Felietony Ryszarda Kulika pokazują świat okiem ekologa-filozofa, bez liczb i wykresów, ale z głęboką wrażliwością na otaczający nas świat. Choć dla większość naszego społeczeństwa uznałaby te myśli za bardzo krytyczne i radykalne, niewątpliwie warte są refleksji.
Biorąc po uwagę odkrycia socjobiologii, wiele wskazuje na to, że w toku ewolucji
w umyśle człowieka ukształtowały się mechanizmy psychologiczne, które odpowiadają za
zachowania moralne i etycznie poprawne, a nawet pożądane. Moralność jest „wynalazkiem”
ewolucji! Wprawdzie kierowanie się wskazaniami moralnymi ograniczało spontaniczne
i impulsywne reakcje człowieka, ale jednak zapewniało mu podstawowe poczucie
bezpieczeństwa i sprzyjało lepszej adaptacji oraz tym samym sukcesowi ewolucyjnemu.
Napiętnowanie zabijania, kradzieży czy seksualnego rozpasania stało się nie tylko podwaliną
ludzkiej kultury, ale również zwiększyło prawdopodobieństwo przekazania swoich
genów kolejnemu pokoleniu w taki sposób, który gwarantował najbardziej ekonomiczny
i skuteczny sukces reprodukcyjny.
W najbardziej powszechnym wariancie etyki przedmiotem wartościowania moralnego
w sposób oczywisty jest wyłącznie człowiek i jego własność. Świat pozaludzki nie ma
żadnej wartości, chyba że tę wartość nada mu człowiek. Tego rodzaju podejście bardzo
wyraźnie rozgranicza sferę ludzką od pozaludzkiej, oddziela kulturę od natury pozostawiając
tę drugą poza wymiarem etycznym. To dlatego mogliśmy do tej pory zabijać, wykorzystywać,
zmieniać, rabować czy niszczyć to, co należało do świata pozaludzkiego.
Oczywiście i tutaj istniały pewne prawne ograniczenia, jednak w wymiarze ogólnym nasz
stosunek do przyrody był poza moralnym wartościowaniem.
Te „dobre” czasy się jednak kończą albo już skończyły. Zwierzęta zgodnie z prawem
przestały być „rzeczami”, z którymi można robić wszystko, a przyroda jest na różne
sposoby chroniona, czyli posiada określoną wartość. Ta rodząca się etyka środowiskowa
może być oparta o dwie przesłanki. Pierwsza odwołuje się do antropocentryzmu:
jeśli człowiek jest najważniejszy, to przyroda powinna być chroniona, ponieważ bez niej
cywilizacja nie przetrwa. Druga przesłanka odwołuje się do biocentryzmu: niezależnie
od ludzkiego interesu, przyroda i jej poszczególne elementy są wartością samą w sobie.
Może się wydawać, że wariant biocentryczny idzie dalej niż antropocentryczny.
Jednak przy założeniu, że człowiek jest częścią przyrody i nie można oddzielić świata
ludzkiego od naturalnego oraz interesu człowieka od interesu przyrody, te dwa warianty
etyki spotykają się w jednym miejscu. Tym miejscem jest założenie, że każde nasze działanie
ma wymiar etyczny, niezależnie od tego czy przedmiotem naszego działania jest
człowiek, czy inna istota, a nawet nieożywiony element przyrody. Jeśli wszystko jest ze
wszystkim powiązane i wzajemnie się przenika, to troszcząc się o cokolwiek, troszczymy
się o całość. Tak oto znaleźliśmy się w świecie wypełnionym wartościami, w którym
co krok możemy ocenić własne oraz cudze zachowania wobec przyrody w kategoriach
dobra i zła.
Tutaj jednak rodzą się kolejne problemy. Otóż jako ludzie dążymy do tego, by dobrze
wypadać we własnych oczach i w oczach innych. Chcemy być postrzegani jako osoby
zachowujące się moralnie, unikające niewłaściwych zachowań. Jednak w kontekście
naszych działań wobec środowiska ilość „grzechów”, jakie mamy na sumieniu jest zatrważająca.
W moim przekonaniu dobrym miernikiem skali tych grzechów jest ślad ekologiczny,
który można potraktować jako stopień destrukcji środowiska przez człowieka.
Oczywiście każdy organizm żyjąc na swój sposób dokonuje jakiejś destrukcji, ale prawdziwa
destrukcja rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy przekroczony zostaje limit zasobów.
Wiemy, że obecnie jako ludzkość wykorzystujemy średnio 150% ziemskich zasobów,
w Polsce ponad 200%, w Danii – 500%. Krótko mówiąc postępujemy nieetycznie żyjąc
w taki sposób, w jaki żyjemy, szczególnie w bogatych krajach.
Dzisiaj potrafimy też uszczegółowić kategorię śladu ekologicznego. Pojawił się
w związku z tym „ślad wodny” czy „ślad węglowy”, które wskazują na wybrany aspekt
naszego funkcjonowania w świecie i mogą odnosić się do konkretnych nieetycznych zachowań.
To, że szczególnie w krajach bogatych, nikt z nas nie ma czystego sumienia, tworzy
psychologicznie przedziwną sytuację. Jak wiemy, wszyscy chcemy czuć się dobrze i pozytywnie
o sobie myśleć. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę naszą relację z przyrodą, to
poczucie winy, które rodzi się w oparciu o świadomość własnych nieetycznych zachowań
jest porażające. Jak sobie z tym radzimy? Mamy na szczęście (albo niestety) wiele sposobów,
by zredukować pojawiający się dysonans i utrzymać dobre mniemanie o sobie.
Podstawowym mechanizmem jest wyparcie. Najzwyczajniej nie przyjmujemy do wiadomości
tego, że jest źle i możemy robić coś nie tak. „Efekt cieplarniany jest fikcją”, „Wymieranie
gatunków jest wymysłem naukowców”, „Środowisko jest w dobrej kondycji”,
„Człowiek nie jest w stanie negatywnie wpływać na środowisko” – to przykłady takich
stwierdzeń, z którymi spotykamy się na każdym kroku. Wszystkie one służą zanegowaniu
istnienia problemu, niedopuszczeniu go do siebie.
Innym mechanizmem jest deprecjonowanie wartości przyrodniczych. Mówienie
o „żabkach, ptaszkach czy kwiatuszkach” w kontekście ochrony przyrody ma obniżyć
wartość tych obiektów i jednocześnie zredukować poczucie winy, w sytuacji gdy są one
niszczone. Deprecjonowanie wartości przyrodniczych może też wiązać się z tym, że stawia
się je poza obszar wartościowania moralnego. Zakłada się tutaj, że jedynie ludzie są
wartościowi pod względem moralnym, co automatycznie stawia świat przyrody poza
wymiarem etycznym. Jest to szczególna forma wyparcia związana z zaprzeczaniem
temu, że nasze zachowania wobec środowiska mają charakter etyczny. Widać to np.
w kontekście diety – niejedzenie mięsa dla jednych jest wyborem etycznym, a dla tych,
którzy jedzą mięso jest wyłącznie kwestią upodobania. Gusta mogą być różne i nic nam
do tego, gdy jednak pojawia się wymiar etyczny, następuje wartościowanie, a to już grozi
nadszarpnięciem dobrego mniemania o sobie. Stosowanie mechanizmu zaprzeczania
w sposób radykalny rozgrzesza nas u samych podstaw.
Kolejnym mechanizmem jest projekcja. Polega ona na przypisywaniu innym złych intencji
i usprawiedliwianiu własnych nieetycznych zachowań. Prawdopodobnie większość
z nas ma silne przekonanie, że postępuje właściwie wobec przyrody – winni zawsze są
inni ludzie. Im bardziej obwinia się innych, tym silniej odczuwa się własny pozytywny
obraz. Szczególnym rodzajem projekcyjnego mechanizmu jest atakowanie tych, którzy
w naszym przekonaniu nas atakują. Otóż, jeśli ktoś uświadamia nam nasze nieetyczne
postępowanie, to najprościej jest odbić tę piłeczkę i wytknąć tej osobie jej grzechy. Z taką
sytuacją często spotykają się aktywiści ekologiczni, którzy atakowani są za to, że używają
samochodów, komputerów czy telefonów. Inni zdają się mówić: „jeśli chcecie nas pouczać, to sami najpierw zrezygnujcie z tego wszystkiego”. To podważanie wiarygodności
aktywistów ma oczywiście w zamierzeniu podtrzymać dobre mniemanie na swój temat,
a z drugiej strony wskazać na utopijność i nieważność wartości ekologicznych. Z trzeciej
strony dodatkowo stawia warunek: zachowam się etycznie tylko wtedy, jeśli wpierw zrobią
to wszyscy inni. Czyli nigdy.
Mechanizm projekcji często idzie w parze z przywoływaniem własnych zasług na innych
polach. Jeśli ktoś uświadamia nam nasze nieetyczne zachowanie, zawsze możemy
odpowiedzieć, że przecież tyle już robimy tu i ówdzie. Jeśli segregujemy śmieci, to już
wystarczająco się poświęcamy dla Ziemi i nie musimy robić nic innego. Jeśli nie jemy
mięsa, to już tak bardzo dbamy o środowisko, że poza tym możemy rozbijać się samochodami
czy spędzać wakacje na drugim krańcu świata.
Kolejnym mechanizmem jest racjonalizacja, czyli zdroworozsądkowe wytłumaczenie
własnego postępowania. Może ona przybierać różne formy, jedną z najbardziej popularnych
w kontekście środowiskowym jest „unikanie skrajności”. W tym przypadku wmawiamy
sobie i innym, że nasze zachowanie jest właściwe, bo nie jest skrajne. Skrajne
byłoby wrócenie na drzewa lub do jaskiń, skrajne byłoby też wycięcie wszystkich drzew,
czy zabetonowanie wszystkiego. Unikamy skrajności, więc robimy to, co robimy – z czystym
sumieniem.
Jak więc widać mamy do dyspozycji cały arsenał sposobów unikania przykrej świadomości,
że możemy być nie w porządku. My zawsze jesteśmy w porządku, zawsze mamy
rację, zawsze zachowujemy się racjonalnie i w sposób wyważony. Tak bardzo lubimy się
czuć dobrze ze sobą. Nie zmienia to jednak faktu, że nasze działania w świecie są naganne
moralnie, ponieważ powodują konkretne negatywne skutki. Owe skutki pojawiają się
niezależnie od tego, czy o tym wiemy czy nie, czy o tym myślimy w taki czy inny sposób.
Możemy oczywiście rozważać, na ile osoba jest odpowiedzialna za owe skutki
w przypadku, gdy nie ma wiedzy na ten temat. W związku z mechanizmami obronnymi
zawsze możemy powiedzieć, że jakaś osoba nie wie, bo nie dopuszcza do siebie tej
świadomości. Jeśli jednak przeżywa dysonans, broni się, to znaczy, że wie, choć próbuje
uniknąć tej świadomości oraz zwolnić się z odpowiedzialności. Prawdopodobnie
większość
z nas wie wystarczająco dużo, by zmienić swoje postępowanie. Jeśli tego nie
robimy, to ewidentnie takie działanie możemy uznać za moralnie naganne.
„Dobre czasy” się skończyły. Bezkarność i nieświadoma niewinność stają się niebezpiecznym
anachronizmem. Żyjemy bowiem w świecie, w którym wszystko co robimy posiada
wymiar etyczny, również wobec środowiska. I tak, jak to było od samego początku
z moralnymi wskazaniami, etyka środowiskowa ma nam pomóc przetrwać i uporać się
z problemami, które sami sprowadziliśmy. Etyka środowiskowa jest wynalazkiem ewolucji,
który służy lepszej adaptacji gatunku ludzkiego do środowiska. Jeśli nie spojrzymy
w taki etyczny sposób na świat i na siebie, prawdopodobnie czeka nas katastrofa. Jeśli
tak się stanie, będzie to prawdziwa porażka naszego „ludzkiego ducha” i naszej wyrafinowanej,
opartej o moralność kultury.
Felietony Ryszarda Kulika z cyklu „Stąpając mocno po ziemi” jest dostępny tutaj.








