców w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym jest straszna – dodaje Katarzyna z Radomia. – Na ulicy ciągle słychać: „Nie biegaj, bo zrobisz sobie krzywdę!”.

– Mieliśmy dwie godziny WF-u, ale to był tylko zapłon, po lekcjach biegliśmy się wyżywać na boisku – opowiada Tomasz, nauczyciel ze Świecia. – Byliśmy bardziej odporni na zmęczenie, ktoś miał trzy kilometry do domu, to szedł. A teraz rodzice wszędzie podwożą te swoje kluseczki.

– Środowisko nie zmusza nas do wykonywania pracy mięśniowej – zauważa dr Janusz Dobosz z AWF. Auto czy zmywarka nas wyręczają. Jak się temu poddamy, stracimy naszą fizyczność.

– Prawie każde dziecko jest podwożone samochodem pod samą szkołę – potwierdza Włodzimierz z warszawskiego gimnazjum. – A jak mamy pływanie na basenie, na który jest ze szkoły 500 m, to za ciężkie pieniądze rodzice wynajmują autokar.
Doktor Szymon Oleksik z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie stwierdza, że będziemy coraz bardziej otyli, z większą ilością tkanki tłuszczowej kosztem masy mięśniowej. To zwiększy obciążenie układu krążeniowo-naczyniowego i będzie coraz więcej chorób cywilizacyjnych. Z pewnością pogorszy się jakość życia. Będzie potrzebne większe wspomaganie środkami farmakologicznymi. Czeka nas wcześniejsza niedołężność.

pl Więcej: Gazeta Wyborcza

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly