ArtykulyPowiązania

Niszczymy nasze zasoby żywnościowe, a technologia nie zdoła nas obronić

Rolnictwo przemysłowe nie jest w stanie wykarmić 10 miliardów ludzi, a cudowne nowe technologie nie pojawiają się – i mogą się nie pojawić

Globalne zatrucie żywności? Tak, właśnie to osiągamy. Jeśli przejmujesz się „Peak Oil”, czyli światowym szczytem wydobycia ropy, nie przejmuj się nim aż tak bardzo – on wcale nie jest najważniejszym, a już na pewno nie jedynym problemem, przed którym stoimy. Właśnie wdrapujemy się na szczyt produkcji żywności, a miliardy ludzi stają w obliczu głodu. Do tego zatruwamy naszą przyszłość. To dlatego Cargill, największa amerykańska firma produkująca żywność, ostrzega nas. Ostrzega nas co do wody, nasion, nawozów, pestycydów, chorób i suszy. Zapala czerwone lampki prawie w każdej kwestii wpływającej na produkcję żywności. Jest gorzej niż myślimy.

Powoli zatruwamy zasoby żywnościowe na całym świecie. Cargill stara się myśleć z wyprzedzeniem, ale politycy zwlekają – są zakleszczeni w zaprzeczaniu prognozom i chowaniu się za pseudo-nauką, chroniąc wielkie koncerny naftowe, a ich bezczynność zabija, głodzi i truje ludzi.

Prawda jest taka, że światowe rolnictwo towarowe nie jest w stanie wyżywić 10 miliardów ludzi, czyli tyle ile według prognoz będzie nas w 2050 roku. Czy możemy czekać aż do 2050 roku na kryzys żywnościowy? Nie. Zegar tyka, wskazując nadchodząca katastrofę, czającą się za szczytem produkcji żywności. Jesteśmy w punkcie krytycznym, a planeta właśnie zaczyna się przegrzewać.

Konserwatywny Greg Page, prezes imperium spożywczego „Cargill”, ma w sobie tego nastawionego na sukces ducha kapitalizmu. Osiągając wartość 43 mld dolarów, Cargill jest obecnie największą w Ameryce prywatną firmą. Firmą powstałą w czasie wojny domowej w magazynie zboża. Greg Page, do tej pory niezrażony optymista, wezwał do działania w artykule redakcyjnym w New York Times pt. „Bilans zmiany klimatu”.

Greg Page jest potężnym, optymistycznym, realistycznym i doświadczonym przywódcą. Nie jest żadnym „lewicowym ekologiem”. Bynajmniej. Jego głos wynika z tego, że to jest jego biznes, praca i zyski, a jest faktem, że klimat już niszczy duże części różnych sektorów amerykańskiego przemysłu rolniczego. Długie okresy burz pyłowych w głębi kraju, w suchej jak pieprz Dolinie Centralnej w Kalifornii, wszędzie… Już teraz w Georgii, Karolinie Północnej i Teksasie zagrożone są same ekonomiczne podstawy gospodarstw. Tymczasem politycy lenią się i zwlekają, rozgrywając drobne gierki ideologiczne.

Dla szefa Cargill to naprawdę kluczowa sprawa, ponieważ w dłuższej perspektywie zmiana klimatu może po prostu zniszczyć nie tylko jego firmę, lecz wręcz cały sektor rolniczy w USA.

A co zrobimy, jeśli „magiczne” rolnicze technologie przyszłości nie wykarmią 10 miliardów ludzi?

Stawką dla koncernu Page’a są miliardy dolarów. Jej szef nie chce ryzykować pomyłki. Wpatruje się w przyszłość i widzi co nadchodzi: „W ciągu najbliższych 50 lat, jeśli nic nie zostanie zrobione, plony w wielu stanach najprawdopodobniej zdecydowanie spadną. Koszty chłodzenia w fermach kurzych wzrosną. Powodzie będą częściej podmywać trasy kolejowe, którymi transportowana jest żywność w USA”. Page chce, by amerykański agrobiznes był przygotowany.

Naukowcy związani z Cargill twierdzą, że amerykański sektor rolny jest całkiem nieźle przygotowany do przystosowania się do zmiany klimatu. Ale co będzie, jeśli są oni zbyt optymistyczni? Może jednak tak nie jest? Były burmistrz Nowego Jorku, miliarder Michael Bloomberg pytał Page’a: „Czy technologie pozwalające na adaptację istnieją? Czy mówimy, że one kiedyś, pewnego dnia, pojawią się?”. A może … Cargill, rolnictwo towarowe i cały światowy przemysł spożywczy po prostu postępują według schematu osiągania krótkoterminowych zysków, żyjąc w świecie fantazji? I w nadziei, że kiedyś…, może zostaną uratowani przez jakąś magiczną technologię? Technologię, której jednak po prostu może nie być tam, gdzie będzie potrzebna?

To tak jak wtedy, gdy mówimy: „wierzymy, że lekarstwo na raka powstanie, ale nie mamy pojęcia, kiedy i jak”.

Greg Page jest przekonany, że „adaptacja powinna opierać się bardziej na działaniach operacyjnych rolnictwa i przemysłu spożywczego, a nie dalszych badaniach i rozwoju”. Niestety, gdy sprawy zaczną iść gorzej, a produkcja żywności zacznie pikować po drugiej stronie szczytu, cały optymizm i wizje magicznych technologii przyszłości, wraz z obietnicami kapitalistycznych rozwiązań będą nikłą pociechą dla ponad miliarda ludzi na całym świecie, którzy już teraz żyją w skrajnym ubóstwie.

Tak, dostęp do żywności jest jednym z największych problemów świata. Już dzisiaj jest problem z wyżywieniem 7,3 mld ludzi. I jest praktycznie niemożliwe, aby nakarmić kolejne 3 mld w 2050 roku, ostrzega Jeremy Grantham, którego firma zarządza inwestycjami w wysokości 120 miliardów dolarów, a także finansuje Centrum Badań Granthama w London School of Economics.

Jeffrey Sachs z Columbia University, szef Instytutu Ziemi i jeden z kluczowych doradców sekretarza generalnego ONZ, ostrzega, że utrzymanie pięciu miliardów ludzi to maksimum możliwości planety. Biorąc pod uwagę aktualne prognozy wzrostu ludności do 10 mld w 2050 roku, katastrofa jest tuż, tuż.

Pentagon już w czasie kadencji Busha ostrzegał, że do 2020 roku możliwości planety będą tak drastycznie nadwerężone, że amerykańska machina wojenna powinna przygotować się do nadchodzących wojen o żywność, wodę i dostawy energii.

Wykarmić ponad 7 mld ludzi żyjących już na Ziemi plus kolejne 3 mld ludzi w 2050 roku? Wykarmić 10 mld ludzi? Jeśli rzeczywiście nie ma od tego odwrotu, nie możemy czekać do 2050 roku, aby rozpocząć działania. Zegar tyka. Jesteśmy już w punkcie zwrotnym. Lepiej rozpocząć planowanie teraz, jeśli chcemy mieć szansę na podjęcie walki mającej jakąś szansę na sukces.

Największym zadaniem do wykonania, aby przetrwać, jest zapewnienie żywności. Nie potrafimy wykarmić 10 mld ludzi.

Grantham nie jest tak optymistyczny jak Greg Page. Wręcz przeciwnie, umacnia on najgorsze obawy Pentagonu, ostrzegając przed „nieuchronnym niedopasowaniem ograniczonych zasobów do wykładniczego wzrostu populacji”, przed eksplozją cen surowców towarzyszącą ich niedoborom. Czynniki te stanowią według niego główne „zagrożenie dla długoterminowego przeżycia naszego gatunku po tym, gdy jego liczebność osiągnie poziom 10 mld osobników”, gdyż powodują, że wykarmienie 10 miliardów ludzi będzie niemożliwe.

Mamy zatem złą wiadomość: wydajność planety nie wystarczy, by wykarmić 10 miliardów ludzi. A optymizm i wiara w nowe technologie nie są w stanie tych obaw zmniejszyć, co zmusza Granthama do wniosku: „jeśli populacja wciąż będzie rosnąć, będziemy pod presją nawracających niedoborów węglowodorów, metali, wody i nawozów. Rolnictwo ewidentnie będzie poddane najcięższym stresom”.

Czy zatem naprawdę rozumiemy powagę sytuacji? Rolnictwo jest największym problemem spośród sektorów produkcyjnych. Agrobiznes jest odpowiedzialny za wykarmienie dodatkowych dwóch do trzech miliardów ludzi, co stanowi wzrost o 30% do 40% w ciągu zaledwie 40 lat. Dostępność najwyższej jakości ziemi prawie na pewno będzie się dalej zmniejszać, a jakość gleb uprawnych będzie nadal stopniowo obniżać się na całym świecie ze względu na erozję, pomimo zwiększonych wysiłków w celu zapobiegania jej. Stanowi to ogromne obciążenie dla zwiększenia produktywności”. Także dla Cargill będzie to problem nierozwiązywalny.

Pięć powodów, dla których to nadchodzący szczyt produkcji żywności jest tykającą bombą zegarową nr 1

Grantham wierzy, że ludzie mają mózgi i środki do osiągnięcia prawdziwej stabilności planety, ale problem jest w nas i naszym skupieniu się na krótkoterminowym wzroście. Nasza ludzka pomysłowość może rozwiązać problem energii, nawet niedobór metali i świeżej wody. Może rozwiązać nawet problem potrzeb ludności, bez głodu, chorób i wojen.

Ale rolnictwo stoi w obliczu ogromnych strat nieodnawialnych zasobów, którym technologie nie są w stanie zapobiec bez uciekania się do obietnic graniczących z magią. Oto dlaczego rolnictwo jest na świecie bombą zegarową nr 1. I dlatego decydenci powinni podjąć działania, by pokonać pięć nakreślonych przez Granthama ograniczeń:

• Wyczerpywanie się zasobów potasu i fosforu oraz erozja gleb. Ich całkowite lub prawie całkowite wyczerpanie uniemożliwiłoby wyżywienie 10 miliardów ludzi.

• Potas i fosfor są niezbędne dla całego życia; nie mogą być one wytwarzane i nie mogą być zastąpione.

• Globalnie, erozja gleby przebiega w tempie, które jest kilka razy większe niż naturalne tempo ich odtwarzania.

• Biedne kraje w Afryce i Azji będą prawie na pewno cierpieć z powodu rosnącego niedożywienia i głodu. Możliwość pomocy zagranicznej w takiej skali wydaje się nieszczególnie realistyczna.

• Wiele stresów w rolnictwie będzie wzmocnionych – przez wzrost temperatury, wzrost niestabilności pogody, w tym częste i poważne susze oraz powodzie.

Grantham jest sceptyczny wobec tego, czy rozwiązania oparte na typowym krótkoterminowym myśleniu będą działać także w przyszłości: „Kapitalizm, mimo wspaniałych cech sprawdzających się w krótkiej perspektywie czasowej, a przede wszystkim jego zdolności do dostosowania się do zmieniających się warunków, ma kilka słabych punktów. Nie może poradzić sobie z problemem ‘tragedii wspólnego pastwiska’, na przykład z przełowieniem łowisk, erozją gleby i zanieczyszczeniem powietrza”. Wręcz przeciwnie, nieregulowany wolny rynek tylko pogarsza sytuację.

Niestety, w dzisiejszej kulturze zaprzeczania niewygodnym wynikom badań naukowych, skończoność zasobów naturalnych jest po prostu ignorowana, a wycena dóbr jest oparta w całości na podaży i popycie krótkoterminowym. Krótko mówiąc, kilka następnych dekad będzie stanowić wyzwanie dla podstawowej zasady kapitalizmu, która mówi, że o dobro publiczne najlepiej dba „niewidzialna ręka rynku”, jako skutek konkurencji między jednostkami, działającymi wyłącznie w imię swoich własnych odrębnych interesów. Czyli: brak współpracy, brak globalnych rozwiązania, każdy dla siebie, brak ograniczeń. Niestety to ślepa uliczka dla wszystkich, w której czeka na nas tykająca bomba zegarowa.

Krzysztof Kujawa na podst. MarketWatch

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly