Odkrycia nowych rezerw ropy w 2015 roku wyniosły zaledwie 2,8 mld baryłek, spadając tym samym do najniższego poziomu od około 60 lat i bijąc przy tym rekord minimum odkryć ustanowiony w 2014 roku.
Mimo postępu technologicznego i intensywnych poszukiwań odkrywamy coraz mniej. Poszukiwania są prowadzone z użyciem najnowocześniejszych technologii, w tym badań satelitarnych, i obejmują coraz nowsze, trudniej dostępne obszary, takie jak regiony polarne i dno głębokiego oceanu. Rezultat? Technologia wykrywania jest świetna, tylko ropy jakoś nie widać. Spadające tempo odkryć wskazuje, że pozostałe do odkrycia rezerwy są już niewielkie. Inaczej mówiąc: co było do znalezienia – to już znaleźliśmy.

Ilustracja 1. Czarna linia pokazuje światowe wydobycie ropy konwencjonalnej w miliardach baryłek rocznie. Czerwone słupki to historyczne odkrycia w miliardach baryłek rocznie (dla wygładzenia krzywej uśrednione za pomocą trzyletniej średniej ruchomej, z wyjątkiem 2015 r.). W 2015 roku na odkrycia nowych złóż ropy odpowiadały zaledwie 10% zużycia.
Nakładają się na to bieżące problemy finansowe sektora naftowego. Spadek cen ropy i w konsekwencji postawił koncerny naftowe w bardzo trudnej sytuacji – oszczędzając tną koszty, zwalniają ludzi i ograniczają inwestycje. Biorąc pod uwagę, że większość nowych odkryć to złoża głębokowodne, gdzie uruchomienie wydobycia trwa średnio około 7 lat, inwestycje w wydobycie z nowo odkrywanych złóż zaczęłyby przynosić więc owoce dopiero w połowie lat 2020. Nic dziwnego, że inwestycje w poszukiwania nowych złóż są więc cięte w pierwszej kolejności – szczególnie, że coraz trudniej jest znaleźć nowe złoża, więc odkrywanie nowych jest coraz trudniejsze i kosztowniejsze.
Wydatki koncernów naftowych na poszukiwania nowych rezerw spadną z poziomu 95 mld dolarów do około 40 mld dolarów w tym roku, a w przyszłym pewnie jeszcze bardziej.
Jeśli spadające tempo odkryć nie ulegnie poprawie, to według szacunków Wood Mackenzie, do 2035 roku na rynku będzie brakować 4,5 mln baryłek ropy dziennie.








