Po długich negocjacjach i przeciąganiu liny na szczycie w Brukseli udało się przyjąć pakiet energetyczno-klimatyczny, który ma poprowadzić UE w stronę „zielonej rewolucji” w przemyśle i energetyce. A w szczególności doprowadzić do odejścia od wysokoemisyjnego węgla na rzecz odnawialnych źródeł energii oraz oszczędności energii.
Przypomnijmy podstawowe cele pakietu zaproponowanego przez Komisję Europejską w styczniu 2008 r:
- redukcja emisji CO2 o 20% w roku 2020 w porównaniu do 1990 r.,
- wzrost zużycia energii ze źródeł odnawialnych w UE z obecnych 8.5 do 20% w 2020 r, dla Polski ustalono wzrost z 7 do 15%,
- zwiększenie efektywności energetycznej w roku 2020 o 20% – tutaj nie ma konkretnych przepisów, ma to zostać zrealizowane m.in. poprzez stosowanie energooszczędnych rozwiązań w budownictwie, przez normy dla urządzeń elektrycznych po stopniowe usunięcie z rynku, do 2012 r., żarówek żarowych, które na emisję ciepła tracą 95% pobieranej energii.
Głównym narzędziem ograniczania emisji gazów cieplarnianych pozostanie unijny system handlu emisjami (ETS). Ogólna pula uprawnień do emisji objętych ETS będzie w 2020 r. o 21% mniejsza niż w roku 1995.
Od 2013 r. zakłady przemysłowe będą musiały kupować prawa do emisji na specjalnych aukcjach (w obecnym systemie są one przyznawane za darmo). Jednak, na wniosek Niemiec, energochłonnym branżom przemysłu, takim jak huty, cementownie i papiernie przyznano wiele bezpłatnych uprawnień.
Na zasadzie wyjątku elektrownie w Polsce, Węgrzech i innych uboższych krajach też będą mogły korzystać z bezpłatnych uprawnień: w roku 2013 elektrownie dostaną 70% uprawnień za darmo, ale z roku na rok będę kupować coraz większy ich odsetek. W 2020 r. obowiązek zakupu ma objąć 100% uprawnień, przy czym bezpłatnie uprawnienia nie będą przysługiwały nowo powstałym elektrowniom.
Pieniądze z aukcji trafią do budżetów narodowych i mają służyć finansowaniu inwestycji przyjaznych środowisku. Na finansowanie instalacji wychwytywania i składowania CO2 (tzw. CCS) z elektrowni ma być przeznaczone ok. 6-7 mld euro ze sprzedaży uprawnień.
By zrekompensować koszty proekologicznych inwestycji biedniejszym krajom Unii, 10% zezwoleń zostanie rozdanych w oparciu o kryterium zamożności państwa – biedniejsi dostaną więcej. Dodatkowe 2% całej puli zostanie przekazane krajom, które w latach 1990-2005 najbardziej ograniczyły emisje. Oznacza to dodatkowe korzyści dla krajów, w których po upadku komunizmu upadł przemysł ciężki, szczególnie Polski i Rumunii, które łącznie otrzymają 2/3 tej puli.
Szacuje się, że w latach 2013-2020 Polska dostanie dzięki temu 60 mld zł.
O 10% mają być zmniejszone emisje nie objęte systemem ETS, które stanowią w sumie ok. 55% wszystkich emisji gazów cieplarnianych w UE – przede wszystkim w transporcie, rolnictwie, gospodarce odpadami i budownictwie. Ze względu na perspektywy rozwoju gospodarczego Polska będzie mogła zwiększyć emisje w tych sektorach o 14% w porównaniu z 2005 r. KE zróżnicowała pułapy dla poszczególnych krajów w zależności od ich PKB na jednego mieszkańca.
Obowiązkowa redukcja emisji będzie też dotyczyła transportu lotniczego, odpowiadającego za 3% emisji CO2 w UE. Od 2012 roku linie lotnicze będą musiały kupować na aukcjach 15% praw do emisji.
Stopniowo od 2012 roku mają też być zmniejszane emisje CO2 przez nowo produkowane samochody – z obecnej średniej 158 do 130 g/km. Limit emisji w roku 2020 ma wynieść 95 g/km. W okresie 2012-2018 kara za przekroczenie limitu będzie wynosić 5€ za pierwszy gram, 15€ za drugi gram, 25€ za trzeci gram i 95€ za każdy kolejny.
A więc sukces, czy porażka?
Po stronie plusów jest fakt, że w ogóle kraje Unii Europejskiej wypracowały porozumienie. W czasach kryzysu gospodarczego politycy mogliby łatwo stracić z oczu kwestie przeciwdziałania zmianom klimatu. Być może pomogło tu uświadamianie sobie przez Unię problemu zbliżającego się kryzysu energetycznego. KE przyznaje, że zmniejszanie zużycia energii nie tylko sprzyja środowisku i oznacza oszczędność pieniędzy, ale także ogranicza uzależnienie od dostaw surowców energetycznych z krajów trzecich. Brawo!
Bardzo pozytywne jest, że Unia jest w stanie funkcjonować i podejmować decyzje - za paraliż i rozbicie Unii Europa zapłaciłaby wysoką cenę.
Kraje uboższe otrzymały pomoc unijną – choć mogła mieć ona inną formę niż rozdawnictwo uprawnień do emisji. Obyśmy tylko daną nam szansę i środki wykorzystali mądrze – na inwestycję w alternatywne źródła energii, w nowoczesną infrastrukturę (szybkie koleje, a nie autostrady) i zmniejszenie zapotrzebowania na energię.
Program 20/20/20 to jednak wciąż mało, a jest już bardzo późno – ścigamy się z kryzysem energetycznym i nieodwracalnymi zmianami klimatu. O ile nie dojdzie do głębokiej depresji światowej gospodarki, kryzys energetyczny uderzy najprawdopodobniej w przeciągu kilku lat, a według wielu naukowców zmiany klimatu mogą przekroczyć punkt krytyczny.
Nadzieja w tym, że uruchomienie programu inwestycji w odnawialne źródła energii doprowadzi do znacznego postępu, a może przełomu w zakresie wytwarzania i gromadzenia energii ze źródeł odnawialnych.









