Według naukowców z Uniwersytetu Bristolskiego, gwałtowny rozpad lądolodu Antarktydy Zachodniej podniósłby poziom oceanów o około 3 metry – to o blisko połowę mniej niż wskazują inne badania.
Co prawda, rezultat i tak byłby katastrofalny – już jednometrowy wzrost doprowadziłby do niewyobrażalnych zniszczeń na całym świecie.
Lądolód Antarktydy Zachodniej jest uważany za najbardziej niestabilny w ocieplającym się świecie, bo w większości jego spód spoczywa na dnie oceanicznym.
Utrata „zakotwiczonego” na skałach lodu na obrzeżach, powstrzymującego lód w środku przed zsunięciem się do oceanu, może doprowadzić do jego gwałtownego rozpadu.
Badacze pod kierownictwem Jonathana Bambera, z Uniwersytetu w Bristolu, wykorzystali nowe informacje o kształcie podłoża skalnego i wysokości lodu do opracowania modelu komputerowego przewidującego jak zachowają się olbrzymie lodowce Antarktydy Zachodniej, kiedy ich brzegi się rozpadną.

Wcześniejsze badania wskazywały, że do oceanu trafi dość lodu, aby podnieść jego poziom o 5-6 metrów.
Raport IPCC z 2007 roku przewidywał wzrost poziomu oceanów do roku 2100 o 18-50 centymetrów, nie uwzględniał jednak topnienia lodowców, a jedynie rozszerzalność termiczną wody.
Naukowcy zebrani w marcu na konferencji klimatycznej w Kopenhadze dokonali aktualizacji tych liczb do poziomu metra lub więcej, uwzględniając nowe badania pokazujące, że topnienie lodowców na Antarktydzie i Grenlandii zachodzi szybciej, niż oczekiwano.
Komentując nowe badanie naukowców z Bristolu, Erik Ivins, z Politechniki Kalifornijskiej (California Institute of Technology), stwierdził, że przewidywana wartość 3.3 metra to dobra wiadomość, ale nie dość dobra, bo nawet wzrost poziomu wody o 0.5-1 metra „wywołałby katastrofalne geopolityczne i ekonomiczne zniszczenia w wielu zurbanizowanych rejonach nadbrzeżnych”.
więcej w smh
więcej w reuters








