ArtykulyRozwiązania technologiczne

Sekretarz ds. energii w pogoni za alternatywnymi paliwami

Jest piękny jesienny poranek, gdy sekretarz ds. energii Steven Chu ubrany w kolarskie spodenki i koszulkę z logo uniwersytetu Stanford wsiada na swój rower Colnago i pedałuje w dół swojej ocienionej drzewami uliczki do trasy rowerowej Capital Crescent Trail. Do Waszyngtonu dociera w 20 minut, co oznacza, że przekroczył obowiązujący na tej trasie limit prędkości. Tuż za nim na rowerze z silnikiem elektrycznym jedzie ochroniarz z Secret Service.

Steven Chu

Steven Chu Fot. REUTERS

Chu przeciska się przez gęsty ruch uliczny na Mall, gdzie jakiś wściekły kierowca ciągle trąbi, i dociera wreszcie do garażu Departamentu Energii. Rower odstawia obok czerwonego maserati z rejestracją „ENERGY” należącego do głównego radcy prawnego.

Prawie dwa lata na urzędzie były dla Chu ciągłym sprintem. Aż do zeszłego roku departament zużywał większość czasu i 26-miliardowego budżetu zajmując się odpadami radioaktywnymi i arsenałem nuklearnym. Jednak w sytuacji, gdy narastają obawy związane ze zmianą klimatu a gospodarka stoi nad przepaścią, Chu stał się w istocie panem i władcą w dziedzinie ekologicznej energii. W ramach pakietu stymulacyjnego resort dostał dodatkowe 36 mld dol. na granty i niskooprocentowane pożyczki mające pomóc wdrażać nowe eneregooszczędne technologie.

Nie jest łatwo wspierać innowacje i rozpoznawać ekonomicznie trafione pomysły. Wielu polityków sądzi, że rząd nie powinien tego robić i że są lepsze sposoby na tworzenie miejsc pracy. Ale Obama, za namową Chu i innych, uznał, iż pieniądze mogą stanowić zaczyn bardziej konkurencyjnej, energooszczędnej gospodarki.

Chu – laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, były profesor uniwersytetów Stanford i w Berkeley spieszył się, by wydać pieniądze. Potrzeba szybkiego działania to coś, co stara się zaszczepić także innym. Pewnego dnia w zeszłym roku po dojechaniu na rowerze do gmachu departamentu spotkał się z paroma urzędnikami czekającymi na uroczystość ich zaprzysiężenia. – Bądźcie uprzejmi, ale nie bądźcie cierpliwi – miał im wtedy podobno powiedzieć.

Tej jesieni Chu podjął jedną ze swoich licznych jednodniowych wizytacji w firmach i instytucjach ubiegających się o finansowanie. Pierwszy przystanek: Applied Photovoltaics, której siedziba mieści się w przypominającym garaż pomieszczeniu w Pennington w stanie New Jersey. Chu siada przy małym stoliku z dyrekcją firmy. Pączki pozostają nietknięte.

Firma stara się o pieniądze na produkcję ogniw słonecznych na folii, które można umieszczać w materiałach budowlanych. Nie jest to nowy pomysł, ale mało firm zajmuje się taką produkcją. Chu jest zaciekawiony. Zadaje pytania o strukturę folii, komponenty, wydajność, proces rozkładu zużytych ogniw. Chce się dowiedzieć, dlaczego architekci nie używają paneli słonecznych jako pokrycia dachów. Przyczyną są stare nawyki, brak doświadczenia, cena i dostępność. Ludzie z Applied Photovoltaics sądzą, że na rynku jest na to miejsce.

Według doradców Chu ma taką zdolność rozumienia technicznych informacji, która odróżnia go od poprzednich 11 sekretarzy ds. energii (byli to m.in. biznesmemi, finansista, admirał, politycy). – Rzadko się zdarza, że szef znał się lepiej na zagadnieniu, które mu przedstawiano od ludzi, którzy prowadzą prezentację – mówi doradca David Sandalow.

W Pennington Chu nie składa obietnic w sprawie pieniędzy. Ustawa o stymulacji gospodarki przewiduje ulgi podatkowe dla takich firm, ale w tym wypadku potrzebna jest gotówka. Przed wyjściem z biura czeka kilku reporterów lokalnych mediów. Chu stoi obok kongresmena z New Jersey Rusha Holta i sam zaczyna mówić jak polityk. – Wiele wspaniałych rzeczy narodziło się w garażach. To dzięki takim pomysłom upowszechni się energia słoneczna-. Ale nie jest jasne, co da napęd polityce energetycznej kraju. Wyniki wyborów połówkowych skomplikowały sprawy. Departament zużył większość pieniędzy. W sytuacji wielkiego deficytu budżetu federalnego wielu krytyków twierdzi, że granty i pożyczki stanowią de facto subsydia do energii, których nie należy już przedłużać. W razie gdyby któryś z beneficjentów upadł, podniesie się straszna wrzawa – a na pewno do tego dojdzie, gdyby nie było ryzyka fiaska, pojawiliby się już dawno prywatni inwestorzy. Pierwszy odbiorca grantu, producent baterii słonecznych, już zgłosił opóźnienia w realizacji planów.

– Dążymy do tego, by co najmniej czterokrotne obniżyć koszty energii słonecznej. Wierzę, że uda nam się zmniejszyć je dwukrotnie. Następna dwukrotna obniżka będzie o wiele trudniejsza – mówi Chu.

Tymczasem wiele osób ocenia energetyczną część programu stymulacyjnego na podstawie liczby miejsc pracy. Według lipcowego raportu zespołu doradców ekonomicznych prezydenta, stworzono prawie 200 tys. miejsc pracy. To spora liczba w kontekście obecnej skali branży energii odnawialnej, ale mało w skali wielkiej gospodarki.

Steven Mufson

pl Źródło: Onet.pl

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly