W swoim wystąpieniu inaugurującym drugą kadencję prezydencką Barack
Obama wyraźnie zadeklarował zamiar dokonania transformacji systemu
energetycznego i ograniczenia zmiany klimatu.
W pierwszej kadencji, po zablokowaniu przez Republikanów legislacji
mającej na celu ograniczenie emisji poprzez wprowadzenie systemu handlu
emisjami, Barack Obama skupił się na innych kwestiach (a problemów w USA
ostatnio nie brakuje).
Tym razem, nie mogąc liczyć na współpracę
Republikanów, prezydent prawdopodobnie zdecyduje się na wykorzystanie
swojej władzy wykonawczej, wprowadzając nowe normy efektywności
energetycznej i zanieczyszczeń.
Już podczas pierwszej kadencji Obamy
EPA (Environment Protection Agency), zgodnie z zaleceniami Clean Air
Act, wprowadziła normy praktycznie uniemożliwiające budowę nowych
elektrowni węglowych bez CCS. Teraz istotna staje się kwestia
wycofywania z użycia starych i często nieefektywnych elektrowni
węglowych.
Papierkiem lakmusowym zamiarów Obamy będzie obsada
stanowisk, szczególnie że „zielona ekipa” z pierwszej kadencji stała się
historią. Odeszła szefowa EPA Lisa Jackson, a sekretarz ds energii
Steven Chu wkrótce również planuje odejść. Doradca Białego Domu ds.
Energii i Klimatu Carol Browner odeszła jeszcze w 2010 roku i od tego
czasu stanowisko to pozostaje nieobsadzone.
Kolejnym istotnym
krokiem ze strony Obamy mogłoby być znaczące wystąpienie poświęcone
kwestii transformacji energetycznej oraz zainwestowanie w to zadanie
swojego kapitału politycznego, połączone ze stworzeniem szerokiego ruchu
cieszącego się wsparciem administracji prezydenckiej.
Ważnym
testem będzie podjęcie decyzji w sprawach rurociągu Keystone XL,
mającego służyć transportowi ropy z piasków roponośnych Kanady oraz
dalszych odwiertów w Arktyce i warunków na których będą się one odbywać.
Więcej Washington Post, The Guardian, Politico









