Ocieplenie ziemskiej atmosfery przyspiesza. Choć jest to w dużej mierze spowodowane przez El-Niño, to globalne ocieplenie ma wpływ także na to, co dzieje się na Pacyfiku. Przez ostatnie lata wody światowego oceanu chłonęły ciepło w rekordowym tempie. Powierzchnia oceanów staje się coraz cieplejsza. Ponadto, jak pokazują ostatnie dane ujemna faza Pacyficznej Oscylacji Dekadowej się skończyła. Oznaki jej zakończenia notowano już w styczniu 2015 roku. Ta faza zakończyła się, a oznaką jej końca jest rekordowo silne El Niño – tegoroczna anomalia temperatur powierzchniowych wód wschodniego Pacyfiku jest rekordowo silna, co też jest pokłosiem nagrzewania się wód oceanów.
Listopad 2015 roku był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów. Temperatura na Ziemi była o 1,05oC wyższa niż średnia z lat 1951-1980. To już drugi tak wyjątkowo ciepły miesiąc. Co więcej, w stosunku do początków XX wieku listopad na Ziemi był cieplejszy aż o 1,3oC. To już są warunki termiczne podobne do tych, jakie panowały w 120 tysięcy lat temu, w interglacjale eemskim.

Temperatury w ostatnich dekadach rosną konsekwentnie, bez względu na to, jaka jest faza na Pacyfiku. Rekordowe roztopy w Arktyce w latach 2007-2012 też się do tego przyczyniły, prowadząc do pochłonięcia przez Ziemię dodatkowych porcji energii.

Ten rok jest najcieplejszym w historii pomiarów (0,84oC względem średniej z lat 1951-1980), przebija 2010 rok o 0,12oC .
Dalsza kontynuacja tego, co obecnie robimy oznaczałaby, że powinniśmy się szykować na świat nie o 2°C, lecz o 4 a nawet 6°C cieplejszy do końca tego wieku. Tak dla przypomnienia – pomiary paleoklimatyczne pokazują, że 450 ppm to granica między światem wolnym od lodu i tym, na którym jest lód. W obecnym tempie osiągniemy ją za niecałe 20 lat.








