Norwegia zaproponowała do tej pory najbardziej restrykcyjne podejście do ograniczania emisji gazów cieplarnianych spośród wszystkich europejskich krajów. Norweskie władze oświadczyły, że do 2020 roku zamierzają zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 40 procent w porównaniu do bazowego roku 1990. Natomiast wszystkie kraje Unii Europejskiej przygotowują się do ogłoszenia podczas grudniowej konferencji klimatycznej w duńskiej Kopenhadze zamiaru ograniczenia emisji CO2 do 2020 roku o maksymalnie 30 procent.

Pozostałe kraje świata na ogół nie ograniczą emisji w ciągu najbliższych 10 lat o więcej niż 20 procent. Właśnie taki poziom został uznany przez Organizację Narodów Zjednoczonych za pułap minimalny. Norwegia już wcześniej zapowiadała, że w walce ze zmianami klimatycznymi będzie bezkompromisowa. Rząd zapowiadał, że Norwegia zamierza się stać pierwszym państwem na świecie, który będzie emitować tak niewielkie ilości dwutlenku węgla, że można go będzie nazwać krajem zerowej emisji.
Te ambitne cele mogą być dotrzymane, jeśli Norwegia nie zmieni swojego zdania podczas grudniowej konferencji. Jednak deklaracje skandynawskiego kraju niewiele mogą zmienić w skali światowej. Norwegia jest jednym z krajów, które od zawsze emitowały najmniejsze ilości CO2, ponieważ emituje tylko 0,2 procent światowej emisji. Do tych najbardziej emisyjnych należą m.in. Niemcy, gdzie emisja stanowi 2,8 procenta emisji światowej. Obok Niemiec na czarnej liście znajduje się Wielka Brytania, Włochy, Francja, Hiszpania i na szóstym miejscu Polska.
Źródło: Twoja Pogoda










