Artykuly

Sąsiedzka zmowa sposobem na tanią energię

Nie jesteśmy idealistami, lecz praktykami. Zainwestowaliśmy w energię odnawialną, bo słońce i wiatr nie wystawiają słonych rachunków – stwierdza Michael Knape burmistrz Feldheim. Brandenburska wioska jest pierwszą miejscowością w Niemczech, która całkowicie uniezależniła się od koncernów energetycznych.

Na placyku w centrum Feldheim stoi chałupnicza stacja meteorologiczna, która wiele mówi o mentalności tutejszych mieszkańców. Do drewnianego drąga przymocowano łańcuch ze zwisającym na końcu polnym kamieniem. Na desce umieszczono wskazówki pomagające domorosłym meteorologom prawidłowo zinterpretować dane „aparatury pomiarowej”. Kamień się kołysze – wiadomo, idzie burza. Mokry kamień – leje jak z cebra. Głaz leży na ziemi – wioskę nawiedziło trzęsienie ziemi. Kamień zniknął bez śladu – pewnikiem zakosił go jakiś złodziej.

Tacy są właśnie tutejsi mieszkańcy. Zamiast słuchać bezkrytycznie prognozy pogody w radiu i w telewizji, wolą wyjrzeć przez okno i przekonać się na własne oczy, jak się mają sprawy. Feldheimczycy są ludźmi praktycznymi także w innych dziedzinach. Pewnego dnia stwierdzili, że nie mają ochoty płacić bajońskich rachunków za prąd i postanowili wybić się na niezależność. Nie minęły trzy lata, a miejscowość stała się całkowicie samowystarczalna energetycznie. Teraz do Feldheim ciągną delegacje z całego świata, aby skopiować niezwykły pomysł zwykłej wioski.

Sukces wiatrem pisany

Dojeżdżając do Feldheim, położonego 80 kilometrów na południowy-zachód od Berlina już z daleka widać łopaty turbin, szybko mielących powietrze. Farmę wiatrową zbudowano tuż za opłotkami wioski, ale nikomu nie przeszkadzają betonowe kolosy górujące nad okolicą.

– Elektrownie wiatrowe wychodzą na dobre środowisku, a przede wszystkim naszym portfelom. Dlatego nie sprzeciwialiśmy się budowie – stwierdza Ingrid Neie. Z jej ogródka widać na horyzoncie morze wiatraków wyrastających na polach miejscowej spółdzielni rolniczej.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Na polach otaczających wioskę rośnie zboże i energia.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Na polach otaczających wioskę rośnie zboże i energia.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Michael Raschemann, absolwent wydziału budowy maszyn jeździł po Brandenburgii w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na postawienie farmy wiatrowej. Dobre warunki wietrzności i przychylne władze gminy skłoniły go do zainwestowania w Feldheim. Inżynier wziął kredyt pod zastaw domu rodziców i zbudował pierwszą turbinę. Takie były początki firmy Energiequelle i samowystarczalności energetycznej brandenburskiej wioski.

– Kiedy zaczęły wiać przychylne wiatry dla zielonej energii zaczęliśmy się zastanawiać, jak to wykorzystać – opowiada 41-letni burmistrz Michael Knape. – Energia ze źródeł odnawialnych ma niezaprzeczalne plusy, ale także i minusy. Wiatraki szpecą krajobraz, łopaty wirników wytwarzają specyficzny hałas. Wokół biogazowni rozchodzi się nieprzyjemny zapaszek podczas rozładunku gnojówki i wlewaniu jej do zbiorników – wylicza polityk. – Zrozumieliśmy, że nasze przedsięwzięcie nie będzie możliwe bez poparcia mieszkańców. Na naszym przykładzie udowodniliśmy, że jeżeli ludzie odnoszą korzyści finansowe z rozwoju zielonej energii, wówczas łatwiej przychodzi im zaakceptować różne niedogodności z nią związane.

Samowystarczalność Feldheim opiera się na miksie dwóch rodzajów energii – wiatru i biomasy. W ciągu trzynastu lat firma Energiequelle zbudowała wokół wsi 43 turbiny o łącznej mocy 74,1 megawatów. Werner Frohwitter, rzecznik prasowy przedsiębiorstwa informuje, że przy sprzyjających warunkach pogodowych farma wiatrowa jest w stanie zaopatrzyć w prąd 160 tys. miasto. W zamian za zgodę na wybudowanie wiatraków firma sprzedaje 150 mieszkańcom Feldheim energię po kosztach własnych, a reszta wyprodukowanego prądu płynie do sieci przesyłowej po odpowiednio wyższej cenie.

Drugim filarem energetycznej samowystarczalności wioski jest lokalna biogazownia, oddana do użytku w 2008 roku. Prąd i ciepło powstaje w wyniku fermentacji 2 tys. metrów sześciennych świńskiej gnojowicy, 1500 metrów sześciennych obornika, 6 tys. ton kiszonki z kukurydzy i 650 ton śruty zbożowej. Surowce organiczne pochodzą z pól i obór miejscowej spółdzielni rolniczej „Fläming“. Po wybudowaniu biogazowni zapotrzebowanie na rośliny energetyczne tak bardzo wzrosło, że spółdzielnia wydzierżawiła od mieszkańców wioski prywatne pola, dotychczas leżące odłogiem.

Biogazownia wytwarza 4 mln kWh energii elektrycznej i 4,3 mln kWh ciepła rocznie. Zakład ogrzewa zimą domy i obory, a w godzinach szczytu zaopatruje mieszkańców w prąd, gdy gwałtownie wzrasta zapotrzebowanie na energię, a podmuchy wiatru są zbyt słabe, aby wprawić w ruch łopaty turbin na farmie wiatrowej.

Po wybudowaniu biogazowni przyszła kolej na własną stację transformatorową, sieć energetyczną i ciepłowniczą. Przez dwa i pół roku koncern E.ON zaopatrujący okoliczne miejscowości sięgał po różne kruczki prawne, aby uniemożliwić budowę niezależnej sieci energetycznej. W końcu gmina znalazła lukę w przepisach i budowa ruszyła z kopyta. Wszystkie obiekty powstały ze środków gminnych, dotacji władz Brandenburgii, Unii Europejskiej i kredytów bankowych. – W rezultacie od 20 października 2010 roku staliśmy się całkowicie samowystarczalni energetycznie. Bez przesady mogę powiedzieć, że jesteśmy jedyną miejscowością w całych Niemczech, która na miejscu produkuje zieloną energię i przeznacza ją na własne potrzeby  – mówi z dumą burmistrz Michael Knape.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Nie jesteśmy idealistami, lecz praktykami - przekonuje Michael Knape, burmistrz Feldheim. Do wioski przybywają dziennikarze i delegacje z zagranicy, aby skopiować pomysł Niemców.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Nie jesteśmy idealistami, lecz praktykami –
przekonuje Michael Knape, burmistrz Feldheim. Do wioski przybywają
dziennikarze i delegacje z zagranicy, aby skopiować pomysł Niemców.

Niezależność energetyczna przekłada się na niższe rachunki za prąd i ogrzewanie. Statystyczna, trzyosobowa rodzina w Niemczech wydawała w ubiegłym roku 70 euro na prąd i 89 euro na ogrzewanie miesięcznie. Tymczasem w Feldheim ceny są niższe o 25 procent – jeden kWh prądu kosztuje 16,6 centów, a jeden kWh ciepła 7,5 centów. Poza tym odbiorcy energii mają zagwarantowane, że przez najbliższe 10 lat ceny dostarczanego ciepła i prądu nie ulegną zmianie.

Okazuje się jednak, że nie każdy może korzystać z dobrodziejstw zielonej energii. Aby otrzymywać tanią energię trzeba być członkiem spółki komandytowej Feldheim Energie – właściciela lokalnej biogazowni, sieci ciepłowniczej i energetycznej.  Udziałowcami spółki jest firma Energiequelle, spółdzielnia produkcyjna i każdy mieszkaniec Feldheim  – pod warunkiem, że wniesie kapitał w wysokości trzech tysięcy euro i udokumentuje, że jest prawnym właścicielem nieruchomości. – Umieściliśmy ten zapis w statucie na wypadek, gdyby miał na nas chrapkę jakiś fundusz hedgingowy – wyjaśnia zapobiegliwy burmistrz. W rezultacie trzy rodziny wynajmujące mieszkania w Feldheim muszą płacić koncernowi E.ON standardowe stawki w wysokości 22 centów za jeden kWh prądu.

Odnawialna i opłacalna

Gminni fachowcy obliczyli, że dzięki produkcji zielonej energii w kieszeniach mieszkańców i w budżecie gminy pozostaje 300 tys. euro rocznie. To nie jedyna dobra wiadomość.

Do wioski coraz częściej zaglądają firmy zachęcone atrakcyjnymi cenami energii. Spółka EQ-Sys wybudowała w Feldheim halę produkcyjną, w której powstają metalowe stelaże do kolektorów słonecznych. W zakładzie znalazły pracę 22 osoby. W regionie nękanym ponad dziesięcioprocentowym bezrobociem każde nowe miejsce pracy to skarb.

– To się nazywa efekt synergii, czy jakoś tak. Nie będzie przesady, jak powiem, że do Feldheim wróciło życie – opowiada Joachim Schmidt. – Młodzi już nie uciekają do miasta, bo mają pracę na miejscu. Mamy coraz mniej opuszczonych domów. Mało tego, osiedlają się u nas nowe rodziny. Wreszcie na ulicy słychać śmiech dzieci.

Burmistrz Michael Knape idzie za ciosem i już planuje budowę Forum Energetycznego. W niszczejącym budynku dawnej gospody powstanie ośrodek badawczo-rozwojowy i centrum szkoleniowe poświęcone energii odnawialnej. Władze gminy liczą, że co roku Feldheim odwiedzi około 7 tysięcy gości. Podobny projekt w austriackim Gussing przyciąga rokrocznie 20 tys. turystów.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Elektrownie wiatrowe wyrastają tuz za opłotkami wioski, ale żadnemu z mieszkańców jakoś to nie przeszkadza.

fot. Fot. Izabella Jachimska. Elektrownie wiatrowe wyrastają tuz za
opłotkami wioski, ale żadnemu z mieszkańców jakoś to nie przeszkadza.

Kolejne ambitne zamierzenia to budowa instalacji do magazynowania nadwyżek energii wiatrowej w bateriach litowo-jonowych i zmiana nawyków mieszkańców związanych z użytkowaniem energii. – W każdym domu zainstalowaliśmy urządzenia informujące o tym, jaki prąd płynie w przewodach – tłumaczy burmistrz. – Jeżeli na ekranie pojawia się ikona uśmiechniętego słoneczka, to znaczy, że odbiorca korzysta z tańszego prądu z farmy wiatrowej. Słoneczko z wykrzywioną buzią ostrzega, że w Feldheim płynie droższy prąd z biogazowni. Wtedy warto odłożyć większe pranie albo cięcie drewna na późniejsze godziny.

Czy model samowystarczalności energetycznej da się przenieść z Feldheim do innych zakątków na świecie? – Z całą pewnością – przytakują zgodnie Michael Knape i Werner Frohwitter. Nie bez powodu wioskę tłumnie odwiedzają lokalne władze nie tylko z regionów wiejskich w Niemczech, ale także z Ameryki Łacińskiej i Azji. Może w każdym przypadku znaczenie poszczególnych elementów miksu energetycznego będzie inne, ale w ogólnym zarysie pomysł da się skopiować praktycznie wszędzie. Cel jest jeden – decentralizacja dostaw i obniżenie cen energii.

– Każdy, kto nas odwiedza przekonuje się na własne oczy, że nasz projekt sprawdza się w codziennym życiu – mówi na pożegnanie Michael Knape. – Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy małą społecznością i mamy ograniczone możliwości. Nie zawsze jesteśmy w stanie robić to, co chcemy, lecz to, co możemy. Okazuje się, że w ogólnym rozrachunku to bardzo dużo.

Autor: Izabella Jachimska

pl Źródło: Onet.pl

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly