Artykuly

Kronika Rozdroża: 2009-02-24

Satelita zbada stężenie CO2 na całej Ziemi

NASA wysłała w kosmos pierwszego na świecie satelitę, który monitorować będzie stężenie CO2 na Ziemi. Zebrane w ten sposób zdjęcia i informacje pomogą lepiej ocenić kondycję atmosfery i procesy odpowiedzialne za globalne ocieplenie.
Zadaniem wartego 278 mln dolarów satelity o nazwie Orbiting Carbon Observatory (OCO) będzie zbieranie dokładnych danych o stężeniu, pochodzeniu i rozmieszczeniu skupisk zanieczyszczenia w atmosferze. Przez dwa lata okrążać on będzie Ziemię co 16 dni, dokonując w tym czasie ośmiu milionów pomiarów.
Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze jest bardzo nierównomierne, a tylko znikoma część powierzchni Ziemi jest obecnie pod tym kątem systematycznie kontrolowana. Niewiele wiemy też na temat stref, gdzie CO2 podlega pochłanianiu. Wiadomo jedynie, że w atmosferze zatrzymuje się około 40 procent wypuszczonego gazu. Reszta najprawdopodobniej jest wchłaniana przez rośliny, glebę i oceany. Jednak znalezienie najbardziej chłonnych obszarów za pomocą badań prowadzonych na Ziemi jest praktycznie niemożliwe.
Jeśli OCO spełni swoje zadanie, na podstawie jego pomiarów będzie można opracować mapy stężenia, źródeł emisji i pochłaniania dwutlenku węgla na całym świecie.

pl więcej w dziennik

Nowa Zelandia miejscem schronieniem przed zmianami klimatu

Adam Fier – mieszkający w USA specjalista od bezpieczeństwa informatycznego, sprzedał swój dom, pozbył się samochodu, wypisał dwie sześcioletnie córki ze szkoły i wyjechał do Nowej Zelandii.
On i jego żona nigdy wcześniej tam nie byli, nie mają tam rodziny ani powiązań zawodowych, a jednak tam wyjechali. Dlaczego?
Powodem ich decyzji o przeprowadzce były długofalowe zagrożenia związane ze zmianami klimatu.
Adam Fier, pracujący w NASA 38 latek, długo rozmyślał nad ryzykami związanymi z globalnym ociepleniem. Decyzja o przeprowadzce do innego kraju nie przyszła mu łatwo, jednak ryzyko pozostania w USA uznał za gorsze. Przygotował więc listę krajów i przeanalizował, jak mogą sobie poradzić w najbliższym stuleciu.
Kryteriami decyzji była polityka środowiskowa, dostęp do zasobów naturalnych i niskie narażenie na konflikty.
Wybrał Nową Zelandię.
To kraj leżący w wielu strefach klimatycznych – od tropikalnej, przez subtropikalną, umiarkowaną po arktyczną oferuje różnorodność środowisk jako ubezpieczenie przed nieprzewidywalnymi konsekwencjami zmian klimatu.
„Nie jestem w stanie przewidzieć, jak zmieni się klimat i jak wpłynie to na Nową Zelandię. Jednak szczerze mówiąc, za wiele lat moje córki wciąż będą żyć, a ta planeta stanie się jednym wielkim bałaganem. Robię to dla nich.
Jeśli katastrofy takie, jak huragan Katrina, który zatopił Nowy Orlean, staną się normą w przeludnionym świecie ze zdegradowanym środowiskiem, to jak najbardziej racjonalne jest podjęcie indywidualnych działań, aby uniknąć najgorszego”.

ang więcej w Otago Daily Times

Zachód obwiniany o gwałtowny wzrost chińskich emisji CO2

W zeszłym roku, Chiny oficjalnie przejęły prowadzenie w rankingu ilości emisji dwutlenku węgla, detronizując Stany Zjednoczone, które zajmowały to miejsce już od dziesięcioleci.
Nowa analiza, która zostanie opublikowana wkrótce w Geophysical Research Letters pokazuje pełną skalę odpowiedzialności krajów Zachodu za wzrost chińskich emisji gazów cieplarnianych. Połowa ostatniego wzrostu chińskich emisji CO2 jest związana z produkcją towarów na rzecz innych krajów, szczególnie uprzemysłowionych, takich jak np. Wielka Brytania.
Te „wyoutsourcowane emisje” będą kluczową kwestią podczas międzynarodowych negocjacji klimatycznych w tym roku w Kopenhadze, kiedy przywódcy światowi będą starali się wypracować porozumienie o redukcji emisji gazów cieplarnianych mające zastąpić protokół z Kyoto.
Według dotychczas obowiązującego protokołu z Kyoto, emisje przypisywane są temu krajowi, w którym powstały. Zgodnie z tymi zasadami, Wielka Brytania może pochwalić się sukcesem w redukowaniu emisji gazów cieplarnianych, które od 1990 roku spadły o 18% – więcej, niż wystarczająco, aby spełnić kryteria protokołu.
Jednak analiza opublikowana w zeszłym roku przez Sztokholmski Instytut Środowiskowy (Stockholm Environment Institute) pokazuje, że po uwzględnieniu przepływu towarów, szczególnie importu i emisji z transportu, emisje Wielkiej Brytanii wzrosły o 20% – po prostu produkcję towarów (i towarzyszące ich produkcji emisje) przeniesiono do Chin.
Chiny nie zgadzają się na dotychczasowe zasady określania odpowiedzialności za emisje, podkreślając, że nie mogą brać na siebie ciężaru emisji związanych z produkowaniem towarów na potrzeby innych krajów.
Obecnie 9% chińskich emisji jest związana z produkcją na rynek amerykański, a 6% z produkcją na rynki europejskie.
Coraz większa liczba naukowców i działaczy środowiskowych przyznaje, że emisje te powinny być przypisywane krajom konsumentom.
Dieter Helm, profesor ekonomii na Uniwersytecie Oksfordzkim mówi, że „skoncentrowanie się na konsumpcji wytworzonych towarów, a nie na ich produkcji, jest jedynym logicznym i etycznym rozwiązaniem. My po prostu przenieśliśmy naszą produkcję za granicę”.Jednak takie podejście niesie za sobą problemy techniczne w określaniu, któremu krajowi jakie emisje przypisać.
Jonathon Porritt, szef brytyjskiej Komisji Zrównoważonego Rozwoju, mówi: „Koniec końców, jedynym miejscem, gdzie da się zmierzyć i odnotować emisje, jest kraj pochodzenia – w tym przypadku Chiny. W każdym innym przypadku cały system rozliczania emisji wymagałby podwójnej księgowości i stałby się koszmarnie skomplikowany”.Dieter Helm wierzy jednak, że te problemy można pokonać przy odrobinie dobrej woli politycznej. „Owszem, to jest skomplikowane, ale są sposoby na uwzględnianie konsumpcji, jak np. graniczny podatek na transfer emisji”.

ang więcej w guardian.co.uk

Oil peak krajów spoza OPEC – już za nami

opecCoraz więcej wskazuje na to, że kraje spoza dwunastki kartelu OPEC, szczyt wydobycia ropy mają już poza sobą.
W lutym 2009, Merril Lynch ogłosił, że produkcja paliw ciekłych w krajach spoza OPEC osiągnęła szczyt w 2007 roku. Colin Campbell w styczniowym newsletterze również jest tego zdania. Halliburton w ostatni kwartalnym zestawieniu stwierdził, że „produkcja w krajach spoza OPEC spadła w roku 2008 i prawdopodobnie w roku 2009 spadnie jeszcze bardziej”.Rosja – kraj spoza OPEC, który wydobywa najwięcej ropy, potwierdził postępujący spadek wydobycia – do roku 2013 może on wynieść nawet 8% względem poziomu z roku 2008. Spada też produkcja w USA w Zatoce Meksykańskiej – szczyt wydobycia miał miejsce w czerwcu 2002.
W kilku krajach produkcja w tym roku wzrośnie, w sumie o 0.50 miliona baryłek dziennie, są wśród nich Australia (0.04), Azerbejdżan (0.02), Brazylia (0.19), Kanada (0.10), Kazachstan (0.07), Sudan (0.04) i Wietnam (0.04).
Jednak spadek produkcji w innych krajach będzie prawie dwa razy większy, wynosząc w sumie 0.90 miliona baryłek dziennie. Wśród krajów, w których wydobycie spada są mi.in. Russia (0.26), Meksyk (0.24), Norwegia (0.21) i Wielka Brytania (0.19).

ang więcej w the oil drum

Militaryzacja Arktyki – Rosja pręży muskuły

rosjaSzef Sztabu Generalnego sił zbrojnych Rosji gen. Nikołaj Makarow stwierdził, że Rosja „odpowie adekwatnie” na próby militaryzacji Arktyki przez inne kraje. „Śledzimy, jaki będzie stopień militaryzacji tego regionu i w zależności od tego będziemy postępować” – powiedział Makarow w trakcie wizyty w Abu Zabi, gdzie gościł na targach broni.
Pięć państw arktycznych – Kanada, USA, należąca do Danii Grenlandia, Norwegia i Rosja – spiera się o przynależność tych bogatych w surowce energetyczne obszarów. Latem 2007 roku Rosja przeprowadziła spektakularną akcję umieszczenia swojej flagi na głębokości 4000 m pod Biegunem Północnym, co było symbolem rosyjskich roszczeń do tego regionu.
W styczniu tego roku sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer powiedział, że NATO musi określić, jak zamierza reagować na nowe wyzwania militarne w Arktyce. Zwrócił też uwagę, że zmiany klimatu i topnienie północnej czapy lodowej mają także konsekwencje militarne, a w minionych latach aktywność militarna w rejonie Arktyki stale się nasilała.
W czerwcu 2008 szef zarządu szkolenia bojowego w rosyjskim sztabie generalnym, gen. Władimir Szamanow zapowiedział zorganizowanie specjalnych jednostek wojskowych dla ochrony interesów Rosji w Arktyce.

pl więcej w onet.pl

Krater kopalni odkrywkowej pod samą Łodzią

W Zgierzu, na peryferiach Łodzi ma powstać kopalnia odkrywkowa. Już za kilka lat łodzianie będą mogli pod samym miastem oglądać krajobraz jak z Księżyca. W oddalonym jedynie o 17 kilometrów od centrum metropolii Zgierzu kopalnia węgla brunatnego Adamów zabiega o prawo do wydobycia.
– Otwieranie takiej kopalni tuż obok aglomeracji, w której mieszka ponad milion ludzi, to istne szaleństwo! – oburza się Maciej Ziółkiewicz, hydrolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Każda kopalnia odkrywkowa jest inwestycją niezwykle niekorzystną dla środowiska naturalnego. Pod Zgierzem, w miejscowości Rogóźno, powstanie wielki na kilkadziesiąt hektarów dół o głębokości 250 metrów. Aby umożliwić wydobycie, górnicy będą wypompowywać gromadzącą się w nim wodę, co spowoduje osuszenie okolicznych terenów. Poziom wód gruntowych obniży się przez to w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, z wielką szkodą dla całego ekosystemu.
– To niedopuszczalne, by budować kopalnię odkrywkową w miejscu, gdzie średnia życia jest najniższa w Polsce, a mieszkańcy częściej niż gdzie indziej chorują na wszelkie odmiany raka – przekonuje Hanna Zdanowska, łódzka posłanka PO, która zaangażowała się w walkę z projektem.
Inwestycja zaszkodzi nie tylko ludziom. Zaledwie 20 km od złoża w Rogóźnie znajduje się bezcenny Las Łagiewnicki, który uważa się za płuca zanieczyszczonej Łodzi. To także jedyny malowniczy obszar w ubogiej w zieleń i wzniesienia okolicy. – Nawet wstępne szacunki jasno pokazują, że las znajdzie się w strefie dotkniętej stepowieniem – uważa Zdanowska. – Wysuszenie trwale zmieni roślinność. Ucierpią mieszkające w lesie zwierzęta: sarny, łosie i dziki – dodaje posłanka.
Ze względu na swoje atrakcyjne położenie gmina Zgierz zyskiwała ostatnio na znaczeniu jako sypialnia aglomeracji. Coraz więcej łodzian buduje w tej okolicy domy letniskowe i wille. Jednak rosnąca popularność tych terenów wzmaga tylko determinację inwestorów z „Adamowa”.
– Nie mamy wpływu na to, gdzie znajdują się pokłady węgla – Mariusz Rychter, dyrektor biura zarządu KWB Adamów, nie przyjmuje do wiadomości zarzutów pod adresem kopalni. – Chcemy rozpocząć wydobycie, zanim zabudowa terenu całkowicie uniemożliwi nam eksploatację. Zdaniem Rychtera, jeśli wszystko pójdzie sprawnie, kopalnia ruszy już za kilka lat.
Zgodzie na budowę kopalni są przeciwni wójtowie Zgierza oraz trzech innych gmin graniczących z metropolią. Jednak po planowanej na najbliższy czas nowelizacji ustawy o prawie geologicznym i górniczym nie będzie to miało znaczenia – do wydobycia bogactw naturalnych nie będzie już potrzebna zgoda władz lokalnych.
Polski Greenpeace w specjalnym oświadczeniu opowiada się stanowczo przeciwko tej inwestycji.
„Jesteśmy przeciwni zarówno rozpoznaniu złoża, jak i jego eksploatacji” – piszą ekolodzy. Zdaniem organizacji Polska powinna zwrócić się ku produkcji energii z odnawialnych źródeł, bo ma w tej dziedzinie duży potencjał. Opracowanych przez organizację raport dowodzi, że odnawialne źródła energii mogłyby zaspokoić blisko połowę zapotrzebowania kraju.
Tymczasem 90 proc. naszej energii pozyskujemy z najbardziej szkodliwego dla środowiska węgla.

pl więcej w dziennik.pl

Zielony do ostatniego kilowata

William i Janeen Scharf w niektórych miesiącach tego roku prawdopodobnie zapłacą z energię 8 dolarów. Ich sąsiedzi nawet 500 dolarów.
Skąd taka różnica?
Ich dom wygląda jak inne w okolicy, jednak zbudowany został znacznie mądrzej, był też przez lata doskonalony. Zaczęli od zlecenia firmie budowlanej wykonania domu o grubych ścianach, studniach świetlnych doprowadzających światło do środka budynku, energooszczędnych oknach i 30% grubszej od standardowej izolacji.
Później dodali jeszcze więcej izolacji, przeszkloną werandę, piec na pellety, wymienili też wszystkie urządzenia domowe na wysoce energooszczędne.
Nie poprzestali jednak na tym. W ostatnich dwóch latach zainstalowali panele słoneczne i turbinę wiatrową.
Jak im się to opłacało? Państwo i stan Arizona wspierają takie działania. Przyjrzyjmy się.
Koszt turbiny wiatrowej Skystream generującej średnio 400 kWh miesięcznie z instalacją to 17800 dolarów. Od tego jednak należy odjąć ulgę podatkową stanu Arizona w wysokości 1000 dolarów, dopłatę 6000 dolarów z programu wspierania źródeł odnawialnych APS (APS incentive) oraz 2600 dolarów (obecnie 4000) federalnych ulg podatkowych. W ten sposób koszt turbiny spadł z 17800 dolarów do 6800 dolarów.
Koszt paneli słonecznych generujących miesięcznie 566kWh wraz z bateriami, instalacją itp. to 30726 dolarów. Koszt jest jednak pomniejszony o ulgę APS wynoszącą 12600 dolarów, stanową ulgę podatkową 1000 dolarów oraz federalną ulgę podatkową 9128 dolarów. W ten sposób koszt turbiny spadł z 30726 dolarów do 7908 dolarów, czyli do 1/4.
Nadwyżki energii mogą być ponadto sprzedawane do sieci, pozwalając na opłacanie ewentualnego dodatkowego ogrzewania zimą.
Proste?
Kiedy wreszcie w Polsce doczekamy się takiego wsparcia dla zielonych budynków?

ang więcej w azdailysun.com

Pływające farmy wiatrowe

Portugalia stała się wiodącym miejscem rozwoju energii fal oceanicznych. Sprzyjają temu zarówno doskonałe warunki brzegowe, jak i wsparcie rządu dla energetyki odnawialnej. Teraz portugalska firma energetyczne Energias de Portugal podpisała porozumienie z amerykańską firmą Seattle’s Principle Power na budowę głębokowodnej pływającej farmy wiatrowej.
W pierwszym etapie zostanie umieszczona pojedyncza platforma dla turbiny pod nazwą WindFloat.
Jej unikalne cechy pozwalają na tłumienie energii fal i ruchu turbiny, pozwalając na umieszczanie turbin w miejscach wcześniej niedostępnych, gdzie głębokość wody przekracza 50 metrów, ale też, gdzie warunki wiatrowe są doskonałe.
Jeśli projekt pilotażowy zakończy się sukcesem, otwarta zostanie droga do budowy komercyjnych pływających farm wiatrowych. Takie głębokowodne farmy wiatrowe wciąż jeszcze stanowią wyzwanie technologiczne i ekonomiczne, jednak po dopracowaniu technologii, pozwolą na produkcję taniej elektryczności z potężnych turbin na masową skalę. Lokalizacje daleko na morzu pozwolą też na uniknięcie problemu protestów społecznych (tzw. NIMBY – „Not In My Back Yard”/”nie na moim podwórku”) które są plagą farm wiatrowych.

ang więcej w greenwombat

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly