Felietony Ryszarda Kulika pokazują świat okiem ekologa-filozofa, bez liczb i wykresów, ale z głęboką wrażliwością na otaczający nas świat. Choć dla większość naszego społeczeństwa uznałaby te myśli za bardzo krytyczne i radykalne, niewątpliwie warte są refleksji.
Spotkałem go zimą ubiegłego roku. Był postawnym mężczyzną, ale jednocześnie –
jak się potem dowiedziałem – cierpiał na wadę serca, która sprawiała, że nie mógł się za
bardzo forsować fizycznie. Miał za to dużo pieniędzy – handlował terenowymi samochodami.
Z rozbrajającą szczerością opowiedział mi, jak to lubi wsiąść na śnieżny skuter
i wypuścić się w dzicz. Najlepiej po świeżo spadłym śniegu. Przy prędkości kilkudziesięciu
km/h czuje jak płynie po puchu, rozbryzgując go na wszystkie strony. Pęd powietrza,
kropelki roztapiającego się śniegu na twarzy, miękkie sunięcie naprzód – podobno wtedy
czuje, że żyje. Cóż miałem na to powiedzieć? Milczałem.
Wielu mężczyzn, zbyt wielu mężczyzn w wolnym czasie dosiada swych mechanicznych
rumaków, by w terenie pokazać swą prawdziwą moc. Samochody terenowe, quady,
motory, skutery – jest w czym wybierać. Po drugiej stronie znajduje się często dzika
przyroda z jej mieszkańcami, którzy płoszeni hałasem umykają przed pędzącymi wehikułami.
Poza tym rozorana ściółka, zanieczyszczone koryta strumieni, no i turyści, którzy
szukając spokoju i ciszy muszą uciekać spod pędzących kół i ryczących silników. Tylko
gdzie pójść, skoro coraz trudniej o takie miejsca, w których nie spotkamy tych rozszalałych
zdobywców dziczy.
Co kryje się za tym fenomenem?
Dlaczego oni to robią?
Najbardziej podstawowa obserwacja wskazuje, że w zdecydowanej większości ta
przypadłość dotyczy mężczyzn. Co jest zatem takiego w męskim charakterze, że pcha
do takich wyborów?
W tradycyjnym sensie tego słowa męskość oznacza przede wszystkim zdobywanie.
Jeśli domeną kobiety jest krąg rodzinny, domostwo, to obszarem działania mężczyzny
jest świat zewnętrzny. Tam następuje poznawanie, odkrywanie, polowanie, zdobywanie,
pozyskiwanie. Wszystkie te działania traktowane są jako typowo męskie, co oczywiście
nie oznacza, że kobiety nie mogły, czy nie mogą tego robić. Dzisiaj pewnie też niektóre
z niewiast dosiadają mechanicznych rumaków, ale uczciwość każe stwierdzić, że mężczyźni
robią to znacznie częściej i z dużo większym zaangażowaniem.
Nasi męscy przodkowie penetrowali zatem nowe tereny, z czasem udomowili też konie,
które służyły im do szybkiego przemieszczania się i zdobywania kolejnych terenów.
Dzisiaj już nie musimy tego wszystkiego robić, ale może gdzieś w zakamarkach duszy
współczesnego mężczyzny ciągle tli się ten szczególny żar. Nie mniej jednak, jest pewna
różnica między tym, co było kiedyś, a tym, co jest teraz.
Przede wszystkim nasz męski przodek, idąc na spotkanie świata, mógł wyrażać swoją
męskość w naturalnych, codziennych aktywnościach, które najzwyczajniej podtrzymywały
życie jego i całej społeczności. Dzisiaj rozjeżdżanie leśnych ścieżek nie służy adaptacji
– służy za to jakiejś dziwacznej przyjemności, która zdaje się być psychologiczną
zagadką. Czy mężczyźni robią to, by dać upust swemu męskiemu charakterowi? Wiele
wskazuje na to, że nie!
Współcześni mężczyźni są doprawdy dziwnymi istotami. Mają być z jednej strony
oparciem dla kobiety, mają zarabiać pieniądze, być twardzi i nie poddawać się w zmaganiach
z materią życia. Z drugiej zaś strony mają być czuli, wrażliwi i miękcy – bo takie to
teraz czasy, w których liczy się bardziej subtelna przenikliwość niż brutalna siła fizyczna.
Sprostanie tym zmieniającym się ciągle i często sprzecznym oczekiwaniom jest nie lada
wyzwaniem. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do naszych przodków, dzisiejsi mężczyźni
nie mają się jak nauczyć, co to oznacza prawdziwa męskość.
W tym kontekście kobiety mają znacznie łatwiej. Natura wyposażyła je w taką rolę,
której specjalnie nie trzeba dookreślać. Nawet jeśli kobieta nie wie, kim jest, to zawsze
może się odwołać do swej biologicznej funkcji, którą jest rodzenie dzieci. Pod tym względem
mężczyzna jest prawdziwym dziwolągiem. Nie wiadomo zupełnie co taki powinien
robić i jak żyć. Dlatego też we wszystkich niemal tradycyjnych kulturach obecnie i w przeszłości
mężczyźni poddawani byli rytuałom przejścia z wieku dziecięcego (młodzieńczego)
w wiek męski. Podczas tych rytuałów (zwykle bardzo bolesnych i trudnych) chłopak
dowiadywał się od starszych mężczyzn, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną.
Nowoczesne kultury z jakichś powodów zrezygnowały z tych rytuałów, stąd dzisiaj
młodzi mężczyźni nie są pewni swego męskiego charakteru. Tym bardziej nie są pewni siebie, ponieważ w procesie wychowania i edukacji spotykają się niemal wyłącznie
z kobietami. Starsi mężczyźni (przede wszystkim ojcowie), od których mogliby się uczyć
siebie są zwykle nieobecni – albo są w pracy albo w knajpie albo jeszcze bóg wie gdzie.
A jak już są w domu, to często i tak są jakoś emocjonalnie nieobecni. Nasza kultura dramatycznie
cierpi na brak bliskich kontaktów ojców z synami. Chłopcom pozostaje jedynie
oglądanie filmów z Rambo lub innymi podejrzanymi typami, które tak czy owak
prezentują jakąś karykaturalną formę męskości.
Te okoliczności mają bardzo poważne konsekwencje dla mężczyzny. Najważniejsze
jest to, że nie wie on, kim tak naprawdę jest. Co to znaczy być mężczyzną? Jak zachowywać
się w różnych sytuacjach? Jak spożytkować swój męski potencjał? Czym on w ogóle
jest i do czego on służy? Te dylematy następnie przekładają się na różne zachowania,
które mają kompensować wspomniane deficyty. Nie da się oszukać procesu dorastania
do siebie. Jeśli czegoś zabrakło w przeszłości, to manifestuje się to w silnym głodzie i presji
na dookreślenie siebie w swej płciowej roli. Kultura masowa złudnie podpowiada, co
takiego można zrobić, by potwierdzić swoją męskość. Można uganiać się za spódniczkami,
zaliczając kolejne nieświadome niewiasty i kreować się na seksualnego ogiera. Można
wypuścić się w wir tzw. sportów ekstremalnych, gdzie, ocierając się niemalże o śmierć,
próbować doświadczyć tego, kim się jest, udowadniając światu swoją wielkość. Można
też zachłysnąć się nowoczesnymi technologiami, maszynami, pojazdami i urządzeniami,
które dają złudne poczucie, że panuje się nad rzeczywistością. Wsiadając za kierownicę
terenowego samochodu czy skutera śnieżnego i zdobywając kolejne dziewicze tereny,
czy zmagając się z różnymi przeszkodami, mężczyzna ma nadzieję, że dowie się ważnych
rzeczy o sobie. Przede wszystkim tego, że jest wystarczająco silny. Ale co to za siła?
Wyciągarki, wysokoprężne silniki, napędy na cztery koła, przekładnie? Żadne z tych urządzeń
nie mówią nic o istocie męskości. Tak naprawdę okłamują mężczyznę, dając mu złudne
poczucie panowania nad światem. Ostatecznie żadna z tych maszyn nie służy życiu, nie
pomaga radzić sobie z codziennością, nie daje głębokiego przekonania o tym, kim się jest.
Zwodzi jedynie i mami, dając wyłącznie przyjemność, która jest jakąś żałosną namiastką
poczucia, że jest się pełną osobą, świadomą swego męskiego potencjału. Ostatecznie
przybiera to postać swoistego uzależnienia, gdzie zdobywanie dziczy ma potwierdzać
i dookreślać męski charakter, choć notorycznie, na dnie świadomości pojawia się rozczarowanie,
że po raz kolejny ta próba się nie powiodła. Pozostaje zatem poczucie niedosytu,
które pcha do kolejnego podboju i zmierzenia się z przeciwnościami przyrody. Ta gra
z góry skazana jest na porażkę, ponieważ odkrycie mężczyzny w sobie może się odbyć
wyłącznie w bliskiej i długotrwałej relacji ze starszym mężczyzną. Jeśli to nie nastąpiło
w przeszłości, nic nie jest w stanie zrekompensować tego braku, a już na pewno nie zrekompensuje
go maszyna i samotne, a nawet grupowe zmagania terenowe.
Zatem rozjeżdżanie naszych lasów jest jakimś dramatycznym wołaniem współczesnych
mężczyzn o własną tożsamość, którą zgubili w cywilizacyjnym zamęcie. Wołaniem,
które odbija się pustym echem w coraz mniej dzikich ostępach.
Felietony Ryszarda Kulika z cyklu „Stąpając mocno po ziemi” jest dostępny tutaj.








