ArtykulyPowiązania

Punkt zwrotny – dzikie jest piękne, Ogień, czyli moja energia

Część druga – Punkt zwrotny – dzikie jest piękne

W tych trudnych czasach, w których przyszło nam żyć, coraz częściej zadajemy sobie zasadnicze pytania o to, jak nasze życie ma wyglądać. Co jest ważne, a co nie? Na czym polega prawdziwe szczęście? Jak żyć w zgodzie z tym, co nas otacza? Jak sobie radzić z codziennością, by nie zaprzepaścić szansy na pełne życie i nie ulec pokusie szaleńczego pędu, do którego zachęca nas współczesny świat?

Ryszard Kulik - Ziemia mój jedyny dom

Ryszard Kulik Ziemia mój jedyny dom

Wszystkie te pytania pozwalają Ci szerzej otworzyć oczy i zobaczyć to, co rzeczywiście dzieje się wokół nas. Pozwalają zdać sobie sprawę z tego, że piękne życie wymaga osobistego zaangażowania i odpowiedzialności, w której własny dobrostan łączy się z dobrobytem innych ludzi oraz pozaludzkich form życia.

Ale żeby zadać sobie te wszystkie pytania i dać sobie szansę na lepsze życie, trzeba wpierw poczuć swój kamyk w bucie, doświadczyć pułapki, w jakiej wszyscy tkwimy. Ziemia cały czas do nas coś mówi poprzez różnorodne objawy kryzysu środowiskowego, opisywane w pierwszej części książki. Teraz, kiedy już wiemy, że jesteśmy w jakiejś ślepej uliczce i doświadczamy bólu życia, możemy odwołać się do mądrości, która przerasta nasze ograniczone umysły.

Doświadczając bólu mamy szansę odbić się od dna i zwrócić się ku temu, co stanowi podstawę naszej egzystencji. W systemie życia, w planetarnym cudzie egzystencji nieprzerwanie trwającym od ponad 3 mld lat możesz znaleźć inspirację, wskazówki oraz odpowiedzi na pytania, których nawet jeszcze nie byliśmy w stanie zadać. Bardzo blisko nas, codziennie, nieopodal, pośród szumiących drzew, w korytach rzek, w glebie pod naszymi stopami, w sunących po niebie chmurach, dzieją się niezwykłe rzeczy, które mogą nas nauczyć spraw najważniejszych, od których zależy nasze życie. Niestety kultura, jaką stworzyliśmy oduczyła nas wnikliwie obserwować i słuchać tego największego nauczyciela, jakim jest Natura. Zamiast tego mądrości szukamy w książkach, w telewizji, w szkołach, ale tam najczęściej dostajemy tylko kolejne informacje. Informacja i wiedza nie przekładają się na mądrość. Ta pojawia się w bezpośrednim kontakcie z Mistrzem, którego pokornie i w milczeniu słucha się, stopniowo odkrywając w sobie to, co do nas mówi.

Dlatego tak ważne jest, byśmy otworzyli się na mądrość, która płynie do nas nieprzerwanie ze strony świata przyrody. Dwa i pół tysiąca lat temu filozofowie w starożytnej Grecji próbując zrozumieć świat i własne życie skierowali swą uwagę na najbardziej podstawowe fakty dotyczące tego, co ich otaczało oraz ich samych. Słońce daje ciepło i światło, bez którego nic nie może istnieć, ziemia jest matką wszelkiego życia, bo to z niej wszystko wyrasta, woda jest wszędzie, w każdej istocie, a tam, gdzie jej nie ma, nie ma też życia i w końcu powietrze jest źródłem oddechu, który jest tożsamy z życiem. Te cztery elementy tworzą wszystko, co jest. Zrozumienie ich jest odkryciem tajemnicy życia.

Dzisiaj nazywamy tych filozofów naiwnymi uważając, że prawdziwa wiedza i mądrość polega na wyrafinowanych intelektualnych łamigłówkach. Dzisiejsi filozofowie bardzo daleko odeszli od życia zagłębiając się w abstrakcyjne rozważania, ale tak naprawdę od tysięcy lat nic się nie zmieniło: Ziemia w dalszym ciągu kręci się wokół Słońca, które ciągle dzieli się swoją energią zasilając życie, woda dalej płynie korytami rzek i spada w postaci deszczu karmiąc sobą wszystko, co żyje, a powietrze przenikając każdą istotę pozwala nam oddychać i żyć. Nic się nie zmieniło, bo dalej wszystko zależy od tych czterech żywiołów, dalej nimi jesteśmy. Zmieniliśmy się może tylko my, bo zaczęliśmy uważać, że jesteśmy panami życia i nie potrzebujemy tych wszystkich naiwnych i śmiesznych darów natury. Zawsze sobie jakoś poradzimy, a jak będzie źle, to naukowcy z pewnością coś wymyślą.

Tak czy owak, dzisiaj doświadczając własnego kamyka w bucie kierujemy swoją uwagę do tych prastarych nauczycieli i pierwszych intuicji ludzkich, które sprowadzają nasze życie na właściwe tory.

Czego możesz się tutaj nauczyć? Jaką mądrością chce się z nami podzielić świat? Czy w tym, co mówią do nas cztery żywioły jest rozwiązanie naszych ludzkich dylematów i problemów? Zapraszam cię do wnikliwego słuchania tego, co mówi do nas świat przyrody, do odkrywania jego piękna i zachwycania się prostotą zjawisk i codziennych doświadczeń. Tam właśnie kryje się tajemnica pełnego życia, które nie wymagając wiele, potrafi docenić piękno zwykłych zdarzeń.

Dzikość jest piękna. Bez udawania, bez podtekstów, bez różnych gierek. Tylko to, co jest. Niewymuszona prostota dzikiego świata jest najwspanialszym darem, który możemy z wdzięcznością przyjąć. Czy jesteś na to gotowy?

Pozwól sobie na odkrywanie świata, na odkrywanie siebie. Własnej prawdziwej Natury.

Ogień, czyli moja energia

Siedzę przy ogniu. Przyjemne ciepło głaszcze moją skórę. Wyciągam ręce na bezpieczną odległość, by czerpać tę ożywczą energię z żarzących się polan. Płomienie skaczą i tańczą przewrotnie, a w samym środku ogniska tętni jego żarliwe serce. Wpatruję się w płomienie, w te niezwykłe żółto-pomarańczowe języki głaszczące, zdawałoby się niewinnie, powietrze. Czym jesteście? Czym jesteś ogniu? Tęgi umysł naukowca z pewnością zdołałby odpowiedzieć na to pytanie odwołując się do procesu spalania, utleniania, w którym cząsteczki gazów zamieniają się w to, co widzimy pod postacią płomienia. Ale jakoś nie zadowala mnie ta odpowiedź. Czyż w tych słowach, równaniach chemicznych jest rzeczywiście odpowiedź na te niezwykłe doświadczenia kontaktu z płomieniem? Czy liczby mogą wyjaśnić to, co jest w istocie tak żywe i niezwykłe? A może lepiej zamilknąć i pobyć z tym ogniem i jego tajemnicą bez słów, bez koncepcji, ciesząc się tą prostą chwilą, czystym byciem przy ogniu?

Spoglądając głęboko w te płomienie dostrzegam Słońce. Czując ciepło ognia na swojej skórze, doświadczam słonecznego ciepła. To w końcu jego promienie (razem z wodą i jeszcze wieloma innymi istotami) stworzyły tę gałąź, która teraz tli się w ognisku. To Słońce swoim światłem i ciepłem pozwoliło drzewu rosnąć i zamieniać to, co ulotne i świetliste na to, co grube i materialne – żywe komórki drzewa. Teraz to w nich zaklęta jest ta słoneczna tajemnica uwalniana przeze mnie tutaj przy ognisku.

Dotykam swoich dłoni. Są ciepłe. Ale to nie tylko ten zewnętrzny ogień je ogrzewa. W końcu całe moje ciało jest ciepłe. Jest niezmiennie ciepłe. Wewnątrz mnie również pali się ogień, wprawdzie nie jest on tak parzący jak ten, przed którym teraz siedzę, ale mimo wszystko noszę w sobie ciągle to palenisko, w którym tli się moje ciepłe życie. Dokładam do niego codziennie kilka razy paliwa, by ogień nie zgasł. Moje posiłki, jedzenie, które przyjmuję są dla mnie paliwem, które spalam w moim wewnętrznym piecu. Gdy patrzę wnikliwie na talerz z obiadem po raz kolejny widzę w nim kawałek Słońca. Te ziarna, rośliny, warzywa, które na nim się znajdują są promieniami Słońca tutaj na Ziemi, przede mną. Biorę je i zjadam, by za jakiś czas zamieniły się w to, co stanowi ich źródło, czyli słoneczne ciepło – energię.

Całe moje życie przeniknięte jest tą energią, każdy mój ruch, każdy krok jest wspomnieniem Słońca, dzięki któremu to wszystko jest możliwe. Czy w tym słonecznym poemacie ciepła i światła występuję tylko ja? Nie, gdziekolwiek się nie rozejrzę widzę, że wszystko, co żyje, czerpie z tego nieskończonego źródła swoją siłę i moc zamienianą też na tkanki własnego ciała. Drzewo po swojemu zamienia Słońce na celulozę, glon pływający w morzu na swoje strzępiaste ciałko, a ja po swojemu na swoje ludzkie komórki.

Nic, co żyje nie jest w stanie istnieć bez Słońca bezpośrednio lub pośrednio. Może właśnie dlatego Słońce było pierwszym bogiem człowieka. Było pierwszą istotą, której człowiek oddawał cześć, którą prosił o dobre plony i o przeżycie. Prometeusz wykradający ogień bogom podarował ludziom bodaj największą tajemnicę wszechświata. Ten kawałek boskiego ciała pod postacią płomienia pali się dzisiaj w niezliczonych świątyniach wszystkich chyba religii przywołując to prastare wyobrażenie nadprzyrodzonej istoty, która codziennie wschodzi po to, by ogrzać i rozświetlić cały świat.

Światło, światłość, przejrzystość, jasność, te wszystkie językowe określenia przywołują nasze najbardziej pierwotne intuicje, w których to, co dobre, korzystne, przyjemne kojarzy się ze Słońcem i jego życiodajną jasnością. Tam, gdzie jest światło, jest właściwe życie. W mroku i ciemności gubimy się, czujemy się niepewnie, towarzyszy nam lęk. Te wszystkie negatywne uczucia dosłownie pryskają jak bańka mydlana z pierwszym promieniem Słońca, dającym upragnioną jasność.

Kolisty obraz tarczy słonecznej oraz wędrówka Słońca po niebie w cyklu dobowym i rocznym przywołuje niezmiennie doskonałą figurę jaką jest koło. To nie człowiek wymyślił koło. Jest ono bowiem kolejnym prezentem danym nam przez naszego słonecznego ojca.

Cykliczność procesów życiowych wpisująca się w kolisty porządek natury, w całości zależy od Słońca. Dzień i noc, cztery pory roku, to wszystko zależy od naszego Słońca, które ostatecznie podpowiada nam, że nic się nie kończy, a wszystko się powtarza. Koło nie ma początku i końca. Koło nie zna lęku przed tym, że coś bezpowrotnie odchodzi, ponieważ wszystko powtarza się i niezmiennie trwa. Po nocy zawsze przychodzi dzień, a po zimie wiosna. Ten odwieczny porządek natury wyznaczony słonecznym zegarem dozującym ilość światła i ciepła był dla naszych przodków nie tylko wskazówką, jak należy radzić sobie z życiem (jak uprawiać ziemię), ale też podstawą ważnego duchowego wglądu. Życie człowieka przypomina wędrówkę Słońca w ciągu doby lub w ciągu roku. Rodzimy się, wzrastamy, dojrzewamy, mamy swój szczytowy czas, swój ludzki zenit, po którym stopniowo wycofujemy się, zamieramy, aż w końcu odchodzimy w ciemność lub zimę, ale tylko po to, by znów się odrodzić i w kolejnym cyklu wędrować przez życie podobnie jak Słońce. Słoneczna cykliczność daje obietnicę nieśmiertelności przy zmieniających się formach, co przynajmniej częściowo może redukować nasz lęk przed śmiercią, która z tej perspektywy nie jest widziana jako koniec drogi. Bo w słonecznej rzeczywistości nic nie ma końca, jest jedynie czas odpoczynku, czas snu, po którym życie ponownie wzrasta i rozkwita.

Zachody i wschody Słońca. Wiosenna i jesienna równonoc oraz letnie i zimowe przesilenia, to niezwykłe kotwice, dzięki którym nasi przodkowie potrafili namacalnie doświadczyć przynależności do kosmicznego porządku. Mogli poczuć, że Słońce jest ich Ojcem, który troszczy się o nich i który dzieli się prawdziwą mądrością ucząc życia wolnego od lęku z pełnym zaufaniem do cyklicznego procesu będącego podstawą życia.

Dzisiaj wydaje się, że to wszystko są naiwne zabobony. Utraciliśmy tę kolistą, słoneczną mądrość na rzecz linearnego, progresywnego porządku. Nasz świat przestał być kołem, stał się linią prostą, która prowadzi nasze myślenie na manowce. Trzeba się rozwijać, trzeba iść do przodu, trzeba mieć więcej, trzeba, by wskaźniki rosły (najlepiej w nieskończoność). W tym linearnym, ludzkim porządku ciągle czai się lęk i niepewność. Gdzie mamy dojść, gdzie jest koniec, z pewnością jest jakiś koniec, który napawa nas przerażeniem. Początek i koniec to dwa pojęcia, które odbierają nam spokój umysłu i fabrykują ciągły lęk.

Zapytajmy Słońca, czy trzeba gdzieś tak gnać, tak miotać się i zamartwiać. Wsłuchajmy się w tę prastarą mądrość i zobaczmy nasze życie z tej perspektywy. Nie ma niczego, do czego musielibyśmy tak intensywnie, bez umiaru dążyć. Wszystko będzie w swoim czasie, w swoim rytmie wyznaczonym przez porządek dużo większy niż ten, który my ludzie ustanawiamy. Cały czas jesteśmy zależni od tego porządku i dobrze byłoby, gdybyśmy potrafili się z nim zestroić i zgodnie z nim żyć.

Ten rytm niezmiennie od miliardów lat powtarza „nie ma lęku”, „nic się nie kończy i nie zaczyna”.

Dlatego tak ważne jest byśmy codziennie praktykowali wschody i zachody Słońca, byśmy przypominali sobie, na czym w istocie polega życie, nabrali większego dystansu i pokory wobec tego, co się wokół nas dzieje. Wielu z nas z pewnością pamięta te szczególne chwile, kiedy słoneczny dysk pojawiał się nad horyzontem rozpoczynając kolejny dzień lub gdy niknął w morzu lub za wzniesieniem w widowiskowej feerii barw. Jakże piękne są to widoki, ale też jakże niezwykły spokój i harmonię ze sobą niosą. Gdybyśmy potrafili codziennie tak zaczynać i kończyć dzień, może nasze życie nabrałoby większej równowagi. Nawet jeśli jest to dla Ciebie trudne, to warto po przebudzeniu i przed zaśnięciem poświęcić kilka chwil na tego typu refleksję, by na powrót znaleźć się na właściwych torach.

Jeśli zaś chcesz jeszcze bardziej pogłębić to doświadczenie, możesz podążyć śladem naszych praojców i szczególnie traktować czas przesileń i równonocy, tych czterech niezwykłych punktów w roku, kiedy Słońce ma nam do przekazania najważniejsze nauki.

Czego Słońce możesz nas jeszcze nauczyć?

Jak prawdziwy ojciec wobec własnych dzieci, Słońce dzieli się z nami tym, co ma najlepszego, czyli sobą. Wypromieniowuje energię, którą my przyswajamy na wiele rozlicznych sposobów. Słońce nie oczekuje niczego w zamian, daje, bez żadnych warunków. Mało tego, świeci zarówno na tych, których cenimy i traktujemy jako godnych słonecznej nagrody, jak i na tych, którzy w naszym przekonaniu są złoczyńcami. Podobnie jest w świecie roślin i zwierząt. Słońce nie jest zainteresowane tym, czy jakiś organizm jest pożyteczny czy szkodliwy, czy ktoś jest ładny i miły czy może wiedzie żywot pasożytniczy. To wszystko są dla Słońca zupełnie nieistotne kwestie. Wydaje się, że Słońce zupełnie nie jest małostkowe. A może inaczej, słoneczna miłość (bo tak chyba trzeba nazwać ten fenomen) jest absolutnie wręcz doskonała, jest bezwarunkowo pełna i dająca.

Tak, Słońce jest miłością i daje nam wszystkim największy z darów, czyli siebie.

Czego Słońce możesz nas jeszcze nauczyć?

Przedruk z książki R.Kulik „Ziemia – mój jedyny dom”

Następna część: „Punkt zwrotny – Ziemia, czyli moje ciało”

Poprzednie części:

Wprowadzenie, Kryzysowa sytuacja – Bioróżnorodność

Kryzysowa sytuacja – Zwierzęta

Kryzysowa sytuacja – Woda i tereny podmokłe

Kryzysowa sytuacja – Góry

Kryzysowa sytuacja – Lasy

Kryzysowa sytuacja – Odpady

Kryzysowa sytuacja – Postęp i cywilizacja

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly