ArtykulyPowiązania

Odliczanie: Nowa wspaniała obfitość

Nie co dzień trafia się świetnie napisana, mądra książka, poruszające najistotniejsze problemy świata, do tego po polsku. Wydawnictwo Sonia Draga, we wspólnej serii ze „Światem na Rozdrożu” wydało właśnie książkę „Odliczanie”, napisaną przez Alana Weismana, naukowca, dziennikarza i wykładowcy reportażu (co widać w świetnym języku, jakim napisana jest książka).

Co cztery i pół dnia na Ziemi przybywa milion ludzi, w ciągu roku ponad dwie Polski. Przejęliśmy na swoje potrzeby prawie całą powierzchnię Ziemi, tworząc monokulturę Homo Sapiens. Ludzie wraz ze swoimi zwierzętami hodowlanymi stanowią 97% masy ssaków lądowych – cała reszta, od słoni, nosorożców, zebr, żyraf i lwów po małpy, wiewiórki, szczury i myszy to już tylko 3%. Powierzchnia dostępnych gruntów rolnych już nie rośnie – powierzchnia naszej planety nie może się przecież rozciągnąć. Ile osób jest jeszcze w stanie przyjąć, zanim „pęknie w szwach”? Jak silny powinien być jej ekosystem i które z gatunków roślin oraz zwierząt są niezbędne dla naszego przetrwania?

Poszukując odpowiedzi na te pytania, Alan Weisman odwiedził ponad 20 krajów. Analizował ich kultury, religie i systemy polityczne, by przekonać się, co w ich wierzeniach, historii czy też bieżącej sytuacji może przekonać je, że czasami dla własnego dobra powinny ograniczyć wzrost swojej liczebności. Efektem tej podróży jest wbijający w fotel przegląd, pokazujący czy możliwe jest szybkie, akceptowalne i przystępne kosztowo przywrócenie równowagi pomiędzy mnożącym się gwałtownie Homo Sapiens a Ziemią. Książka daje do myślenia i wytycza drogę ku rozwiązaniom.

Specjalnie dla czytelników Ziemi na Rozdrożu, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sonia Draga, publikujemy fragmenty książki.

Kup „Odliczanie” na stronie Wydawnictwa Sonia Draga.

Fragment książki: „Nowa wspaniała obfitość”

Inną przyczyną tak nagłego „spuchnięcia” liczby ludzi na świecie w poprzednim wieku był niespotykany wzrost ilości dostępnego pożywienia. Wykarmienie całego świata brzmi jak moralny nakaz – nie ma się nad czym zastanawiać. Ale w rzeczywistości sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Wywołuje paradoks, który początkowo wydaje się równie nielogiczny jak niespodziewane efekty podwajania się wykładniczego.

Rosnąca liczba ludzi była kluczowym czynnikiem sukcesu wymagającej ogromnego nakładu pracy rewolucji przemysłowej w Europie. Jednakże oznaczało to też, że Europa musiała wytworzyć więcej jedzenia niż kiedykolwiek wcześniej, by ich wyżywić. Niemiecki chemik Justus von Liebig jest osobą, której przypisuje się dwie zasługi w tym zakresie – jedną ogromną, a drugą monumentalną. Ogromna polegała na opracowaniu pierwszego na świecie mleka dla niemowląt. To, czy jego wynalazek, jak twierdził, jest równie wartościowy pod względem odżywczym co mleko matki, nadal pozostaje przedmiotem zawziętych dyskusji. Niemniej jednak uwolniło to na dobre wiele matek od wyczerpującej czynności, jaką jest karmienie piersią, a dzieciom pomogło przetrwać wczesne odstawienie od piersi. A ponieważ laktacja uwalnia hormony, które zwykle blokują owulację, mniejsza liczba kobiet karmiących piersią przyniosła w rezultacie jeszcze więcej ciąż.

 
Drugim monumentalnym odkryciem Justusa von Liebiga było to, że azot wraz z fosforem i potasem jest jednym z niezbędnych dla roślin składników odżywczych. Uznaje się go za wynalazcę nawozu, ale to nie on jest odpowiedzialny za stworzenie sztucznego nawozu azotowego stosowanego obecnie, wynalazku, który prawdopodobnie odmienił bieg ludzkości w większym stopniu niż jakikolwiek inny we współczesnej historii, łącznie z samochodami i komputerami. Pojawił się on później. W czasach von Liebiga stosowane komercyjnie nawozy azotowe pochodziły przeważnie z odchodów ptaków morskich i nietoperzy. Szczególnie cenne było guano z wysp leżących u wybrzeża Peru, gdzie kormorany, pelikany i głuptaki żerowały na ogromnych ławicach bogatych w wartości odżywcze sardeli i pozostawiały 45-metrowe warstwy białych odchodów. W XIX w. galeony i statki parowe przetransportowały ich ponad 20 milionów ton, opływając przylądek Horn w drodze do Europy.

 
Von Liebig nie opatentował swoich wynalazków i dlatego nie przyniosły mu one zbyt wiele zysków. Później rozgoryczony tym, że Nestlé i inne firmy zarobiły krocie, zastrzegł prawa do jeszcze jednego wynalazku, który wpłynął na odżywianie się ludzi: wołowej kostki bulionowej.

 Niezbędny do życia azot w przeciwieństwie do wodoru jest gazem względnie obojętnym – spore jego ilości unoszą się w stanie wolnym. Ponad trzy czwarte powietrza, którym oddychamy, to czysty azot. Nic w naszych płucach nie wiąże się z nim chemicznie i dlatego wydychamy go, nie czyniąc szkody naturze. W całej przyrodzie tylko jedna grupa enzymów może wiązać unoszący się w powietrzu azot – to znaczy absorbować go i przekształcać chemicznie w postać niegazową, taką jak amon w pokarmie roślinnym. Jedynie kilka roślin żywi bakterie transportujące te enzymy, bakterie z kolei czerpią składniki odżywcze za pośrednictwem brodawek korzeniowych roślin.

 
Należą do nich głównie rośliny strączkowe, takie jak soczewica, fasola, koniczyna, soja, groszek, lucerna, a także akacja senegalska i orzeszki ziemne. Do czasu wynalezienia sztucznych nawozów takie pary symbiotycznych bakterii roślinnych stanowiły główne źródło azotu w glebie, ograniczając ilość życia roślinnego, jakie mogła wytworzyć nasza planeta. Praktycznie wszystko, co rosło i było zielone, korzystało z azotu uwięzionego przez rośliny strączkowe.

 
Właśnie dlatego rolnicy uprawiali na zmianę rośliny strączkowe i zboża lub hodowali je razem (na przykład kukurydzę i fasolę w Ameryce Łacińskiej), lub też worywali na swoje pola rośliny okrywające, na przykład bogatą w azot koniczynę.

 
Justus von Liebig wprowadzał teraz do gry dodatkowy azot z drugiego krańca świata, ale ponieważ jego nawozy pochodziły z naturalnych źródeł, je również ograniczał biologiczny łańcuch pokarmowy. Wraz z nastaniem XX w. łatwo dostępne zasoby z peruwiańskich wysp się wyczerpały, a guano nie było wytwarzane tak szybko, jak pojawiały się nowe dzieci. Kolejnym źródłem azotu do wykorzystania była saletra: kryształy azotanu sodu, które występują obficie jedynie w niezwykle suchym środowisku, takim jak Dolina Śmierci w Kalifornii czy pustynia Atacama w Chile. Wtedy, w 1913 roku, technologia rolnicza pokonała ograniczenia narzucane przez przyrodę. Fritz Haber i Carl Bosch, również Niemcy, opracowali metodę wychwytywania azotu z powietrza i aplikowania go roślinom w ilościach znacznie przewyższających te, które von Liebig mógł sobie jedynie wyobrażać. Każdy z nich otrzymał Nagrodę Nobla za wkład w opracowanie metody Habera-Boscha, która odmieniła świat. I każdemu z nich ich niemiecka narodowość przyniosła zgubę.

 
Fritz Haber urodził się w 1868 roku w pruskiej rodzinie Żydów chasydzkich parających się kupiectwem. Studiował chemię u Roberta Bunsena, twórcy palnika Bunsena, wynalazku, który miał ogromny wpływ na rozwój badań laboratoryjnych. W 1905 roku, kiedy wykładał na Uniwersytecie w Karlsruhe i prowadził badania nad termodynamiką, Haber odkrył, że przepuszczając azot i wodór ponad katalizatorem żelazowym w temperaturze 1000°C, można uzyskać niewielkie ilości amoniaku. Później, kiedy zastosował wysokie ciśnienie, udało mu się to osiągnąć przy niższej o połowę temperaturze.

 
Po tym, jak opublikował swoje odkrycia, jego metodę kupił niemiecki wytwórca barwników, firma BASF. Przedsiębiorstwo wyznaczyło młodego inżyniera, Carla Boscha, do zwiększenia skali laboratoryjnego eksperymentu Habera z amoniakiem do poziomu przemysłowego. Bosch poświęcił cztery lata na opracowanie dwukomorowych rur, które nie wybuchały pod wpływem ciśnienia, katalizatora z oczyszczonego żelaza i wielkich pieców, które mogły wytrzymać zarówno wysokie ciśnienie, jak i temperatury.

 
W 1913 roku BASF otwarł pierwszą fabrykę amoniaku syntetycznego. Amoniak wykorzystywano do uzyskiwania siarczanu amonu – nawozu azotowego. Producent barwników zaczął teraz działać w zupełnie nowej dziedzinie: sektorze rolno-przemysłowym. W ciągu kilku lat nowy sztuczny nawóz zapisał ważną kartę w historii, kiedy alianci odcięli Niemcom dostęp do saletry chilijskiej podczas I wojny światowej. Państwo mogło teraz nie tylko samodzielnie się wyżywić, ale także przetworzyć siarczan amonu w saletrę syntetyczną, z której już wkrótce BASF zaczął wytwarzać proch strzelniczy oraz materiały wybuchowe. Bez metody Habera-Boscha I wojna światowa trwałaby o wiele krócej.

 
Odkrycie Fritza Habera dotyczące syntezy nawozu było tak wielkie, że Nagroda Nobla w dziedzinie chemii nie byłaby zaskoczeniem. Jednak w 1918 roku, tuż po zakończeniu wojny, wywoływało ono kontrowersje. Podczas wojny Haber otrzymał stopień kapitana, najpierw za zaproponowanie, a następnie za pokierowanie wykorzystaniem przez Niemców broni chemicznej. Kiedy jego żona, która również była chemiczką, dowiedziała się, że był on odpowiedzialny za ataki z wykorzystaniem gazu chlorowego i musztardowego, popełniła samobójstwo. (Później ich syn, także chemik, odebrał sobie życie z tego samego powodu).

 
Talent Habera do przetwarzania chemii rolniczej, którą można wykorzystać do mroczniejszych celów, nadal się rozwijał. Fumigant stworzony przez niego do zastosowania w magazynach zboża, bazujący na cyjanku Cyklon-A, został później przerobiony przez nazistowskich chemików na znacznie silniejszy Cyklon-B, czyli gaz stosowany w obozach koncentracyjnych. Mimo że sam był Żydem, Haber nie padł ofiarą swojego wynalazku. Za przejście na luteranizm podczas studiów i za znaczący wkład w działania wojskowe w 1933 r. otrzymał zapewnienie, że rozkazy nowego nazistowskiego rządu, które pozbawiły pracy kilkunastu Żydów z jego laboratorium, jego nie obejmują. Kiedy odszedł na znak protestu przeciwko ich zwolnieniu, odkrył z ogromnym zdumieniem, że pozostała mu jedynie przymusowa emigracja. Patriota, który nie miał żadnych skrupułów, by wykorzystać swój geniusz na potrzeby wojny chemicznej, poza granicami Niemiec stał się rozbitym człowiekiem. Zmarł w ciągu roku – w drodze do Palestyny, gdzie syjonista i przyszły prezydent Izraela Chaim Weizmann zaproponował mu prowadzenie instytutu badawczego; obecnie placówka nosi jego imię.

 
Carl Bosch, dyrektor I.G. Farben, koncernu, który wykupił BASF, stał się jednym z najbardziej wpływowych przemysłowców w Niemczech. W 1931 roku przyznano mu Nagrodę Nobla za wkład w wynalezienie i rozwój chemicznych metod wysokociśnieniowych, w tym wykorzystywania przegrzanej pary, w celu wydzielenia wodoru z naturalnego gazu. Zaniepokojony działaniami Trzeciej Rzeszy, spotkał się w pewnym momencie z Hitlerem, chcąc zniechęcić go do parcia ku kolejnej wojnie. Führer nie dał się odwieść od planów, nakazał zwolnienie Boscha z I.G. Farben – koncernu, który produkował później Cyklon-B. Bosch popadł w alkoholizm i przygnębienie i zmarł w 1940 roku.

Pomiędzy dwiema wojnami, przedłużonymi efektami ich pracy, sztuczne nawozy Habera i Boscha rozpowszechniły się na całym świecie, przyczyniając się ostatecznie do zrewolucjonizowania rolnictwa. Wytwarzanie sztucznych nawozów wymaga wysokiej temperatury i ciśnienia, co oznacza ogromne wydatki energii (obecnie stanowią one 1% całej energii zużywanej na świecie). Nawozy potrzebują również naturalnego gazu jako komponentu wodorowego, przez co są podwójnie zależne od paliw kopalnych. A zatem dopóki będą one istnieć, będziemy mieli zapasy sztucznych nawozów. Na razie nie ma problemu, więc sztuczny azot praktycznie podwaja ilość roślinnych składników pokarmowych, jakie może dać nam przyroda – niemal połowa z nas nie mogłaby bez nich istnieć.

Zanim sztuczne nawozy azotowe stały się powszechnie dostępne, światowa populacja liczyła około dwóch miliardów. Kiedy nie będziemy już mieć do nich dostępu – lub jeśli postanowimy więcej już ich nie stosować – może to być liczba, do której w naturalny sposób zmierza ludzkość…

Jeśli zainteresowało Cię „Odliczanie”, kupisz tę książkę na stronie Wydawnictwa Sonia Draga.

Polecam, Marcin Popkiewicz.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly