Dziś wpis z obrazkiem, bo jak wiadomo kolorowe obrazki poprawiają
nastrój – produkcja prądu w połowie marca w Niemczech z podziałem na źródła.

Dla ostatnich sceptyków znaczenia
energetyki wiatrowej i słonecznej w Niemczech: na wykresie ilość prądu z
OZE jest, delikatnie mówiąc, dość dobrze widoczna. Tak samo widoczne
jest regulacyjne znaczenie elektrownie węglowych. I bez problemu
możliwości regulacyjne nowoczesnej energetyki węglowej, czyli jej dobra
współpraca z OZE. Tak samo widać, jak zwykle zresztą, ciągłą prace
elektrowni atomowych i konieczność także w tym wypadku zmniejszania mocy
w nocy z soboty na niedzielę. Widać też wyraźnie, że energetyka
słoneczna i wiatrowa znakomicie się uzupełniają, w warunkach dobrego
nasłonecznienia wiatr jest zwykle bardzo slaby, a nabiera siły w nocy.
To jest wykres z jednego tygodnia, ale znakomicie się także uzupełnia
między sezonami: jesienią i zimą są znacznie lepsze wiatry, a brakująca
regulacja mocy jest dostarczana przez elektrownie wodne, których w
Niemczech jest żałośnie mało (w stosunku do całości mocy wyraźnie mniej
niż w Polsce!!!), a i tak całkiem sprawnie ta ilość działa w celu
chwilowej regulacji mocy.
Jak kilkukrotnie wspominałem, w normalnych warunkach elektrownie są
załączane w określonym porządku – zgodnie z niemieckimi regulacjami-
najpierw sieć przyjmuje wszystko co wyprodukowano z OZE, potem reszta
zapotrzebowania jest pokrywana według zadeklarowanej przez elektrownię
oferowanej ceny. Stąd zawsze najniższą cenę proponują atomowe, bo jak
pisałem w poprzednim wpisie, regulowanie mocy jest w praktyce niezwykle
kosztowne i znacznie droższe niż produkcja pełną parą cały czas. Kolejno
potem jest to węgiel brunatny, węgiel kamienny, a gazowe przed
rewolucją energetyczną były uruchamiane w godzinach, ewentualnie dniach
szczytowego zapotrzebowania. Od pewnego czasu są uruchamiane coraz
rzadziej, stąd ich rosnąca nieopłacalność i stąd cały spadek
zapotrzebowania w Niemczech na rosyjski gaz.
Na tym przykładowym obrazku widać już jak na dłoni wszystkie trendy,
które opisywałem wcześniej. Ten system będzie wymagał zmian w wypadku
biomasy, która obecnie produkuje cały czas, a w przyszłości będzie
uzupełnieniem w okresach dużego zapotrzebowania i małej produkcji prądu z
wiatru i słońca. Ale to na dziś nieistotne. Można zobaczyć, kto nie
widział pełnego sprawozdania chwilę wcześniej, jak bardzo OZE się
wgryzają w tradycyjną energetykę. Też patrząc na ten wykres 2 lata temu
produkcja prądu z węgla brunatnego była praktycznie stała, jak z atomu, a
energii z węgla kamiennego nieco się zmieniała miedzy sezonami.
Poszczególne szczyty zapotrzebowania były załatwiane gazem. Do 50 GW
energia była załatwiana atomem, węglem brunatnym i częściowo kamiennym.
Na powyższym wykresie produkcja pomiędzy 50 a 70 GW kilka lat temu była
załatwiana gazem. To, jak widać jest przeszłością. Produkcja energii
elektrycznej z gazu w Niemczech jest w kompletnym zaniku. To już nawet
nie jest zmniejszanie. To po prostu zanik. Ta tendencja przebiega
zresztą w takim tempie, że mnie, dużego fana Energiewende, kompletnie
zaskakuje. Zainstalowana moc elektrowni gazowych w Niemczech to jest
23,7 GW. Jak widać w ubiegłym tygodniu nie zdarzyło się załączyć więcej
niż 8,7, a łączna produkcja to 700 GWh. Daje to „imponujący” współczynnik wykorzystania na poziomie 17 %, mniej – więcej trzykrotnie mniej, niż
projektowany w biznesplanie czas pracy. I oczywiście, zostało spalone
trzykrotnie mniej gazu, niż miało to miejsce przed rewolucją
energetyczną. Zastanawiające jest tylko to, że produkcja nie spadała
poniżej 3,1 GW pomimo niewykorzystanych mocy węglowych – to zapewne jest
kolejny objaw słabości sieci przesyłowych. To zresztą burzy jeszcze
jeden mit propagandzistów wielkiej energetyki i przeciwników OZE. Mit
brzmi – aby zapewnić sprawne zaopatrzenie w energię z wykorzystaniem OZE
potrzeba moc światła i wiatru zdublować turbinami gazowymi. Jak widać
na załączonym obrazku, właśnie te turbiny gazowe są najmniej potrzebne, a
elektrownie węglowe sobie z tym radzą wystarczająco dobrze.
Następne informacje z ostatniego tygodnia. Elektrownię węglową w Luenen
wyłączono na weekend. Po prostu, w związku z prognozą dobrego wiatru
(widocznego na obrazku) nie opłacało się nawet trzymać w ruchu
elektrowni o fantastycznej (serio) sprawności 46%.
Poza tym przypominam, że w przeciwieństwie do gazowych i atomowych,
elektrownie słoneczne i wiatrowe są w Niemczech cały czas budowane i to w
stachanowskim tempie. Trochę węglowych także, planowanych w związku z
wyłączeniem atomu, ale atom jest sprawnie zastępowany przez OZE, więc
prawdopodobnie z wybudowaniem nowych zostanie wyłączona istotna część
starych węglówek.
Ale wracając do wywodu. Obrazek ten i obłędne tempo w jakim się stawia
nowe moce OZE, pozwala mocno przypuszczać, że już tego lata sytuacja
będzie bardzo zabawna. Przewiduję, że w letnie weekendy zupełna normą
będzie zaspokajanie większości dziennego popytu przez elektrownie
słoneczne, co będzie się łączyć z wyłączaniem istotnej części tych na
węgiel kamienny i skręcaniem atomówek. O włączaniu gazowych jako
ogólnego zapotrzebowania nie warto nawet wspominać….
A jeszcze zabawniejsze jest to, że program produkcji biogazu i biometanu
solidnie ruszył z miejsca. Drobna dygresja – biogaz to to, co wydostaje
się z reaktora (czyli realnie odpowiednika zamkniętego zbiornika na
kompost), 50-65% metanu, poza tym CO, CO2, H2S, i ewentualnie inne.
Biometan to biogaz oczyszczony do poziomu 98-99% metanu i jako taki
wtłaczany do sieci gazowej. Także zaczynają to być przemysłowo istotne
ilości. Tu się przyznam, nie liczyłem dokładnej struktury produkcji i
zużycia gazu w Niemczech, bo nie do końca mnie to interesowało. W
obecnych badaniach skupiam się na najlepszych światowych wzorcach, a
Niemcy są dobrzy tylko w energetyce i recyclingu.
Gdyby tak dobre rozwiązania też wdrożyli w organizacji ogrzewania, to
zapewne w ciągu kilku – kilkunastu lat mogliby stać się EKSPORTEREM
netto gazu – jakkolwiek fantastycznie by to nie brzmiało. Już dziś
opłaca się budować elektrolizery uruchamiane w okresach najtańszego
prądu i dodające wodór do sieci.
Jedyną szansą dla interesów Gazpromu to, jak wcześniej pisałem, obniżyć
cenę gazu do poziomu konkurencyjnego z węglem, czyli mniej – więcej do
200 dol za 1000 m3. Ale to byłby koniec Rosji. I tak będzie, tylko
jeszcze sobie z tego nie zdają sprawy. Mój postulat brzmi: jest
absolutnym strategicznym celem narodu polskiego obecną putinowską Rosję
rozbić, rozłożyć na łopatki, rozmontować na części. Droga do tego jest
oczywista. Wspierać wszelkie możliwości obniżenia cen ropy na światowych
rynkach i gazu w Europie. Dalej już się różnimy. Niestety ja sam mam
opinię inną niż ta podzielana zgodnie przez rząd i opozycję.
Czytaj dalej pełną wersję artykułu: Maczeta Ockhama








