Złoto zrobiło istotny krok milowy, przełamując barierę 1600 dolarów. Ale tak, jak pewne jest, że mówimy o tym w tym tygodniu, tak samo pewne jest to, że będziemy jeszcze mówić o kolejnym studolarowym skoku ceny, ponieważ światowi inwestorzy szukają bezpiecznej przystani dla swoich inwestycji.
Dzieje się tak dlatego, że rok 2011 jest pełen kryzysów zaufania na całym świecie i nie wiadomo, co nas jeszcze czeka.
A krótko mówiąc, kryzys jest dla ceny złota czymś podobnym do tego, czym są zapałki dla sztucznych ogni. Wystarczy zapalić jedną, a sztuczne ognie już eksplodują.
Poważne problemy gospodarcze w Europie i Stanach Zjednoczonych stoją za ostatnią zwyżką ceny złota, którą odnotowano od 1 lipca. Grecja, Irlandia, Portugalia i Włochy walczą z ogromnymi problemami, a jednocześnie Stany Zjednoczone tkwią w partyjnym martwym punkcie, gdyż Waszyngton nie może uzgodnić porozumienia zmierzającego do podniesienia pułapu zadłużenia federalnego. Limit zadłużenia USA obecnie wynosi 14,29 biliona dolarów i ma być ostatecznie osiągnięty 2 sierpnia. Jeśli Kongres nie podniesie do tego czasu górnej granicy, Waszyngton nie będzie miał funduszy na wypłaty należności, odsetki skoczą w górę, a wartość dolara spadnie.
Jeśli te problemy zostaną nierozwiązane, jak zachowa się cena złota?
Pójdzie w górę – mówi Puru Saxena, dyrektor generalny Puru Saxena Wealth Management w Hongkongu.
– Złoto zaczęło teraz nowy wyścig i nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył ceny 1750 do 1800 dolarów do końca tego roku. Przyszłej wiosny cena złota może być jeszcze wyższa.
A za to wszystko podziękować możemy właśnie kryzysom zaufania, które podkopały wiarę inwestorów. Od początku roku 2011 rosnąca cena złota idzie śladem politycznych, naturalnych i ekonomicznych nawałnic i burz.
Od końca stycznia do marca złoto podskoczyło blisko 8 procent. W tym czasie masowe demonstracje w świecie arabskim zwiększyły obawy o dostawy ropy na całym świecie.
W ciągu miesiąca od 11 marca, czyli dnia historycznego trzęsienia ziemi i tsunami, cena złota poszła w górę o ponad 10 procent, ponieważ rynki przeżywały szok związany z trzecią największą gospodarką świata.
A od 1 lipca do dzisiaj, czyli w czasie, kiedy Waszyngton prowadzi głośny polityczny spór o poziom swojego zadłużenia, a Europa nadal boryka się z zadłużeniem, cena złota poszła o kolejne 8 procent.
Zaledwie trzy miesiące temu, 20 kwietnia, złoto przełamało swoją ostatnią studolarową barierę 1500 dolarów za uncję. Jeśli kolejny kryzys zaufania pojawi się w drugiej połowie roku, wtedy prognozy Saxeny rzeczywiście mogą się spełnić.
Poniżej jeden scenariusz, który nie jest wcale tak bardzo nierealny:
Jeśli pułap zadłużenia Stanów Zjednoczonych nie zostanie podniesiony do 2 sierpnia, światowe rynki zadrżą i złoto pójdzie w górę. To spowoduje niższą ocenę ratingowe dla USA – i znowu złoto pójdzie w górę. Agencje ratingowe Moody’s oraz Standard & Poor’s umieściły już ocenę wiarygodności kredytowej USA na liście obserwacyjnej z możliwością obniżenia. Wtedy dolar będzie słabszy… i złoto pójdzie w górę.
– Tak długo, jak długo rządy będą wspierać niewypłacalnych, a banki centralne będą drukować pieniądze i utrzymywać odsetki na sztucznie tłumionym poziomie, tak długo ceny metali szlachetnych będą w cenie – dodaje Saxena.
Czy zatem za późno jest już na to, by inwestować w złoto, zanim wykona ono swój kolejny skok?
Jeśli jesteś niedźwiedziem i wierzysz, że światowe finanse jeszcze bardziej się pogorszą, zanim się poprawią – i jeśli masz luźnych 1600 dolarów za uncję – wtedy masz już swoją odpowiedź.
Źródło: onet.pl








