Artykuly

Megadrukowanie: USA

Amerykański FED uruchomił trzecią rundę „luzowania ilościowego”, czyli QE 3, tym razem bezterminowo. Europejski Bank Centralny rozpoczął skup długów krajów strefy euro pod ładnym akronimem OMT (Outright Monetary Transaction). Centralny bank Japonii zwiększył skalę skupu z rynku obligacji i przedłużył jej czas trwania. Swoją wersję QE prowadzi też Wielka Brytania, ostatnio zwiększając jej skalę.

Działania o największej skali prowadzi amerykańska Rezerwa Federalna, ogłaszając właśnie, że do wcześniejszych pakietów QE1, QE2, operacji Twist i utrzymywania stóp procentowych znacznie poniżej inflacji dołączy kolejne działania „stymulujące gospodarkę”:

  • Tworzenie znikąd 40 miliardów dolarów rocznie, za które będzie nabywać sławne długi hipoteczne MBS
  • Wpływy z posiadanych przez FED MBS (w których ma już 840 miliardów) będą reinwestowane w kolejne MBS
  • Bilans FED (czyli jego dług) będzie w tym roku rósł w tempie 85 mld miesięcznie
  • QE3, w odróżnieniu od wcześniejszych pakietów QE1 i QE2 nie ma ograniczenia – ani czas trwania ani całkowita kwota nie są określone
  • QE3 będzie trwać „aż rynek pracy znacząco się poprawi” (cokolwiek to znaczy)
  • Jeśli uzna to za niezbędne, FED „będzie skupywał też inne papiery” i „stosował dodatkowe narzędzia”
  • Operacja Twist (skup obligacji długoterminowych za pomocą środków ze sprzedaży obligacji krótkoterminowych, co powoduje spadek oprocentowania papierów długoterminowych, będącego bazą odniesienia dla oprocentowania kredytów hipotecznych i in.) będzie kontynuowana bez wskazania terminu jej zakończenia
  • Okres utrzymywania stóp procentowych w okolicach 0,0 – 0,25% zostanie przedłużony co najmniej do połowy 2015 roku.

Widać, że FED „zrobi co w jego mocy”, aby zapewnić wzrost ilości pieniędzy w gospodarce i nie dopuścić do deflacji.

Czy to zadziała?

Zależy, co rozumiemy przez „zadziała”.

Politycy w takich sytuacjach mają tendencję do łagodzenia problemów dziś i unikania niewygodnych decyzji, nawet kosztem utraty wartości pieniądza jutro.

Dzięki agresywnym działaniom FED deflacji przez jakiś czas uda się uniknąć, jednak wiara, że spowoduje to „powrót do normalności” wymaga przyjęcia założenia, że można w nieskończoność pożyczać więcej, niż się zarabia.

Na krótką metę drukowane przez FED pieniądze trafią na rynek, podbijając ceny akcji – to zresztą główny cel FED, który liczy, że gospodarstwa domowe, widząc, że dzięki wzrostowi cen akcji stają się coraz bogatsze, zaczną wydawać pieniądze, nakręcając koniunkturę i wzrost gospodarczy. Utrzymywane na sztucznie niskim poziomie stopy procentowe dodatkowo zachęcają (wręcz zmuszają) do wydawania pieniędzy i brania kredytów.

Przypomnę: obecny system finansowy, w którym pieniądze tworzone są w sektorze bankowym jako oprocentowany dług wymaga wzrostu. Jeśli PKB i ilość pieniędzy w gospodarce nie rosną, długi nie będą mogły być spłacane, a gospodarka wpadnie w spiralę recesji i bezrobocia. Zmniejszenie się ilości pieniądza w gospodarce spowoduje spadek cen, czyli deflację. W takiej sytuacji ma też miejsce spadek wartości nieruchomości, akcji i innych aktywów (ale nie długów), co jest dla gospodarki
równie mordercze, co dla polityków planujących utrzymanie się przy władzy.

Jednak nie bardzo wiadomo, kto miałby brać na siebie większe długi.

Gospodarstwa domowe? Wraz z załamaniem rynku nieruchomości majątek gospodarstw domowych poleciał w dół, bezrobocie drastycznie wzrosło, a dochody spadły. Gospodarstwa domowe są teraz nastawione nie na dalsze zadłużanie się, lecz na spłatę już zaciągniętych długów i oszczędzanie.

Przechodzące na emerytury pokolenie wyżu demograficznego, osób urodzonych po II wojnie światowej, też raczej będzie mocno oszczędzać, a mniej wydawać. A nawet gdyby osoby prywatne chciały zadłużać się bardziej, to same instytucje finansowe tak zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów, że zdolność osób prywatnych do zaciągania długów drastycznie spadła.

Firmy spoza sektora finansowego? Kiedy zapotrzebowanie na towary i usługi ze strony ludności spada, firmy nie inwestują w zwiększanie mocy wytwórczych, raczej gromadzą rezerwy kapitału na ciężkie czasy.

Sektor finansowy również poniósł ciężkie straty w kryzysie. Wiele banków, zostawszy po kryzysie z wielkimi pakietami niemal bezwartościowych instrumentów pochodnych i niespłacalnych pożyczek hipotecznych, balansuje na granicy niewypłacalności. Widząc słabą kondycję gospodarki i przewidując możliwość kolejnej fali bankructw, nie kwapią się do podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Zresztą w przeciwieństwie do inwestycji w świecie rzeczywistym, podejmowanych przez firmy spoza sektora finansowego i gospodarstwa domowe, wzrost w sektorze finansowym oznaczałby tylko dalsze gry numeryczne i pompowanie kolejnej bańki spekulacyjnej.

Pozostaje rząd federalny wraz z bankiem centralnym, które biorą na siebie ciężar zadłużenia. Jak to się skończy? Wiele wskazuje na to, że tak, jak zwykle kończyło się w historii – inflacją i zniszczeniem pieniądza.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly