Czasem właściwa metafora może uratować życie.
„Przytul potwora” to powiedzenie instruktorów Amerykańskich Sił Powietrznych dedykowane osobom, które znalazły się w stresującej sytuacji zagrożenia życia.
Bill Blakemore z ABC News radzi skorzystać z tego podejścia piszącym o zmianie klimatu dziennikarzom i wszystkim przekonanym o powadze sytuacji klimatycznej, będącym w otoczeniu zdominowanym przez denializm klimatyczny.
Zaprzeczający zmianie klimatu i naszym na nią wpływem propagują mit, że naukowcy przesadzają z pesymizmem w prognozach jej następstw – tymczasem każdy, kto śledzi zachodzące zdarzenia i ma okazję słuchać klimatologów od razu zauważy, że miejsce ma coś dokładnie przeciwnego. Jak pisze Blakemore:
Znani naukowcy, liderzy społeczni i polityczni oraz dziennikarze, odnosząc się do zniszczeń i cierpień będących następstwem tego, co już teraz jest następstwem zmiany klimatu (ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami czekającymi „w kolejce”, jeśli nie zmienimy kursu), coraz częściej decydują się na używanie takich określeń jak „nieszczęście”, „katastrofa” czy ”zagrożenie dla całej cywilizacji”…
Kilka lat temu słyszałem znanego naukowca zajmującego się klimatem i środowiskiem, przemawiającego na dużej konferencji na Uniwersytecie Harvarda do ekspertów i decydentów z całego świata. Powiedział, że zarówno on sam, jak i jego koledzy często po prostu wolą nie mówić otwarcie o tym, jakich bardzo katastrofalnych i przerażających zdarzeń klimatycznych oczekują, ze względu na „strach sparaliżowania opinii publicznej”. Mówca zajmuje obecnie znaczące stanowisko w administracji prezydenta Obamy.

Klimatolodzy od dawna bagatelizują i nie doszacowują związanego ze zmianą klimatu ryzyka z trzech głównych powodów.
Po pierwsze, modele mają tendencję do ignorowania licznych sprzężeń zwrotnych wzmacniających reakcję cyklu węglowego (jak rozmarzanie wiecznej zmarzliny).
Po drugie, nigdy nie wyobrażali sobie, że państwa na całym świecie masowo kompletnie zignorują ich ostrzeżenia i że z pełną świadomością następstw będziemy twardo trzymać kurs ku katastrofie. Tak więc jeszcze do niedawna nie rozważali i nie modelowali scenariusza nic-nie-zmieniamy, w którym ilość dwutlenku w ciągu stulecia potraja się (do 820 ppm) lub zwiększa czterokrotnie (do 1100 ppm). Jednak w ostatnich 2-3 latach, pisze się na ten temat coraz więcej, a wyłaniający się obraz wygląda nieprzyjemnie (patrz „Ilustrowany przewodnik do następstw zmiany klimatu: skąd wiadomo, że brak działania jest najpoważniejszym zagrożeniem, przed którym stoi Ludzkość”).
Po trzecie, Blakemore (i inni) zauważają, że przygniatająca większość naukowców jest bardzo ostrożna i woli przemilczać kontrowersje w wynikach badań – także z błędnego poczucia, że dokładna diagnoza zmniejszy szanse na podjęcie działań. Wygląda to tak, jakby doktor mówił palącemu dwie paczki „Mocnych” dziennie, że ten kaszel to raczej nic szczególnie poważnego, ale lepiej, żeby rzucił palenie tak czy inaczej. Żyjemy jednak w świecie, w którym ktoś, kto stara się wyjaśnić, jakie następstwa zmiany klimatu przewiduje nauka, jeśli będziemy dalej wykładniczo zwiększać emisje gazów cieplarnianych, zaraz zostaje napiętnowany jako alarmista.
W 2005 roku fizyk Mark Bowen napisał o glacjologu Lonnie Thompson: „Naukowcy mają okropny zwyczaj wycofywać się, gdy prosi się ich o wyraźne wyrażenie stanowiska, a klimatolodzy są pod tym względem jeszcze gorsi od reszty”.
Dobrą wiadomością, jeśli można to tak ująć, jest to, że sytuacja ze zmianą klimatu jest tak poważna, że nawet bardzo ostrożni dotychczas klimatolodzy zaczynają mówić, co myślą. Niedawno Thompson napisał:
Klimatolodzy, jak i inni naukowcy, są raczej nieemocjonalni. Nie ma u nas teatralnych emocji opowieści o niebie walącym się na głowy. Większość z nas czuje się znacznie lepiej w swoich laboratoriach lub podczas zbierania danych w terenie, niż podczas wywiadów z dziennikarzami lub na przesłuchaniach komisji Kongresu. Dlaczego więc wychodzimy i mówimy o zagrożeniach związanych ze zmianą klimatu? Odpowiedź jest prosta: praktycznie wszyscy jesteśmy przekonani o tym, że globalne ocieplenie stanowi stan zagrożenia dla naszej cywilizacji.
Niedawno na pierwszej stronie New York Times ukazał się artykuł o globalnym ociepleniu, w którym znani klimatolodzy przedstawili możliwe konsekwencje globalnego ocieplenia, mówiąc m.in.:
- „Jeśli czułość klimatu na wzrost koncentracji gazów cieplarnianych okaże się wysoka, czekają nas bardzo poważne szkody”, stwierdził Raymond T. Pierrehumbert, klimatolog z Uniwersytetu w Chicago. Jeśli chodzi o skalę następstw, to nie jest tak, że leci na nas kula karabinowa, lecz raczej głowica termojądrowa. (Najnowsze badania wskazują, że czułość klimatu jest wyższa, niż nam się wcześniej zdawało).
- „Koniec końców, gdy klimat będzie się ocieplał i będziemy zbierać coraz więcej danych, zrozumiemy działanie sprzężeń zwrotnych, w tym chmur. Ale to może zająć dekady, a jeśli wynikiem będzie katastrofalny wzrost temperatury, na działania będzie już zbyt późno.”
- „Nawet gdyby nie było żadnych implikacji politycznych, wydaje się głęboko nieprofesjonalne, żebyśmy spojrzeli na temat i powiedzieli ‘jesteśmy pewni, że nie ma żadnego problemu’, stwierdził Kerry A. Emanuel z MIT. To szczególny rodzaj ryzyka, bo jest to ryzyko przed którym staje cała nasza cywilizacja.
Ryzyko, przed którym stoi cała nasza cywilizacja
O tym, że „globalne ocieplenie jest ryzykiem dla całej cywilizacji” (w skali globalnej) mówi się coraz powszechniej, jednak zwykle podczas nieoficjalnych, prywatnych rozmów.
Określenia takie jak „katastrofa” czy „groźba dla cywilizacji” są powszechne w prywatnych dyskusjach nie tylko pomiędzy ekspertami, ale też padają w ich rozmowach z dziennikarzami.
Słyszałem je prywatnie od wielu, wielu klimatologów już w 2005 i 2006 roku, co wpłynęło na tytuł mojej książki „Hell and High Water” (Piekło i wysoka woda). Inni dziennikarze też słyszeli te słowa – Elizabeth Kolbert napisała wtedy na przykład:
„Może wydawać się niewyobrażalnym, żeby technologicznie zaawansowane społeczeństwo wybrało, bo do tego się to sprowadza, samobójstwo, ale to właśnie jest droga, którą obecnie idziemy”.
Co więc Blakemore ma na myśli pisząc o „Przytuleniu potwora” i „Metaforze pozwalającej przemienić strach w działanie i zdusić panikę i rozpacz tak mordercze w chwili kryzysu”? Jak wyjaśnia:
„Przytul potwora” to powiedzenie instruktorów Amerykańskich Sił Powietrznych dedykowane osobom, które znalazły się w stresującej sytuacji zagrożenia życia.
Potwór to Twój strach wywołany nagłym kryzysowym wydarzeniem – takim jak ten, którego doświadczysz w spadającym samolocie lub płonącym domu.
Jeśli zastygniesz w bezruchu lub zaczniesz panikować – jeśli wejdziesz w reaktywny tryb „blokady mózgu” – to już po Tobie.
Jednak jeśli zawczasu przygotowałeś treningiem swój mózg do rozpoznania tego uścisku strachu, skupieniu się na nim, a następnie zamianie tej intensywnej energii w działanie – czasem choćby przez zamianę strachu w złość – i angażując mózg w rozpracowanie problemu, Twoje szanse na przeżycie mocno wzrosną.
Na całym świecie, coraz większa liczba ludzi „przytula potwora”, który najlepsi klimatolodzy uważają za największy kryzys przed jakim kiedykolwiek stanęliśmy. Wcześniej czy później każdy, kto pojmie konsekwencje szybkiego postępowania globalnego ocieplenia musi zmierzyć się z kwestią strachu.
Co z nim zrobić? Blackmore cytuje książkę „The Survivor’s Club: The Secrets and Science that Could Save Your Life”. Nigdzie nie pada w niej nawet wzmianka o zmianie klimatu, jednak fragment z ostatniego rozdziału jest jakby adresowany do kwestii radzenia sobie z rzeczywistością zmiany klimatu
Strach jako system bezpieczeństwa – jeśli go dobrze wykorzystasz (powiedzenie Amerykańskich Sił Powietrznych)
„Bez wątpienia, strach jest najbardziej pierwotnym i efektywnym systemem bezpieczeństwa na świecie. Przez tysiące lat nasze mózgi wyczuwały i określały zagrożenia, a następnie podejmowały działania przeciwko nim. Od strony praktycznej można powiedzieć, że kiedy zarządzasz swoim strachem, Twoje szanse rosną w prawie każdej sytuacji. Jeśli jednak sygnał alarmowy ogarnie Cię w sposób niekontrolowany, Twoje szanse lecą na łeb na szyję.”
„Oto, co jest najistotniejsze dla przeżycia. Jeśli jesteś poważnie wystraszony, pamiętaj o powiedzeniu Sił Powietrznych: Przytul Potwora. Obejmij strach mocno i przekuj go w swoją siłę motywującą do działania. W sztuce przetrwania nie chodzi o odwagę i heroizm. Ci, którzy przeżywają, nie są pozbawieni strachu, ale potrafią go użyć, przekuwając w złość i skupienie. Dobrą wiadomością jest, że możesz nauczyć się podporządkować sobie tego potwora i wyciszyć wyjące ogłuszająco syreny alarmowe. Im więcej ćwiczysz, tym prostsze to się staje. Kiedy przytulisz potwora wiele razy, poskromisz bestię, a ta może stać się Twoim wiernym przyjacielem i sprzymierzeńcem.”
Blakemore radzi więc dziennikarzom piszącym o tym tak ważnym temacie:
Jak stwierdza wielu zawodowych dziennikarzy z całego świata, opowieść o zmianie klimatu (i towarzyszącemu jej zakwaszaniu się oceanów) jest niesamowicie wielka, wręcz „zbyt duża by ją pokazać” i w swojej wymowie przerażająca.
Musimy jednak oswajać tego potwora, przezwyciężyć strach, a towarzyszące mu emocje przekuć w motywację do działania.
Dla nas dziennikarzy, najważniejszą odpowiedzialnością jest wiedza, jak przekazać nieprzyjemne, lecz ważne fakty – i zrobić to tak, by zainteresować i zaangażować widzów, czytelników i słuchaczy.
Gdy wiadomości które mamy do przekazania są potworne, jak zbliżająca się wojna czy gwałtowny wzrost temperatury Ziemi, to jest to sama esencja przytulenia potwora zarówno przez nas, jak i odbiorców naszych wiadomości.
Jak jednak pokazuje doświadczenie moje i innych osób zajmujących się tym tematem, kiedy już przytulimy naszego potwora, łatwiej jest przekuć nasz przekaz w „niesamowity materiał” (w znaczeniu dziennikarskim) – także taki, w którym pojawią się promyki „realistycznej nadziei”.
Hubert Bułgajewski
Więcej: ABC News, ThinkProgres









