Raz na pewien czas na dużym ekranie zagości dzieło, które warte jest więcej niż miliony słów. Łowca Androidów 2049, będący kontynuacją kultowego już filmu z lat 80, jest właśnie tym, o czym piszę. Wbrew pewnemu odruchowi, który recenzję tego barwnego widowiska kazałby umieścić w miejscu zajmującym się kulturą, publikuję go tam, gdzie trafić powinien, czyli w przestrzeni poświęconej środowisku, technologii i perspektywom rozwoju. Pierwsze co na temat łowcy musimy zrozumieć to błąd jakim jest nadana mu kategoria, fantastyka naukowa. Więcej ma raczej wspólnego z tym drugim niż pierwszym. Nie wymysł, a ostrzeżenie przed konsekwencjami naszego stylu życia ukazane w kadrze ponurego i iście martwego roku 2049. Recenzja – zaproszenie do kin, pióra Michała Andrzeja Michałowskiego.
Przyszłość nie wygląda kolorowo, no może poza ogromnymi reklamami produktów mających oderwać konsumenta od rzeczywistości. Za równe 32 lata od teraz Łowca ukazuje nam zdewastowane oblicze naszej planety, na której wbrew proroczym opiniom wielu moich przyjaciół dalej egzystuje ludzkie życie, a nawet rozwija się, budując pozaziemskie kolonie. Niemniej rozwijanie się jest tutaj ograniczone jedynie do technologicznego aspektu naszej cywilizacji, bo poza tym wszystko inne upadło. Kolaps nadmiernie eksploatowanych ekosystemów doprowadził do zagłady zwierząt i roślin, zmieniający się klimat wymusił budowę ogromnych murów oddzielających metropolie od napierających wód, a niegdyś tętniące życiem miejsca jak Los Angeles zamieniły się w wysypisko śmieci.
Społeczeństwo znalazło się w stanie rozkładu. Moralnego, biologicznego i psychicznego. Bogate korporacje kontrolują prawo i porządek, androidy replikanci są trudni do odróżnienia od człowieka, a słabnące relacje międzyludzkie zastępuje kochająca sztuczna inteligencja. Łowca to oczywiście bogata w barwy, obrazy i psychodeliczne dźwięki rozrywka filmowa, ale poza tym prezentuje już nie tak zabawną wizję najbliższych dekad. Czy pokazuje ona coś nieprawdziwego? Czy nie jest to raczej finał historii, którą obecnie piszemy? Nadużywanie środowiska, słabnący kręgosłup moralny, konsumpcja zastępująca rozsądek? Towarzysząc głównemu bohaterowi, oficerowi K, zagłębiamy się w świat, który nie przetrwał upadku, ale rozłożył go na raty.
Ciągnące się po horyzont elektrownie słoneczne z ogromnymi skąpanymi w świetle wieżami. Miły zwiastun przyszłości, w której dostrzeżono wysoki potencjał odnawialnej energetyki, ale ewidentnie za późno. Drzewa zniknęły, zabawkowy konik z prawdziwego drewna wywołuje zaciekawienie, zamiast zboża uprawia się robaki, zapewne z powodu wyczerpania zdolności gleby, a samo powietrze skąpane jest w kurzu, pyle i nie wiadomo jeszcze toksycznym czym. Może DiCaprio w swoim dokumencie pokazał problemy, ale Scottowi nie można odmówić tego, że z wizualizował idealnie, do czego te prowadzą.
Oficer K zabiera nas w coś jeszcze więcej niż wyprawę przez zdewastowany świat 2049 roku, bo na wykład o moralności, w której widz jest zarówno słuchaczem, jak i przemawiającym. Posthumanizm dzisiaj dopiero raczkuje, pojawia się przy temacie inżynierii genetycznej, tworzeniu lepszego dziecka czy prezentacji nowoczesnych protez. Z każdym kolejnym rokiem jesteśmy jednak bliżej potrzeby szukania odpowiedzi na pytanie, gdzie kończy się i zaczyna człowiek. Granica jak pokazuje ją Łowca, jest raczej linią nakreśloną patykiem na piasku, a ta ma tendencje do zmiany. Może, zamiast czekać, już dzisiaj spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie? Postępująca politycznie dehumanizacja wielu grup społecznych, odmawianie praw zwierzętom i kreowanie idealnej jednostki wymagają od nas podjęcia się tego filozoficznego trudu teraz.
Łowca to nie tylko dobre kino, a ostrzeżenie. Kontrastujące ze sobą obrazy mają zbudzić umysł do działania. Potrzebujemy go bardzo.
Michał Andrzej Michałowski / Fundacja Nowe Perspektywy, REO.pl











