Koalicja stworzona przez trzy partie ogłosiła, że chce odejść od wykorzystania węgla w produkcji energii elektrycznej osiem lat wcześniej niż dotychczas planowano. A proklimatycznych planów jest znacznie więcej.

Ilustracja: Olaf Scholz, kanclerz Niemiec. Źródło: Michael Lucan, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons.
Po wrześniowych wyborach parlamentarnych w Niemczech wiadomo było, że konieczne będzie utworzenie koalicji. Do rozmów siedli socjaldemokraci z SPD, Zieloni i Wolna Partia Demokratyczna (FDP). Już na wstępie negocjacji zadeklarowano, że działania na rzecz klimatu będą kluczowe, a jednym z celów będzie przyspieszenie odejścia od węgla.
Dwa miesiące negocjacji zakończyły się powodzeniem, a do ich formalnego zakończenia brakuje już tylko zatwierdzenia umowy koalicyjnej na zjazdach poszczególnych partii. Gdy do tego dojdzie, Angelę Merkel na stanowisku kanclerza zastąpi Olaf Scholz z SPD.
Niemieckie fundamenty dla ochrony klimatu
Umowa koalicyjna zakłada wiele działań i zobowiązań dotyczących klimatu. Wśród tych najważniejszych znajduje się osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2045 r. Nie jest to nowa deklaracja – data ta pojawiła się już po majowym wyroku niemieckiego trybunału konstytucyjnego, który nakazał rządowi przyspieszenie działań na rzecz ochrony klimatu. Teraz 2045 rok został jednak formalnie ujęty w umowie koalicyjnej.
Inny kluczowy cel: przyspieszenie odejścia od węgla. Koalicja chce uwolnić od niego gospodarkę najpóźniej w 2030 r., a więc osiem lat wcześniej niż zakładano do tej pory.
„Obowiązująca dotąd, wypracowana przez niemiecką Komisję Węglową data odejścia od węgla – 2038 r. – była wynikiem źle rozumianego politycznego kompromisu. Ani wymogi polityki klimatycznej ani kalkulacje ekonomiczne nie pozwalają uzasadnić tak odległej daty. Plan odejścia od węgla w 2030 r. jest więc raczej urealnieniem” – komentuje dr Kacper Szulecki z Instytutu Nauk Politycznych i Centrum Studiów nad Sprawiedliwą Transformacją na Uniwersytecie w Oslo.
Przejściowo część węgla ma zastąpić 20-40 GW mocy z gazu ziemnego, którego całkowite wycofanie planowane jest na 2040 r. Do tego nowe elektrownie i elektrociepłownie gazowe mają być gotowe do wykorzystywania wodoru, którego produkcja z czasem powinna stać się o wiele tańsza i powszechniejsza.
Do 2030 r. udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym Niemiec ma wzrosnąć do 80% (dotychczasowy cel to 65%), a co najmniej połowa niemieckiego ciepłownictwa ma być neutralna dla klimatu. Krajowy cel redukcji emisji do tego czasu ustalono zaś na poziomie 65%.
Żeby to osiągnąć, nowy rząd chce m.in.:
- przyspieszyć procedury planowania i zatwierdzania nowych OZE,
- wprowadzić obowiązek stosowania paneli słonecznych w nowych budynkach komercyjnych i zalecenia wobec budynków prywatnych,
- zwiększyć zainstalowaną moc PV z 54 do 200 GW,
- przeznaczyć 2% powierzchni kraju na rozwój lądowej energetyki wiatrowej,
- zwiększyć moc morskiej energii wiatrowej z obecnych 8 do co najmniej 30 GW w roku 2030, 40 GW w roku 2035 i 70 GW w roku 2045,przyjąć do 2025 r. standardy energetyczne dla nowych budynków, które uniemożliwią stosowanie wszelkich systemów grzewczych na paliwa kopalne.

Ilustracja 1. Zestawienie aktualnych mocy energetyki wiatrowej i słonecznej z planami na 2030 r. Moc wiatru na lądzie (110 GW) to oszacowanie bazujące na planach zainstalowania farm wiatrowych na 2% powierzchni kraju.
We wdrażaniu nowych polityk wiele do powiedzenia będzie miało planowane nowe „superministerstwo” gospodarki i klimatu.
Minimalna cena za emisje CO2
Umowa koalicyjna składa się z prawie 180 stron. Jak odnotowuje portal Wysokie Napięcie, sama część dotycząca polityki klimatycznej liczy kilkadziesiąt punktów, co jest „interesującym kontrastem do polskiej praktyki polityki”, gdzie umowy takie są bardzo krótkie.
Portal zwraca jednak uwagę, że umowa nie wspomina o tym, do ilu gigawatów ma wzrosnąć moc wiatraków na lądzie. Powodem są duże opory w lokalnych społecznościach, które najwięcej kontrowersji budzą na południu. Robert Habeck, współprzewodniczący Zielonych, który obejmie stanowisko wicekanclerza i ministra klimatu, gospodarki i energii odniósł w swoim rodzinnym Szlezwiku-Holsztynie spore sukcesy w namawianiu mieszkańców do lądowych wiatraków. Mały land o powierzchni 15 tys. km kw. jest drugi, po Dolnej Saksonii, pod względem łącznej mocy zainstalowanej lądowych turbin wiatrowych – ma prawie 7 GW, czyli tyle co cała Polska. Kluczem są korzyści dla lokalnych społeczności: umowa wspomina o „odpowiednich” zyskach dla społeczności, w których istnieją instalacje OZE.
W dokumencie zapisano natomiast, że wszystkie projekty OZE będą uznawane za inwestycje celu publicznego i będą mieć priorytet, dopóki Niemcy nie osiągną neutralności klimatycznej. Rząd ma też zdjąć ciężar wsparcia OZE z rachunków gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Odpowiednią opłatę weźmie na siebie rząd federalny, który pieniądze na ten cel weźmie ze sprzedaży praw do emisji dwutlenku węgla. Jednocześnie rząd chce wprowadzić minimalną cenę za sprzedaż uprawnień: tona wyemitowanego CO2 ma kosztować co najmniej 60 euro. System ma objąć również nowe sektory: transport i ciepłownictwo. Do tego Niemcy mają lobbować za wprowadzeniem podobnego dolnego limitu na poziomie całej Unii Europejskiej.
Transport, rolnictwo i atom
Koalicja zapowiedziała, że w dążeniu do neutralności klimatycznej będzie otwarta na wszystkie technologie, ale nie energię jądrową, która ma być porzucona do końca 2022 r.
Do 2030 r. 25% towarów ma być przewożone koleją, a na niemieckich drogach ma jeździć około 15 milionów w pełni elektrycznych samochodów (mniej więcej jedna trzecia floty). Liczba stacji ładowania pojazdów ma wzrosnąć do tego czasu z obecnych 49 tys. do 1 miliona. Od 2035 r. mają być zaś rejestrowane tylko zeroemisyjne pojazdy. Jednocześnie umowa zakłada, że dotychczasowy podatek od zużycia benzyny, oleju opałowego, węgla i gazu ziemnego – podnoszący ceny samochodów spalinowych – nie zostanie podwyższony. Nie wiadomo również, czy obecne dopłaty do pojazdów elektrycznych (6-9 tys. euro), które obowiązują do 2025 r., zostaną przedłużone. Zabrakło też innych punktów wspierających ograniczenie emisji z transportu, jak choćby zmniejszenia dopuszczalnej prędkości na autostradach.
Dlatego zdaniem części ekspertów zapisy umowy nie są wystarczająco ambitne i nie pozwolą na zrealizowanie nakazanego przez orzeczenie sądu celu, jakim jest zmniejszenie emisji z sektora transportu o 50% do 2030 r. „Nie jest jasne, w jaki sposób rząd będzie zachęcać ludzi do kupowania tych 15 milionów pojazdów elektrycznych. Można dać ludziom pieniądze na ich zakup albo sprawić, że emisje CO2 będą droższe. Ale nie odważono się ani na jedno, ani na drugie” – komentują eksperci z branży motoryzacyjnej.
Jeśli chodzi o rolnictwo, umowa zakłada m.in., że do końca 2023 r. używanie kontrowersyjnego glifosatu zostanie zakazane.
„Zmiany dosięgną także mięsa. Od 2022 r. będzie wprowadzona obowiązkowa nalepka na opakowania z mięsem, na której znajdzie się informacja odnośnie traktowania zwierząt. Mają być na niej zapisane informacje dotyczące traktowania zwierząt podczas transportu i tego, jak zostały ubite” opisuje Interia.
I dodaje, że transport żywych zwierząt poza Unię ma być dozwolony tylko wtedy, jeśli po drodze znajdują się ośrodki, które mogą udzielić opieki i pomocy zwierzętom. Stworzona ma być także podstawa prawna do monitoringu części ubojni oraz narodowa strategia żywnościowa, która duży nacisk położy na zapewnianie zdrowszej żywności dzieciom. Nowy rząd chce także „znacząco zmniejszyć” emisje amoniaku i metanu w rolnictwie.
Ile to będzie kosztować?
Koalicja FDP-Zieloni-SPD chce do końca 2022 r. przygotować szczegółowy program ochrony klimatu.
„Porozumienie to utorowało drogę do neutralności klimatycznej. Ochrona klimatu będzie zagadnieniem przekrojowym we wszystkich dziedzinach – od transportu przez przemysł, budownictwo i mieszkalnictwo po rolnictwo, ale także współpracę międzynarodową i politykę bezpieczeństwa” – podsumowuje Annalena Baerbock, liderka Zielonych.
Firma doradcza BCG przyjrzała się planom przyszłych koalicjantów jeszcze przed zawarciem umowy. I oszacowała, że do 2030 r. zapotrzebowanie na prąd wzrośnie o ponad 40%, zastępując energię z paliw kopalnych, a emisje z sektora mają zmniejszyć się o 60%. Angielskie streszczenie raportu dostępne jest tutaj.
Według szacunków wydatki na transformację do 2030 r. mają wynieść ok. 860 miliardów euro, z czego połowa przypadnie na sektor energetyczny. Wydaje się to dużo, ale biorąc pod uwagę, że rocznie będzie to 100 miliardów euro, przekłada się to na ok. 2,5% niemieckiego PKB, z czego wydatki państwa wyniosą ok. 0,9% PKB. Resztę inwestycji ma poczynić sektor prywatny. Dalsze, niepohamowane zmiany klimatu przyniosłyby dla niemieckiej gospodarki o wiele większe straty – jak wynika z raportu firmy asekuracyjnej Swiss Re w przypadku wzrostu średniej temperatury Ziemi o 3,2°C może to być nawet ponad 11% PKB.
Jak już wspominaliśmy, według nowej analizy niemieckiego think tanku Agora Energiewende odejście od węgla do 2030 r. jest możliwe – i to nie tylko w samych Niemczech, lecz całej Unii Europejskiej (patrz artykuł Odejście od węgla w UE możliwe w 2030 r. Także w Polsce).
Szymon Bujalski








