Chyba tylko sezonem ogórkowym
można wytłumaczyć wysyp kolejnych testów na temat globalnego ocieplenia
pojawiających się w podobno opiniotwórczych dziennikach i tygodnikach.
Najpierw Rafał Ziemkiewicz zmarzł w czerwcu, który okazał się być drugim najcieplejszym czerwcem w 130-letniej historii pomiarów temperatury; potem Max Kolonko pochylił się nad losem Amerykanów, którym Demokraci chcą zabrać ulubione SUVy; a ostatnio Marek Rabij postanowił uświadomić polskie społeczeństwo w kwestii „kosztownego złudzenia” jakim ma być globalne ocieplenie.
Tekst Rabija jest tak sztampowy, że aż zęby bolą. Autor zaczyna od
ubolewania nad „zastanawiającą obojętnością na to, co w sprawie zmian
klimatycznych mają do powiedzenia naukowcy: astronomowie, geologowie,
biolodzy i klimatolodzy”, najwyraźniej będąc nieświadomym ani stanowisk
największych profesjonalnych organizacji naukowych na świecie (które
można znaleźć zebrane tutaj), ani tego co mówią klimatolodzy z takich jednostek badawczych jak amerykańskie Goddard Institute for Space Studies, National Center for Atmospheric Research czy brytyjskie Climatic Research Unit.
No ale po co szukać tam wiarygodnych informacji, skoro można się
powołać na „raport” wydany przez biuro prasowe republikańskiego
kongresmena, zawierający wyszukane w internecie „głosy aż 700 naukowców
z całego świata”, z których większość to niespecjaliści, emeryci, telewizyjne pogodynki albo zwykli szarlatani; albo „stanowisko” Komitetu Nauk Geologicznych PAN według którego „w ciągu ostatnich 400 tys. lat zawartość CO2
czterokrotnie przekraczała notowany obecnie poziom”, a „pod koniec
ostatniego zlodowacenia, które trwało do mniej więcej 10 000 roku
p.n.e., średnia roczna temperatura globu w ciągu zaledwie kilkuset lat
wzrosła w sumie aż o 10 stopni”.

Zamiast sięgnać po jakieś wyniki badań astrofizyków i klimatologów
zajmujących się wpływem Słońca na klimat, Rabij woli nakłamać
czytelnikowi że „klimatolodzy wierzący w decydujący wpływ człowieka na
ostatnie zmiany klimatyczne pomijają całkowicie w swoich badaniach
wpływ na klimat ziemskiego globu tak przemożnych sił, jak
promieniowanie słoneczne”. Zamiast próbować zrozumieć, jak funkcjonuje obieg węgla w przyrodzie, Rabij pisze brednie o oceanach, faunie i florze.
Najbardziej kuriozalne wydają się utyskiwania autora na brak ogólnodostępnych danych dotyczących „absorpcji CO2
przez oceany lub emisji dwutlenku węgla w wyniku aktywności
wulkanicznej”. A przecież nie jest to wiedza tajemna: wystarczy spędzić
trzy minuty z googlem, by znaleźć np. stronę internetową United States Geological Survey szczegółowo omawiającą emisje wulkaniczne, albo udostępniony za darmo rozdział świetnego podręcznika uniwersyteckiego Ocean Biogeochemical Dynamics
Sarmiento i Grubera, który zawiera prawdopodobnie więcej informacji na
temat mechanizmów transportu węgla w oceanach, niż redaktor Rabij jest
w stanie sobie przyswoić.
Marek Rabij przedstawia się jako
wielbiciel gór, tradycji i przyrody, któremu fakty nie pozwalają na
zaakceptowanie realności problemu globalnego ocieplenia. Z jego
felietonu wynika jednak, że jest naukowym analfabetą, bezkrytycznie
wierzącym w propagandę prawicowych think-tanków i ultra-konserwatywnych
polityków, któremu nie chce się zweryfikować prawdziwości przytaczanych
faktów.
więcej w Doskonale Szare








