Wicepremier Morawiecki: „Technologia OZE tak szybko tanieje, że nie ma sensu w nią teraz inwestować – wstrzymajmy się z tym jeszcze kilka kolejnych lat”. Czy to dobre podejście? Wicepremier Morawiecki mówi, że nie.
Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy wicepremier Morawiecki przedstawił swoje spojrzenie na inwestycje w technologie OZE:
Dziś bardzo ważna jest energia odnawialna. Do roku 2020 mamy jej pozyskiwać 15 proc. w stosunku do pozostałych źródeł. Nie chcemy pozyskiwać jej więcej, ale nie dlatego, że jesteśmy wrogami energii odnawialnej. Uważamy, że postęp w tym zakresie jest tak ogromny, że być może turbiny czy panele fotowoltaiczne, które będziemy instalować za pięć lat, kiedy przyjdzie kolejna perspektywa i kiedy przyjmiemy następne obowiązki na siebie, będą dwa razy tańsze, tak jak dzisiaj są dwa razy tańsze niż były pięć lat temu.
Diagnoza, że ceny technologii OZE i efektywności energetycznej szybko spadają, a parametry się poprawiają jest stwierdzeniem faktu. Naturalną koleją rzeczy pojawia się uzasadnione pytanie, czy nie opłaca się więc jeszcze poczekać, aż ceny spadną jeszcze bardziej.
Postęp technologiczny w obszarze fotowoltaiki, magazynów prądu, sieci inteligentnych, aut elektrycznych i autonomicznych można porównać z dynamicznymi przełomami technologicznymi, które do głębi transformowały rynek: wyparciem telewizorów czarno-białych przez kolorowe, telefonów stacjonarnych przez komórki czy komórek „Nokia” przez smartfony. Może to też dotyczyć większych urządzeń. Oto Piąta Ulica w Nowym Jorku w Wielkanoc 1900 roku. Jakie pojazdy tu widać? Same powozy? Bynajmniej – jest jeden samochód. Potrafisz go znaleźć?

Rysunek 1. Piąta Ulica w Nowym Jorku, Wielkanoc 1900 r. Źródło.
Jeśli znalazłeś – gratulacje!
A tu mamy Piątą Ulicę 13 lat później – w Wielkanoc 1913 roku. Jakie pojazdy widzisz? Same samochody! No, prawie, jest jeden powóz…

Rysunek 2. Piąta Ulica w Nowym Jorku, Wielkanoc 1913 r. Źródło.
To właśnie tempo zmian, z jakim mamy do czynienia przy innowacjach przełomowych, takich jak fotowoltaika, baterie, samochody elektryczne czy sieci inteligentne.
Nie jesteś przekonany? Warto obejrzeć prezentację CleanDisruption, zrozumiesz, co się dzieje.
To, czy zacząć wdrażać technologie OZE i efektywności energetycznej dziś czy poczekać jeszcze kilka lat to kwestia podobna do pytania, czy czas już kupić komputer, skoro prawo Moore’a powoduje, że od dziesięcioleci ceny co 2 lata spadają o połowę, więc za kilka lat będzie można kupić lepszy sprzęt za mniejsze pieniądze. Można wstrzymać się trochę z zakupem komputera, owszem – ale nie ma sensu czekać zbyt długo, bo traci się korzyści związane z jego posiadaniem – nie nabywa się nowych kompetencji i ponosi się koszty trzymania się starych rozwiązań – ot, na przykład dalsza praca z maszynami do pisania, „bazą danych” w skoroszycie lub rzutnikiem z foliami. Odkładając wdrażanie innowacyjnych technologii w Polsce na później, „aż stanieją”, konserwujemy stare rozwiązania, blokujemy rozwój innowacyjnych branż i docelowo skazujemy się na bycie ofiarą transformacji. Przyczyniając się do wzrostu zainstalowanych mocy przyczyniamy się też jednocześnie do spadku cen instalacji – popychamy więc transformację do przodu.
Kompetencji w nowym złożonym rynku energetycznym, z sieciami inteligentnymi, integracją sektorów elektroenergetycznego, transportowego i ciepła/chłodu w jeden system, z magazynowaniem ciepła i prądu, przetwarzaniem energii z niestabilnych źródeł w formy stabilne (np. Power2Gas) nie nabywa się w jeden wieczór, ale buduje się latami. Konserwując status quo zwlekaliśmy bardzo długo i już pozostajemy z tyłu, przez co nadrobienie zaległości będzie trudne. Jeśli prześpimy kolejne kilka lat, będzie już praktycznie niemożliwe. Idąc tą drogą nie będziemy beneficjentem nowej rewolucji przemysłowej, ale jej ofiarą.
Co więcej – morał z szybkiego spadku cen i rozwoju technologii, połączony ze starzeniem się istniejącego systemu energetycznego i koniecznością pilnych inwestycji w tym obszarze oznacza, że powinniśmy inwestować w małe, szybko budowane instalacje o umiarkowanym czasie życia, rzędu kilkunastu do 20 lat, żeby zdążyły się spłacić i zamortyzować, a których budowa da nam kompetencje niezbędne na nowym rynku.
Na pewno nie powinniśmy inwestować w infrastrukturę o długim czasie życia, rzędu 50 lub więcej lat, do tego taką, której budowa nie buduje przyszłościowych kompetencji – takiej infrastruktury jak wielkie bloki węglowe.
Rozmawiałem ostatnio z ludźmi z firmy budującej elektrownię węglową w Opolu. W rozmowie wyszło, że mają pełną świadomość, że to zmarnowane pieniądze i za kilkanaście lat przyjdzie tę właśnie budowaną elektrownię zamykać… Ale im to nie przeszkadza – wystawiają dziś faktury za budowę. Za kilkanaście lat wystawią drugie za rozbiórkę i trzecie za budowę czegoś nowego. Dla nich OK, ale marnowane są właśnie nasze Polaków pieniądze. Płacimy dziś za te faktury w naszych rachunkach i podatkach. A później mamy płacić za te drugie faktury? A potem za trzecie???
Załóżmy, że zamierzamy poczekać z wdrażaniem nowych rozwiązań przez 5 lat, co jest typowym okresem spadku cen takich technologii jak fotowoltaika czy baterie o połowę. Ile zaoszczędzimy? Cóż, w tym czasie, nawet ambitnie inwestując w OZE i efektywność energetyczną, zbudujemy jakieś 10% całości systemu. Czekając aż technologie te stanieją o połowę zaoszczędzimy więc 5% całości inwestycji. Za cenę tego, że w świecie komputerów zostaniemy skansenem maszyn do pisania.
Na propozycję wicepremiera Morawieckiego, żeby czekać, najtrafniejszej odpowiedzi udzielił… wicepremier Morawiecki przedstawiając swoją wizję innowacyjnej gospodarki, przytaczając anegdotkę o mistrzu hokejowym Wayne Gretzky’m. Dziennikarz zapytał się go: „Mistrzu, jak Pan to robi, że jest Pan zawsze tam, gdzie dzieje się akcja i co chwila wbija Pan krążek do bramki przeciwnika?” Na co Gretzky odpowiedział: „Po prostu jadę tam, gdzie krążek będzie, a nie tam, gdzie on jest.”
Większość światowych inwestycji w sektorze energetycznym ma dziś miejsce w OZE. Od węgla odchodzą wszyscy, nawet Chiny i Indie. Rozwijając OZE jedziemy tam, gdzie krążek będzie. Inwestując w węgiel, pojechalibyśmy tam, gdzie był lata temu.








