Niewielu ludzi spostrzegło, że ponury scenariusz upadku nakreślony w raporcie Klubu Rzymskiego o Granicach Wzrostu z 1973 – najbardziej prawdopodobny scenariusz czekającej nas przeszłości – jest napędzany przez proste zasady ekonomii.
W miarę jak zasoby się wyczerpują – wskazuje raport – koszt zapewnienia dalszego dopływu zasobów o gospodarki wzrasta – coraz więcej pracy i środków trzeba zainwestować, aby pozyskać określoną ilość zasobu; w miarę też jak wzrasta zanieczyszczenie środowiska, koszt ograniczania jego następstw na zdrowie, produktywność rolnictwa i inne kluczowe czynniki gospodarcze rośnie analogiczne – z tych samych powodów. Koszty te trzeba spłacać z bieżącej produkcji gospodarczej, pozostawiając coraz mniej na inne cele, aż w końcu pod tym ciężarem zapada się cała produkcja, a system gospodarczy ostatecznie załamuje się.
Wyczerpywanie się zasobów i zanieczyszczenia, główne siły stojące za scenariuszem Granic Wzrostu, nakładają na gospodarkę potencjalnie bardzo drastyczne koszty. Jednak w obecnych warunkach, koszty te nie są ponoszone przez ludzi, którzy korzystają na zużywaniu zasobów i zanieczyszczaniu.
Właściciel szybu naftowego osiąga korzyści finansowe z wypompowywania ropy spod ziemi, jednak nie musi nic płacić za wpływ dzisiejszego wydobycia na stan jutrzejszej gospodarki (właściwie to przez wiele lat polityki rządowe większości krajów uprzemysłowionych wręcz zachęcały właścicieli szybów naftowych do jak najszybszego tempa wyczerpywania tych nieodnawialnych zasobów, nakładającego olbrzymi koszt na przyszłe pokolenia). Podobnie, właściciel fabryki z kominem wyrzucającym zanieczyszczenia do atmosfery (w tym dwutlenek węgla) uzyskuje korzyści ekonomiczne związane z produkowaniem tego, co powoduje zanieczyszczenia, jednak nie ponosi kosztów związanych ze swoimi zanieczyszczeniami.
Ta asymetria ma dwa skutki. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest to, że ani właściciel szybu naftowego, ani posiadacz komina nie mają żadnej motywacji do zmniejszenia negatywnych skutków ubocznych swojej działalności. Drugim, i w sumie nawet ważniejszym rezultatem jest to, że długoterminowe obciążenia ekonomiczne wyczerpywania się zasobów i zanieczyszczeń nie są uwzględniane w rachunkach strat i zysków szybu naftowego i fabryki.
Efektem tego jest poważne zaburzenie naszego postrzegania rzeczywistości, która kształtuje nasze życie. Zasadniczo nie uważa się za rozsądny plan biznesowy (może poza sektorem finansowym) czerpania wysokich zysków przez chwilę z równoczesnym pompowaniem długu tak wielkiego, że biznes już w niezbyt odległej przyszłości będzie skazany na bankructwo. Jednak dokładnie tak działa nasz system gospodarczy, który ignoruje skumulowany koszt wyczerpywania zasobów i zanieczyszczania!
Przyszły koszt wydobywania zasobów z wyczerpanych złóż i ograniczania szkód wywoływanych przez zanieczyszczenia to dokładnie to samo, co koszt obsługi przyszłego długu wynikający z nadmiernego zapożyczania się – jedno i drugie pozwala na osiągnięcie chwilowego dobrobytu, jednak za cenę późniejszego zubożenia lub wręcz upadku.
Sławny esej Garreta Hardina „Tragedia Wspólnego Pastwiska” poruszył ten temat już w latach ’60 XX wieku. Hardin pokazał, że w sytuacji, w której korzyści z eksploatacji zasobów trafiają do zużywających je jednostek, a koszt jest dzielony w społeczności, jednostki dążące do maksymalizacji swojego indywidualnego zysku spowodują wyczerpanie zasobów, a w konsekwencji cierpienie wszystkich. Logika tego jest niepodważalna, a świat zna wiele przykładów wyczerpania zasobów napędzanego przez ten proces.
Jednak świat zna również wiele przypadków, w których zasoby wspólne były zarządzane w sposób zrównoważony. Trzeba więc zadać kluczowe pytanie – skąd bierze się ta różnica? Czemu czasem się udaje, a czasem nie…?

Hardin miał rację pokazując, że kiedy jednostki uzyskują korzyści z eksploatacji zasobów bez ponoszenia stosownych tego kosztów dla społeczeństwa, miejsce ma wyczerpywanie zasobów. Te społeczeństwa zaś, które zarządzały wspólnymi zasobami z sukcesem, znalazły sposoby na to, aby ci, którzy czerpią korzyści z eksploatacji zasobów, ponosili również odpowiedni tego koszt. Kolektywne zrozumienie gospodarki w tych społeczeństwach i polityki społeczne kształtujące ich działania ekonomiczne, brały pod uwagę „tragedię wspólnego pastwiska” i stosownie dostosowywały zwyczaje i prawa rządzące gospodarką.
Jest zupełnie wykonalne wprowadzenie przez nasze społeczeństwo analogicznych mechanizmów.
Chociaż zakumulowany ciężar przeszłych błędów jest tak wielki, że zmiany tego typu nie pozwolą nam tak do końca uniknąć problemów i cierpień, to jednak jest zupełnie możliwe, że przyjęcie bardziej odpowiedzialnych polityk wspartych przez bardziej realistyczne idee gospodarcze może złagodzić czekające nas trudne czasy i ułatwić alokowanie zasobów na projekty przynoszące prawdziwy długoterminowy pożytek.
Zróbmy to i skończmy marnować resztę zasobów na niepotrzebne gadżety czy infrastrukturę, które tylko zużywają pozostałe nam środki i pogarszają sytuację.
więcej w Energy Bulletin









