ArtykulyPowiązania

Richard Heinberg: Dwie Rzeczywistości

We współczesnym świecie współistnieją dwie zasadniczo różne – a w pewnych kluczowych aspektach sprzeczne – rzeczywistości. Jedną możemy nazwać Rzeczywistością Polityczną, chociaż wykracza daleko poza formalną politykę i obejmuje tradycyjne myślenie o gospodarce. Określa, co jest akceptowane w dyskursie ekonomicznym i społeczno-politycznym. Druga to Rzeczywistość Fizyczna: to, co istnieje w formie materii i energii, co jest możliwe zgodnie z prawami termodynamiki.

Przez dekady te dwie rzeczywistości rozwijały się niezależnie od siebie. Czasem się spotykają: politycy i ekonomiści opierają się na danych dotyczących mierzalnych fizycznych parametrów, a naukowcy zajmujący się rzeczywistością fizyczną formułują tematy i wyniki swoich badań w taki sposób, żeby miały one znaczenie z punktu widzenia społeczeństwa. Jednak biorąc pod uwagę istotne skutki, Dwie Rzeczywistości coraz bardziej oddalały się od siebie.

Wzrost gospodarczy ujawnia sprzeczności pomiędzy logikami Rzeczywistości Politycznej i Fizycznej. Zmiana klimatu sprawia, że pytania o Dwie Rzeczywistości w jednym świecie staje się naglące.

Głos Rzeczywistości Politycznej mówi nam, że wzrost gospodarczy jest konieczny. Potrzebujemy go, by stworzyć miejsca pracy; by ubodzy mogli wyrwać się z nędzy; by utrzymać postęp technologiczny, zapewnić zwrot z inwestycji, i zwiększyć przychody z podatków, dzięki którym usługi publiczne pozostaną (a w innych miejscach: staną się) dostępne. Potrzebujemy wzrostu nawet po to, by stawić czoła problemom związanym ze środowiskiem: trzeba pieniędzy, by wspierać ofiary katastrof naturalnych i opłacić przejście na odnawialne źródła energii. Tylko dzięki wzrostowi gospodarczemu możemy stać się na tyle bogaci, by stać nas było na rozwiązanie problemów, których źródłem jest wzrost w przeszłości. Również wzrost populacji powinien sie utrzymywać, bo to zasadniczy składnik sprzyjający wzrostowi PKB.

W królestwie Rzeczywistości Politycznej nikt, kto kwestionuje znacznie wzrostu nie będzie traktowany poważnie. Taka osoba nie może być odpowiedzialnym uczestnikiem ekonomicznych i politycznych dyskusji prowadzonych w głównym nurcie.

Nie zawsze tak było: jak wyjaśniłem w książce „The End of Growth”, i w krótkim eseju o historii konsumpcjonizmu, gospodarki przez rewolucją przemysłową opartą o paliwa kopalne rosły powoli lub wcale. Tania, skoncentrowana energia pozwoliła na przemysłową ekspansję i nadprodukcję, która z kolei położyła podwaliny pod konsumeryzm, globalizację i finansjalizację. Ekonomiści i rządy zaczęły oczekiwać wysokiego wzrostu i w oparciu o te przewidywana dążyć do spełniania coraz bardziej ekstrawaganckich obietnic.

Skutkiem tego było stopniowe narastanie zestawu powszechnie podzielanych przekonań, zbioru sztywnych, wewnętrznie spójnych zasad. Odstąp od nich, a spotkają cię łatwe do przewidzenia konsekwencje. Ilekroć osoba publiczna zademonstruje dystans wobec Rzeczywistości Politycznej przez kwestionowanie tego, że ciągły wzrost jest pożądany i możliwy, natychmiast traci uwagę mediów.

Jakże różna jest Rzeczywistość Fizyczna! Prosta arytmetyka pokazuje, że wzrost populacji i konsumpcji nie mogą trwać w nieskończoność. Gabor Zovanyi w książce „No-Growth Imperative” przedstawia prostą ilustrację: „Gdyby nasz gatunek składał się 10 tys. lat temu z pary ludzi, a liczebność wzrastałaby o jeden procent rocznie, ludzkość dzisiaj byłaby litą kulą mięsa o promieniu wielu tysięcy lat świetlnych, rozszerzającą się z prędkością o wiele większą niż prędkość światła”. Oczywiste jest zatem, że obecne tempo wzrostu światowej populacji na poziomie 1,1% rocznie nie może być trwałe w dłuższym okresie. Wzrost konsumpcji zderzy się z analogicznymi ograniczeniami.

Rzecz jasna, na długo zanim staniemy się litą kulą mięsa rozszerzającą się z prędkością światła i konsumującą galaktyki, osiągniemy punkt, w którym koszty dalszego wzrostu przewyższą realne korzyści. Te koszty dadzą o sobie znać jako rosnące ceny dóbr, dylematy związane z zanieczyszczeniem, utrata bioróżnorodności, upadające gospodarki, obniżający się standard życia i wzrastająca liczba i intensywność konfliktów w sytuacji, gdy narody i grupy społeczne będą walczyć o resztki.

Mnóstwo inteligentnych ludzi wiernych w pierwszej kolejności Rzeczywistości Fizycznej uważa, że zbliżamy się już do tego punktu.

Po obu stronach rzeczywistości można spotkać ludzi, którzy starają się szukać kompromisu. Jeśli zależy ci na środowisku, ale chcesz być też poważne traktowany przez polityków i ekonomistów, proponujesz, by szukać sposobów rozwijana gospodarki przy bardziej odpowiedzialnym traktowaniu środowiska w ramach „zielonego wzrostu”. Jeśli jesteś ekonomistą, politykiem, pracownikiem administracji rządowej albo prezesem firmy, i chcesz pokazać, że serio myślisz o przyrodzie, pokazujesz jak rozwiązać problemy związane ze środowiskiem nie poświęcając wzrostu: na przykład tworząc regulacje dotyczące zanieczyszczeń, promując „zielone” produkty, czy dopłacając do odnawialnych źródeł energii. Te projekty pomagają łagodzić niektóre z kryzysów wynikających z rosnącej liczby ludności i konsumpcji, ale jak do tej pory nie zdołały odwrócić ponurych trendów (ocieplenie klimatu, spadającą jakość wydobywanych rud minerałów, wyczerpywanie się paliw kopalnych, spadająca bioróżnorodność, …) i rozwiązać fundamentalnych sprzeczności pomiędzy Dwiema Rzeczywistościami.

W tym samym czasie wielu intelektualistów zanurzonych w rzeczywistości politycznego realizmu wzmacnia podział twierdząc, że fizyczne ograniczenia nie istnieją albo nie mają znaczenia – ze względu na obietnice przyszłego (teoretycznego) rozwoju technologicznego, substytucję zasobów, wzrost wydajności, dematerializację i „efemeralizację”. Ekonomista Julian Simon zbudował na tym swoją karierę, a jego najsławniejszy następca, Bjørn Lomborg, dumnie podtrzymuje tę tradycję. Rzeczywistość Fizyczna obala te argumenty, kiedy tylko są przedstawiane, ale wieść o tym nie może niestety przebić się zbyt daleko w świat Rzeczywistości Politycznej.

Oderwanie zatem trwa i pogłębia się.

Zmiana klimatu ma potencjał, by wymusić poważne zajęcie się sprawą. Oczywiście Realiści Polityczni ciężko pracują, by zapewnić, że świat może obniżyć emisję dwutlenku węgla ponosząc minimalne koszty, a nawet osiągając zyski (ostatni przykład: IPCC opublikowało raport, w którym głosi że świat opanuje kryzys klimatyczny kosztem „rocznego ograniczenia wzrostu o 0,04 do 0,14 punktów procentowych w skali stulecia”). Ale robią to świadomie przedstawiając zaniżone koszty, ignorując różnice w jakości energii, i przeszacowując potencjał alternatywnych źródeł, które mają zastąpić ropę w krytycznych obszarach transportu i rolnictwa (autorzy wspomnianego raportu IPCC robią wszystkie te rzeczy).

Klimatolog Kevin Anderson z Tyndall Centre na Uniwersytecie Wschodniej Anglii stwierdza jednak, że obniżenie emisji tak znacząco i szybko, jak tego rzeczywiście potrzebujemy doprowadzi do skurczenia się gospodarki: Anderson ocenia, że rozwinięte gospodarki powinny obniżać emisje o 10% rocznie, by oddalić katastrofę i stwierdza, że tak szybka redukcja byłaby „nie do pogodzenia ze wzrostem gospodarczym”. Co znaczące, pogląd ten podziela George Monbiot, ważna postać wśród zajmujących się klimatem dziennikarzy.

Biorąc pod uwagę złowrogie perspektywy, decydenci coraz poważniej zajmują się zmianą klimatu. Jeśli dojdzie do rzeczywistych działań, będziemy świadkami spotkania niepowstrzymanej siły i nieporuszalnego obiektu. Jeśli nie, okaże się że światowi przywódcy cenią sobie polityczny realizm wyżej niż fizyczne przetrwanie ludzkości.

Jak pogodzić Dwie Rzeczywistości? To jeden z centralnych problemów naszych czasów – i jeden z problemów, o których dyskutujemy najrzadziej.

Pomińmy przewidywalne odpowiedzi ze strony Fizycznych Realistów: „Prowadzicie nas do planetarnej katastrofy!” oraz Politycznych Realistów: „Chcecie sprowadzić nas powrotem do średniowiecza!”. Ten impas nie doprowadzi nas do rozwiązania.

Czy powinniśmy zatem uznać, że “prawda leży po środku”? Krótko mówiąc: nie. W starciu pomiędzy Rzeczywistością Fizyczną i Polityczną, ta druga musi ulec. Próby spotkania się po środku oznaczają porzucenie absurdalnych złudzeń prowadzących do zagłady świata na rzecz żałosnych złudzeń uniemożliwiających podjęcie przedsięwzięć, które mają szansę okazać się naprawdę skuteczne.

Nasza jedyna nadzieja na ograniczenie ludzkiego cierpienia i zamętu na skalę całych ekosystemu jeszcze w tym stuleciu opiera się na zmaganiu się z tymi ograniczeniami, które Polityczni Realiści, nie licząc się z kosztami, chcą ukryć lub ignorować. Ich wpływ na percepcję i przekonania opinii publicznej w tym względzie zagrażają wszystkiemu, co jest nam drogie. Już wkrótce zwiedzione masy będą zmagać się się z konsekwencjami działań, które były szalone od samego początku, ale mimo to były oklaskiwane i racjonalizowane przez niemal wszystkie osoby publiczne.

Istnieją dobre argumenty za tym, że jest za późno, by zmienić trendy wzrostu populacji, konsumpcji i zanieczyszczeń, zatem najlepsze co mogą zrobić ci z nas, którzy uznają istnienie Rzeczywistości Fizycznej to inteligentna adaptacja do nadchodzącej fazy upadku: próby zbudowania odporności na daleko posunięte zmiany [resilience], która da szansę nam i naszym wspólnotom na przetrwanie nadchodzącej nawałnicy (w sensie dosłownym i przenośnym!). Inne stanowisko głosi, że powinniśmy starać się robić co w naszej mocy, by osłabiać te trendy, tak, aby przetrwanie w przyszłości było łatwiejsze dzięki zmniejszeniu szkód wyrządzonych ekologicznym systemom, od których zależy życie przyszłych pokoleń. Sądzę, że obydwa stanowiska są słuszne.

Potrzebujemy rozwiązań, które ograniczą ludzkie cierpienie, oddalą najgorsze środowiskowe skutki, i doprowadzą ostatecznie do stworzenia trwałej i prosperującej ludzkiej kultury opartej o ustabilizowane ekosystemy.

Odłóżmy na razie na bok zastrzeżenia “już jest za późno” i “nie jesteśmy w stanie”. Jaką strategię należy przyjąć, by przeorientować społeczeństwa na Rzeczywistość Fizyczną, unikając przy tym zbiorowej depresji, tak by optymalna ścieżka „zmniejszania” mogła być realizowana?

Na obecnym etapie poniższe rekomendacje nie są niczym więcej niż teoretyczną listą życzeń. Jednak na wypadek, gdyby na przykład w Fundacji Gatesów (jedynej prywatnej organizacji charytatywnej, która posiada wystarczające środki, by osiągnąć wiele z poniższej listy) ktoś przeczytał poniższy artykuł i przebudził się do Rzeczywistości Fizycznej, przedstawiam kilka pomysłów, które mogą pomóc uniknąć tego, co najgorsze.

Zacznijmy od budowania szerszej zgody co do tego, co należy robić w samym obozie fizycznych realistów. Następnie poszukujmy strategicznych sojuszy. Polityczni realiści różnią sie między sobą, a ci, którzy zaprzeczają zmianie klimatu oraz ewolucji są na jednym skraju spektrum. Powinniśmy być otwarci na dialog z tymi, którzy są bliżej realistów fizycznych, spokojnie podkreślając wagę granic wzrostu i jednocześnie szukając kwestii, które mogą nas łączyć. To pomoże tej rozsądnej grupie pracować od środka i przekształcać Rzeczywistość Polityczną, aż stanie się bardziej podobna do Rzeczywistości Fizycznej.

Znajdźmy środki na publiczną edukację w zakresie krytycznego myślenia. „Niewygodna prawda” i „Kosmos” odegrały ważną rolę, ale potrzebujemy czegoś na znacznie większą skalę i kontynuowanego przez lata; działającego zarówno przez lekcje w szkołach, jak i telewizję, YouTube, i media społecznościowe; podnosząc problem wzrostu populacji i konsumpcji oraz zwiększając wiedzę matematyczną, dotyczącą ekologii i zmiany klimatu.

Sfinansować działania na rzecz planowania rodziny dostosowane do różnych kultur, szczególnie w miejscach o wysokim współczynniku urodzeń.

Już dziś istnieją ruchy działające na rzecz ułatwiania jednostkom i wspólnotom adaptacji do wymogów post-wzrostowej i post-węglowej gospodarki: lokalne gospodarki, Transition Towns, Slow Food and Money, ruch na rzecz dobrowolnej prostoty i wiele innych. Wymagają znacznie większego wsparcia.

Tego rodzaju ruchy zazwyczaj tonują krytykę dotyczącą problemów systemowych, z którymi zmaga się nasze społeczeństwo – szczególnie imperatyw wzrostu wbudowany w nasz system finansowy, gospodarczy i monetarny – bo to kwestie zbyt rozległe, by sprostać im mogły lokalne inicjatywy. Wyłaniający się dyskurs dotyczący alternatywnych gospodarek, włączając w to ekonomię szczęścia i alternatywne wskaźniki gospodarcze oraz ruchy na rzecz post-wzrostu zaczynają wypełniać tą lukę. Ten dyskurs również wymaga wsparcia i rozwinięcia, biorąc pod uwagę, że celem ma być zarówno zmiana ekonomii (rozumianej jako dziedziny teoretycznej), jak i rzeczywistej gospodarki.

Jednocześnie think-tanki powinny pracować na rzecz proponowania i promowania polityk publicznych, które pomogą gospodarstwom domowym i instytucjom przystosować się do rzeczywistości kurczącej się gospodarki. Może to być na przykład wprowadzenie kwot na korzystanie z energii albo rozwój nieformalnego uczenia się praktycznych umiejętności lokalnego wytwarzania i naprawiania potrzebnych do życia produktów, czy wsparcie lokalnie dystrybuowanej energii odnawialnej; inwestowanie w publiczny, oparty na elektryczności transport; zastępowanie importu i dążenie do relokowania odpowiednich gałęzi przemysłu.

W ramach kurczącej się gospodarki nierówności dochodowe i majątkowe staną się palącą kwestią polityczną i społeczną. O ile nie wprowadza się korygujących ten stan rzeczy polityk, ci którzy cieszą sie uprzywilejowaną pozycją z czasem sięgają po coraz większą część dostępnego bogactwa, podczas gdy ci na dole wpadają w coraz większą nędzę. Pierwszym krokiem do wyjścia z tej sytuacji byłoby opodatkowanie operacji finansowych, spadków, wysokich dochodów i dóbr luksusowych, zaś uzyskany w ten sposób dochód budżetowy przeznaczyć by można na rozwój infrastruktury związanej z energią odnawialną, przeprojektowanie systemu wytwarzania i produkcji żywności w stronę znaczącego obniżenia zależności od ropy i wsparcie dla wysiłków biedniejszych do przystosowania się do nowych warunków. Tego rodzaju działania muszą być rozwijane w skali kraju i w skali globalnej, przy zapewnieniu odpowiedniego finansowania i wsparcia ekspertów.

Przechodząc do sprzeciwu: „Już za późno na takie działania”, „Nie jesteśmy w stanie tego zrobić”. Te głosy są przekonujące. Wprowadzenie w życie działań z powyższej listy (którą można by przecież znacząco rozbudować) rzeczywiście wydaje się bardzo trudne. Ale nawet niewielki postęp w każdym ze wskazanych obszarów może pomóc nam zmienić trajektorię upadku i zwiększyć nasze szanse na osiągnięcie pożądanego efektu.

O ile Polityczni Realiści mają problem z życiem w świecie iluzji, kłopotem wielu Realistów Fizycznych jest poczucie porażki, a nawet paraliżujące przerażenie. Dlatego mam dla nich kilka słów, które mogą podnieść na duchu (a piszę je również z myślą o sobie). Stawka jest zbyt wysoka, by poprzestać na cynicznym upewnianiu się, że to my mamy rację, a oni się mylą. Tak, straszliwe konsekwencje wzrostu z przeszłości są nieuniknione: kształt dzisiejszej Rzeczywistości Fizycznej jest dany. Jednak jutro, przynajmniej w jakimś stopniu, wciąż zależy od nas.

Two realities, tłumaczenie: Agata Stasik

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly