Minister środowiska chce oczyścić Polskę ze śmieci i uchronić ją od unijnych sankcji. By to zrobić, musi wywrócić do góry nogami rynek odpadów. I tego właśnie boją się przedsiębiorcy
Czytaj komentarz Artura Włodarskiego: „Rewolucja śmieciowa: jestem za, nawet bardzo”
Boją się, że wypadną z gry. Że gdy gminy wezmą odpady na siebie (teraz o losach swoich śmieci decydują mieszkańcy), garstka dużych firm wyprze ławice małych, skazując je na zagładę. Dlatego przedsiębiorcy nie chcą „rewolucji”, a wrogiem numer jeden uczynili ministra środowiska. A kiedy spostrzegli, że śmiałe ministerialne plany mogą liczyć na sejmową aprobatę, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami oraz Pracodawcy RP rozpoczęły walkę o obecność w mediach, które ich zdaniem „promują tylko rządowy punkt widzenia”. Obawy, uwagi i zastrzeżenia przedsiębiorców do nowej ustawy odpadowej można sprowadzić do siedmiu punktów. Do każdego ustosunkowuje się minister środowiska Andrzej Kraszewski. Czyja racja zwycięży? Ministra, który „walczy o czystą Polskę”, czy przedsiębiorców, którzy, jak twierdzą, „walczą o przetrwanie”?
Przedsiębiorcy: Władza publiczna chce zawłaszczyć rynek odpadów warty 5 mld zł rocznie. Chce wyrugować z niego prywatnych przedsiębiorców. Chce mieć swoje spółeczki, w których będzie mieszać etatami. To jest sedno tej reformy i całego sporu.
Minister środowiska Andrzej Kraszewski: Ktoś myli środki z celami. Zobaczmy, jak czysto jest w Niemczech, Szwecji i Szwajcarii. Chcemy, by i u nas było podobnie. I będzie. Warunek – musimy wdrożyć taki sam model gospodarki odpadami. Model, w którym za gospodarkę odpadami komunalnymi odpowiada gmina. Wtedy stanie się jasne, kto na terenie gminy odpowiada za czystość, kto odbiera odpady i co się z nimi dzieje. Bo chodzi nie tylko o to, by odpady odbierać, ale też, by trafiały tam, gdzie powinny. Czyli przede wszystkim do sortowni i odzysku, a nie na wysypiska, jak dotąd. Chcemy, żeby system był prosty, przejrzysty, szczelny i łatwy do kontrolowania. Gminy będą mieć możliwość sterowania strumieniem odpadów, by zniknęły z naszego krajobrazu. I to jest sedno tej reformy. To jest jej cel.
Przedsiębiorcy: Rząd, a w tym wypadku minister środowiska, chce ograniczyć wolny rynek. Efekt? Zdrową konkurencję zastąpi monopol. Gminy będą masowo tworzyć własne spółki i powierzać im odpady bez przetargu.
Więcej: Wyborcza.pl








