Mamy kolejny wrześniowy dzień. Dzieci zainaugurowały nowy rok szkolny, a dorośli po urlopach rzucają się w wir zawodowego życia. Jak co roku.
Jednak świat nie jest taki, jak rok temu. W mediach słyszymy o konflikcie na Ukrainie – ukraińska armia walczy z separatystami (a właściwie z urlopowanymi wraz z czołgami i artylerią batalionami armii Federacji Rosyjskiej). Putin zakręca kurek z gazem. W innym punkcie świata bojownicy niedawno powołanego do życia Państwa Islamskiego dekapitują amerykańskich dziennikarzy, bezwzględnie likwidują wszelki napotkany opór i krwawo rozprawiają się z mniejszościami. Stopy procentowe w Europie stają się coraz bardziej ujemne. Za Atlantykiem zaś Argentyna znów stoi na krawędzi finansowej przepaści. Kryzys ma się dobrze i wciąż robi karierę.
Media cenią go, bo dostarcza widza, a ten przychody i zyski. Jednak medialny świat nie stoi wyłącznie kryzysem, wojną i czystkami etnicznymi. Media relacjonują też liczne wydarzenia pozytywne: walki na jajka i pomidory, wydra grająca na harfie, albo Ice Bucket Challenge.
Coś jednak niepokoi i wydaje się nie być w porządku, tak jakby rzeczywistość wymknęła się nieco spod kontroli. Pocieszamy się jednak, że gdyby faktycznie ciążyło nad nami jakieś dające się objąć rozumem zagrożenie, to pewnością byśmy się o tym z mediów dowiedzieli. Czy jednak aby na pewno?
Przed państwem na scenie studia telewizyjnego gospodarz programu i zręczny iluzjonista. Sięga do cylindra i wyjmuje króliczka. Na sierści zwierzątka widać napis Dotcom.2000. Zmieszany nieco iluzjonista rzuca zwierzątko w kąt i sięga po następne. Drugi króliczek mimo naturalnej urody gryzonia jest mizerny, ale i na jego futerku dostrzec można litery układające się w napis Lehmanbrothers.2008. Na twarzy iluzjonisty rysuje się zdziwienie, które szybko przelewa się na widownię. Nie ten króliczek i nie ten napis. Reżyser obserwowanego przez szerokie audytorium wydarzenia zaprasza na antrakt, bowiem show wymyka się mu spod kontroli. Ma nadzieję, że reklama Old Spice odświeży nieco zgęstniałą atmosferę i uporządkuje zakulisowe działania, tak aby program mógł być realizowany zgodnie z wcześniej zaplanowanym scenariuszem. Niestety, brakuje czasu, a widza trzeba zabawiać dalej. Spektakl jest wznawiany. Tym razem trzeci królik jest cieniem poprzedniego, workiem na drobne kosteczki pokryty odrobiną sierści i podobnie jak poprzednie ma na futrze napis. Niestety, nikt z go nie pozna, dopóki trzeci królik rzeczywiście nie zostanie wyciągnięty z cylindra, a raczej sam z niego nie wylezie.
Każdy z opisanych wyżej króliczków wyciąganych z cylindra to synonim kryzysu, a cała historia jest alegorią funkcjonowania mass mediów. Przeciętny człowiek, który na co dzień zajęty jest własnymi sprawami, nie zaprząta sobie głowy tym jak działają media. Raczej im zawierza, darzy estymą, ceni osobowości, które uświęcają je własną twarzą lub głosem, jak to jest w przypadku internetu, telewizji, czy radia. To przecież właśnie na ich przekazie opiera własną wiedzę o świecie. Dziwi się zatem sytuacjom, kiedy króliczki po wyjęciu z cylindra zmuszają go do stawiania trudnych pytań. Czy mam się obawiać utraty pracy? Czy będę w stanie spłacić kolejne raty kredytu? Jak bardzo wzrosną moje przyszłe obciążenia finansowe? Czy moje oszczędności nie znikną? Jak mam zabezpieczyć swoje inwestycje? Oczywiście nie można mylić mediów z wyrocznią, ale śmiało można postawiać tezę, że tracą one walor rzetelnego opisywania otaczającego świata i prognozowania przyszłości. Dzieje się tak, ponieważ same media są pogrążone w kryzysie.
Po pierwsze zyski. Nikt już chyba nie łudzi się, że media mają misję. Mniejsza o to, czy publiczne albo komercyjne. Jeśli zachowamy choć małą dozę krytyki, szybko stwierdzimy, że nie ma koncernu medialnego, które misję stawiałoby na pierwszym miejscu. Liczy się zarobek. A zarabia się na reklamach. Im więcej widzów, słuchaczy, czytelników, tym większe przychody i zyski. To o nie chodzi. Informacja to towar, który ma przyciągnąć odbiorców reklam. Towar ten, podobnie jak paliwo na stacjach benzynowych musi być serwowany 24 h, starannie opakowany oraz podany równie szybko i przystępnie jak hot-dog z keczupem.
Przyciąganie odbiorców. Odbiorca mediów to klient o chimerycznym i niestałym usposobieniu. Bywa roztargniony i spragniony emocji. Kliknięciem przycisku pilota lub myszki decyduje o przepływie pieniędzy, bilansie zysków i strat. Dlatego lepiej mu schlebiać, nie trudzić, nie oczekiwać cierpliwości. Lepszym rozwiązaniem jest zabawiać go tańcem, popisami wokalnymi, edukować, jak dobrze zjeść, lub przynajmniej pokazać kulinarne osiągnięcia największych mistrzów gotowania. Dyktatowi rozkapryszonego klienta musiała ulec też informacja. Media powołały więc do życia infotainment, który subtelnie łączy tragedię z komedią, wojnę z kozą jeżdżącą na rowerze, afery polityczne z kobiecymi powabami, a kryzys gospodarczy z targami samochodowymi ekskluzywnych aut. Dramat nie może być sauté, refleksja nie ma w nim zastosowania, a analiza schodzi na dalszy plan, ponieważ nie wpisuje się w normę nowoczesnego, eskapistycznego przekazu. Masową wyobraźnię pobudzają zatem mama małej Madzi, mastektomia celebrytki lub samobójcza śmierć znanego aktora.
Nawet problem to nie problem. W infotainmencie znaczenie mają incydenty. Trwają chwilę i szybko są zastępowane przez kolejne. Są rozdzielne i rzadko kiedy należą do konkretnej grupy zjawisk. Co prawda, obowiązuje je zasada przyczyny i skutku, ale tylko w pierwszym stopniu. Łańcuch zależności jest już nieistotny. Powódź stulecia na Bałkanach występuje przecież raz na sto lat i wydaje się być zjawiskiem losowym. Nawałnice przechodzące nad Polską podobnie. W końcu to zjawiska lokalne i zdarzają się raz na długi czas, można by myśleć. Zmiana klimatu, gazy cieplarniane w atmosferze, spalanie paliw kopalnych, prąd strumieniowy, zmniejszające się albedo i inne takie może i brzmią intrygująco, ale wgryzanie się w ich niuanse to już nie dla przeciętnego widza. A już szczególnie niemile widziane przez reklamodawców jest psucie klimatu konsumpcji. Gdy sieć telewizyjna CNN powiązała na swojej antenie ekstrema pogodowe ze zmianą klimatu, wywołało to lawinę protestów ze strony firm naftowych i koncernów samochodowych, które zagroziły, że jeśli CNN będzie wyjaśniać takie związki na antenie, to nie zamówią w CNN ani jednej reklamy więcej. CNN ugięło się i przy okazji raportowania ekstremów pogodowych przestało mówić o ich związkach z globalnym ociepleniem, usuwając tym samym z anteny jedyny rozumiany przez szeroką publiczność związek pomiędzy zmianami klimatu a ich życiem.
Tak więc przez media przelatuje lekkostrawna papka. Gdy tylko woda opadnie, powódź stulecia zostaje przez media szybko zapomniana i te zajmują się kolejnym bieżącym newsem.
Przede wszystkim polityka. Polityk do śniadania, polityk do obiadu, później na deser. Nie ma też mowy, by zabrakło go do kolacji. Polityka jest alfą i omegą naszego społecznego trwania. Jej przedstawiciele mają wpływ na każdy proces, działanie i decyzje, niezależnie czy mają charakter jednostkowy czy wspólnotowy. Wysokie ceny paliw, obciążenia podatkowe, nieefektywna służba zdrowia, rozrastająca się biurokracja, wojny w Syrii, Iraku, Afganistanie, pełzający kryzys gospodarczy, to wszystko dzieło polityków. Problemy ludzi to błędy polityki. A w każdym razie tak można interpretować świat według mediów. Nie istnieją w nich tematy megatrendów i paradygmatów, na których opiera się nasza cywilizacja. A te są przecież nad polityką i uprawiającym ją ludźmi. One je konstytuują. Kształtują świat, kiedy na scenach politycznych większych i mniejszych krajów zmieniają się obozy władzy, powstają i upadają kolejne polityczne sojusze.
Brak szerszej refleksji i zdrowego rozsądku przejawia się niezdolnością stawiania podstawowych pytań, jak choćby o nieskończony wzrost w świecie skończonych zasobów, albo dostrzegalną gołym okiem zależność między tempem wzrostu gospodarczego i skalą degradacji środowiska naturalnego. Nie ma problemu, nie ma pytań. A jak nie ma pytań, to nie ma też rozwiązań. Jest kurs na zderzenie. Tak właśnie polski rząd w dobie Peak Oil, szczytu wydobycia ropy naftowej, inwestuje potężne środki finansowe w rozwój infrastruktury drogowej. Media głośno wyrażają niezadowolenie, ale nie dlatego, że w długim terminie inwestycja może okazać się chybiona, lecz z powodu zbyt małej skali inwestycji drogowych. Kolej, inny środek masowego transportu, zdaje się nie być w obszarze zainteresowania żadnej ze stron. To, że w przyszłości ma szansę łagodzić skutki drożejących paliw, zarówno w obszarze gospodarki jak i społecznej mobilności, nie jest nawet elementem strategii zarządzania ryzykiem. Jest passe i nie przystaje ich zdaniem do wizji Polski przyszłości.
Ogólnie lub ekspercko. Współczesny rynek medialny to m.in. telewizja rozrywkowa, internetowe portale motoryzacyjne, radio dla melomanów, tygodniki prawno-ekonomiczne oraz mające wciąż silną pozycję media ogólne, czyli film, rozrywka i informacje w jednym. Informacja jest zatem ekspercka, mocno sprofilowana albo ogólna. Ta ostatnia ślizga się po powierzchni zjawisk. Ekspercka zaś nie widzi szerszego kontekstu. Czasopisma prawno-ekonomiczne omawiają zmiany legislacyjne, obserwują i interpretują wzrost indeksów giełdowych, komentują zasadność ekonomiczną budowy nowej elektrowni węglowej, analizują relacje cen paliw do towarów i usług, dynamiki wzrostu lub spadku inflacji, PKB, wpływów budżetowych. Niby wszystko gra. Obraz jest kompleksowy, jego elementy współzależne. Jest jednak ograniczony własną skalą, a przez to niepełny i dogmatyczny. Życiem gospodarczym rządzi pieniądz, rynki i prawa ekonomii. W wizji tej brak jest jednak spostrzeżenia, że wszystkie one opierają się na nadwyżce taniej energii, i że rosnący koszt pozyskiwania ropy oraz innych surowców jest barierą, która zaczyna nas ograniczać. Najwymyślniejsze instrumenty finansowe, czy luzowanie ilościowe nie zrekompensują niedoborów tanich nośników energii. Przedstawiciele mainstreamowych mediów nie dostrzegają też powiązań między usługami ekosystemów, a gospodarczą działalnością człowieka. Tym samym zasoby wody pitnej można zatruwać, a łowiska ryb dziesiątkować. Rozwiązaniem pierwszego problemu jest drążenie głębszych studni lub sprowadzanie jej skądinąd. Drugi problem zamiata się pod dywan poprzez ekspansję akwakultur lub kampanie marketingowe mające zwiększyć popularność innych gatunków, dotąd mniej pożądanych przez konsumentów. To oczywiście tylko przykłady i fragmentaryczny obraz całości. Niemniej obrazuje, że aktywność ekonomiczna w takich sytuacjach zostaje podtrzymana, a uboczny rezultat tych działań, czyli stopniowa, kumulująca się degradacja środowiska nie jest włączana do rachunku kosztów. Jak zauważył Albert Einstein, szaleństwem jest robienie wciąż tego samego i oczekiwanie odmiennych rezultatów. W tym sensie media straciły rozsądek i zdolność kompleksowego postrzegania rzeczywistości. Podatki, koszty siły roboczej i obciążenia przedsiębiorstw oraz zawiłości prawa są według nich sztandarowymi zmiennymi analizy ekonomicznej. Owszem, bez nich nie sposób roztrząsać co, jak i dlaczego. Brakuje jednak szerszego spojrzenia, podczas gdy zjawiska z każdej niemal dziedziny życia stają się coraz bardziej powiązane i współzależne. Konwergencja równoległych rzeczywistości – społecznej, gospodarczej, środowiskowej, politycznej i energetycznej – wzrasta, jednak używane przez media narzędzia analizy nie nadążają za zmianami. Umysłowa stagnacja oznacza brak trudnych i odważnych pytań. “Będzie, jak było” działa z definicji . Nie ma czego kwestionować i nie ma kto tego robić. Tym samym miejsce dla nowych Talebów (przyp. Nassim Taleb) albo Stiglitzów (przyp. Joseph Stiglitz) jest w najlepszym wypadku na końcu internetu lub gdzieś w medialnym odpowiedniku gabinetu osobliwości.
Obraz świata kreowany przez infosferę uzupełniają media o profilu ogólnym. Jest on efemeryczny i wybrakowany. Wyciek ropy z morskiego szybu naftowego BP to wydarzenie bez szerszej relacji z otoczeniem i związku między przyczyną i skutkiem. Zbrodnie ISIS, malowanie na zielono wysuszonej trawy w Kalifornii również. Dzieją się, wybrzmiewają i zastępowane są przez następne. Pierwszeństwo mają jednak kryzys rządzącej koalicji, afera podsłuchowa, czy dziecko pozostawione w przegrzanym samochodzie. Wydarzenia tej rangi są bardziej kontekstualne i dają się odnieść do codzienności. A tą żyje większość ludzi. Po nich choćby potop.
Dziennikarz też człowiek. Od dwudziestu lat żyjemy w świecie ciągłego wzrostu. Mamy więcej rzeczy, komfortu i perspektyw. Okres gospodarczej prosperity nałożył się na życie całego pokolenia. Dla większości z nas wzrost gospodarczy był, jest i będzie. To przecież oczywiste, prawda? Zużywające się samochody zastąpią nowe. Podobnie z innymi rzeczami, usługami, modnymi kierunkami podróży. Twórcy informacji nie stanowią tu wyjątku. Poza wąskim obszarem kompetencji są jak każdy. Korzystają z uroków życia, które im ono przynosi. Są beneficjentami swojego statusu, zawodowego prestiżu i wyższej pozycji zajmowanej na drabinie społecznej. Nie mają interesu w krytyce systemu. Wolą stabilny świat, wolny od fundamentalnych problemów. Przesiąkają wiarą w stabilność i trwałość systemu. Zaprzeczenie i krytyka tego jak jest, wymaga dużej odwagi własnej i walki z przeciwieństwami. Wątpliwym dla nich jest sens tłumaczenia czytelnikom, albo widzom, że energia elektryczna uzyskiwana ze spalania węgla jest w dłuższej perspektywie potwornie kosztowna, choć koszty te są ukryte i trzeba będzie zapłacić za nie w przyszłości. Albo, że szóste masowe wymieranie i utrata bioróżnorodności to nie tylko problem etyczny, ale też zastawianie pułapki na nasz własny gatunek. Wystarczą slogany, że Polska węglem stoi, lub że innowacyjność człowieka i jego zdolność do rozwiązywania problemów nie jest niczym skrępowana. A nawet jeśli nie, to jak przekonać przełożonych, że złożonym problemom współczesności powinno poświęcić się więcej miejsca, nawet kosztem spadku zainteresowania ze strony widzów lub czytelników i przychylnego nastawienia reklamodawców? Jak przekazać, że niekoniecznie jesteśmy powołani do życia w beztroskiej obfitości?
Z dużym prawdopodobieństwem ludzie nigdy wcześniej nie stali przed tak poważnymi problemami jak obecnie. Wyczerpywanie zasobów, w dużym stopniu nieodnawialnych, przeludnienie, zmiana klimatu, kryzys finansowy i rosnące zadłużenie światowej gospodarki, upadek ekosystemów, kompleksowa modernizacja systemów energetycznych czy geopolityczne zawirowania wynikłe z walki o zasoby, to wszystko realne zagrożenia, które ujawniają się już dziś i które z czasem tylko będą wzbierać na sile. Zamiecione pod dywan i nierozwiązane mogą trwale zniszczyć to, co czyni nas sytymi i bezpiecznymi oraz daje nam przywilej planowania zasobnej przyszłości.
Autor: Krzysztof Giczewski








