ArtykulyPowiązania

Przygotujcie się na apokalipsę!

Czy coś wisi w powietrzu (jak gazy cieplarniane), czy też coś jest nie tak z ekonomią (jak ceny ropy i żywności)?
Jedynym polem, na którym obecnie utrzymuje się koniunktura, jest smutek i zwątpienie. Ale nie chodzi tu tylko o wątpliwych proroków, straszących ludzi na ulicach. Nawet najbardziej poważani myśliciele, znający się na nauce i procesach społecznych, wysuwają alarmujące prognozy o ludzkości zmierzającej do kresu swego istnienia.

Strzeżcie się: już niedługo coś niezwykłego może się pojawić na granicach – napływający masowo do waszego kraju uchodźcy klimatyczni. Będzie to dotyczyć nawet Amerykanów ewakuujących się do Kanady.

Jeżeli globalne ocieplenie naprawdę zacznie się rozkręcać, to zgodnie z opinią znanego brytyjskiego naukowca, Jamesa Lovelocka, spowoduje ono tak wielkie straty w USA, że miliony zdesperowanych ludzi będą uciekały z kraju, nie nadającego się dłużej do zamieszkania, by przenieść się do nowych regionów o klimacie umiarkowanym w północnej Kanadzie.

Może się Wam wydawać mocno naciągane, że Amerykanie, ludzie obsesyjnie dbający o bezpieczeństwo swoich granic, sami mogliby stać się nielegalnymi imigrantami. Dla Jamesa Lovelocka jest to raczej oczywiste. Zapewnia on, że wraz z postępującymi zmianami klimatu, Kanadyjczycy będą świadkami napływu niechcianych Amerykanów poszukujących ziem uprawnych.

canada

W latach 70′ dr Lovelock zdobył światowy rozgłos w związku z rozpowszechnieniem jego Hipotezy Gai, zgodnie z którą Ziemię powinno się postrzegać jako swego rodzaju żywy organizm, którego części powiązane są ze sobą skomplikowanym systemem zależności. Wszystko to sprawia, że nasza planeta nie jest ani za gorąca, ani zbyt zimna, lecz po prostu w sam raz, by na niej żyć. Była to naukowa podstawa dla idei, że Matka Ziemia rzeczywiście istnieje.

Jednakże w obecnych czasach Lovelock jest pełen obaw, że Matka Ziemia jest gotowa, by się z nami ostatecznie rozprawić. Zgodnie z jedną z najbardziej ponurych prognoz, stworzoną przez szanowanego naukowca, czeka nas ekologiczna apokalipsa.

A co gorsza, Lovelock nie jest osamotniony w swych poglądach. W ubiegłym roku, pośród paniki finansowej, burzliwe wahania cen ropy oraz treści raportów o globalnym ociepleniu, następowały po sobie szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Rynek zalany jest książkami wieszczącymi nadejście jakichś niewyobrażalnie złych rzeczy.

Są książki głoszące, że zmiany klimatu już niedługo spowodują wojny lub tak zmienią środowisko, że w rezultacie tych zmian dojdzie do kolejnego masowego wymierania gatunków. Inni utrzymują, że to niedobory ropy wykurzą z powierzchni Ziemi naszą cywilizację.

Pomysł nadejścia końca świata czy apokalipsy jest z nami tak długo jak religia. Jak dotąd stanowił on główny filar chrześcijańskiego fundamentalizmu. Jednakże pogląd, że świat, jaki znamy, już niedługo przestanie istnieć – tym razem z powodów bardziej środowiskowych niż religijnych – spowodował późniejszą inwazję w bardziej dominujących jak i progresywnych kręgach, włączając do tego aktywistów, naukowców oraz ekspertów.

Nie chodzi tu tylko o nieopierzonych intelektualistów wagi lekkiej, lecz o czołowe osobistości, takie jak osiemdziesięcioletni pan Lovelock, który ma na koncie ponad 200 publikacji naukowych. Do grona tego należy również Gwynne Dyer, kanadyjski pisarz oraz ekspert ds. bezpieczeństwa wojskowego, który ostatnio skończył kolejną książkę oraz serię audycji dla radia CBC, wykazujących, że już niedługo będziemy mieli do czynienia z wojnami wywołanymi zmianami klimatu.

Brytyjski pisarz naukowy, Fred Pearce, nazwał swoją ostatnią książkę The Last Generation: How Nature Will Take Her Revenge for Climate Change (Ostatnie pokolenie: W jaki sposób Natura zemści się za zmiany klimatu). Zaś Lester Brown, który założył Worldwatch Institute w Waszyngtonie – jednej z pierwszych na świecie think tank (grup nacisku) zajmujących się sprawami środowiskowymi – niepokoi się tym, że klęski rolnicze mogą znacząco osłabić więzi cywilizacyjne.

Lovelock nakreślił jedną ze swych najmroczniejszych wizji w książce The Vanishing Face of Gaia (Znikająca twarz Gai), która ostrzega, że zmiany klimatu mogą doprowadzić do śmierci większości z nas w katastrofie na miarę biblijnego potopu. Prognozuje on, że liczba ludności może spaść z obecnych siedmiu miliardów do miliarda – a być może nie przekroczy nawet 100 milionów.

Przewiduje on także, że zmiany klimatu nie będą trwającym wieki procesem, który da nam wiele czasu na dostosowanie się. Transformacja Ziemi w szklarnię będzie gwałtowna. Temperatury znacząco wzrosną w ciągu kilku lat i osiągną niebezpieczną nową normę, która będzie o cztery lub pięć stopni wyższa od obecnej.

Podczas, gdy większość świata zacznie się prażyć (autor preferuje określenie „globalne podgrzewanie”), pozostanie jednak kilka oaz, dla których zmiany nie będą aż tak dotkliwe. Narody wyspiarzy, takie jak w jego rodzimej Wielkiej Brytanii, ale i Nowej Zelandii, Irlandii czy Hawajach, będą ogromnie wdzięczne łagodzącemu klimat wpływowi oceanu oraz obfitym deszczom. Podobnie stanie się z obecnie mroźnymi obszarami na północy, w tym częściowo z Kanadą i Syberią, które zyskają bardziej gościnny klimat.

To, co dla jednych będzie darem z niebios, dla innych stanie się przekleństwem. Miejsca położone dalej na południe oraz wewnątrz kontynentów zamienią się w pustynie. Zaś Amerykanie będą musieli dołączyć do tłoczących się mas migrantów.

ang więcej w The Globe And Mail

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly