Chris Martenson, autor książki „The Crash Course” ostrzega, że świat ogólnej stabilności ekonomicznej i rosnącego standardu życiowego opartego na przesadnym długu należy do przeszłości. Na krótką metę dotyczy to przynajmniej tonących w długach krajów rozwiniętych, a w dłuższej perspektywie – całego globu. Im szybciej ten fakt zaakceptujemy i zaczniemy budować alternatywny system, tym lepiej. Parafrazując znane powiedzenie: „nie próbuj naprawić czegoś, czego naprawić się nie da”.
Podstawą tego poglądu jest zrozumienie, że system finansowy oparty na długu działa najlepiej, kiedy może wzrastać wykładniczo. Oczywiście, nic nie może wzrastać w nieskończoność, co znaczy że nawet bez naturalnych ograniczeń taki system jest podatny na coraz bardziej chaotycznego zachowania i w końcu kompletne załamanie, co pozwala na rozpoczęcie wszystkiego od początku.
Wszystkie depresje gospodarcze mają taką samą fundamentalną przyczynę: udzielony zostaje zbyt duży kredyt, który nie może być spłacony. Innymi słowy, pożyczki są robione bez względu na to, czy istnieje możliwość spłacenia kapitału i odsetek przez wzrost produkcji, lub pieniądze są pożyczane na konsumpcję a inwestorzy podejmują błędne decyzje. W końcu prawa grawitacji dają o sobie znać i system załamuje się pod ciężarem długu. Kredytobiorcy bankrutują i nie można znaleźć następnych, w wyniku czego cały system ulega nieprzyjemnemu procesowi „oczyszczenia”. Jest to normalny i dobrze znany proces.
Nawet nie biorąc pod uwagę ograniczeń ze względu na dostępną ilość energii, a tylko rozważając poziom długów, deficytu i przyszłych obligacji, kraje takie jak USA, Japonia i duża część Europy przekroczyły już punkt krytyczny. Żadne zmiany – czy to w polityce gospodarczej, czy w poziomie podatków, czy też cięcia budżetowe – nie pozwolą na powrót na tradycyjną trajektorię rozwoju. Oczywiście, zawsze istnieje maleńka szansa pojawienia się jakiejś rewolucyjnej technologii, coś na skalę nowego Internetu lub drugiej Rewolucji Przemysłowej, która zmieniłaby sytuację, ale na razie niczego takiego nie widać.
Martenson podpiera swoje wnioski danymi statystycznymi. Pierwszy rysunek poniżej pokazuje wzrost całkowitego długu USA według danych Rezerwy Federalnej, czyli sumę długów banków i firm finansowych, pozostałych korporacji, ludzi prywatnych oraz obligacji rządowych. Wykres naśladuje niemal idealnie wzrost wykładniczy, aż do roku 2007, w którym dług przekroczył sumę 50 bilionów dolarów. Łatwo zauważyć, że po roku 2008 poziom długu praktycznie się nie zmienił. Gdyby krzywa długu podążała dalej według tej samej tradycyjnej funkcji wykładniczej, oznaczałoby osiągnięcie poziomu długu wielkości 100 bilionów dolarów w obecnej dekadzie.

Ten wykres wiele wyjaśnia. Wyjaśnia on, dlaczego ponad 2 biliony dolarów, które Bernanke wpompował w gospodarkę USA, nie przyniosło żadnych spektakularnych efektów poza kilkoma sektorami (jak banki i duże korporacje), które były dobrze usytuowane, żeby bezpośrednio skorzystać z łatwego kapitału. Wyjaśnia on też dlaczego większość ludzi jest wciąż zmartwiona stanem gospodarki i dlaczego gwarancje rządowe dla emerytów nie mogą zostać dotrzymane.
Jak wiemy, pieniądze są „pożyczane do obiegu”. Nasz cały system pieniężny i oparte na nim nasze oczekiwania przyszłego wzrostu zostały uformowane i są fundamentalnie zależne od wykładniczego wzrostu kredytu. Toteż Bernanke może wydrukować kolejne kilka bilionów i wciąż niewiele osiągnąć, bowiem cały motor wzrostu oczekuje, wymaga i jest zależny od podwojenia kredytu w następnej dekadzie. Jak pokazuje wykres Stany Zjednoczone są aktualnie ok. 15 bilionów dolarów w tyle względem „wymaganego” przez system wzrostu długu.
Co się stanie, kiedy kredyt przestaje rosnąć wykładniczo? Niedawna rzeczywistość dostarcza nam przykładów. Długi przestają być spłacane, słabsze i bardziej zadłużone jednoski i instytucje padają w pierwszym rzędzie (Lehman Brothers, Grecja, budownictwo w Las Vegas, itd.), i kostki domina zaczynają się przewracać od zewnątrz do środka. Pieniądze są pompowane do systemu, lecz niewiele to pomaga. Co się zaczyna jako doraźna akcja ułatwiania płynności finansowej, staje się stałym programem drukowania pieniędzy niezbędnych do tego, żeby ten system jakoś funkcjonował
Długi Europy
Opublikowany rok temu przez New York Times grafik, zatytułowany „Europejska pajęczyna długów”, doskonale podsumowuje sytuację w Europie:

Pajęczyna długów krajów PIIGS i znacznie większe długi zaciągnięte przez nie w Wielkiej Brytanii, Francji i w Niemczech. Grubość strzałek jest proporcjonalna do wielkości długu, liczby wyrażone w dolarach USA (trillion i billion to po polsku odpowiednio bilion i miliard). Kliknij tutaj żeby zobaczyć powiększony rysunek.
Sytuacja w Europie jest dosyć typowa dla świata rozwiniętego. Jest zbyt dużo długu, a największym problemem jest dług skoncentrowany w krajach PIIGS, których głównymi wierzycielami są banki niemieckie, francuskie i brytyjskie.
Wyjaśnia to, dlaczego Unia Europejska na czele z Niemcami i Francją przywiązuje tak dużą uwagę do sytuacji w Grecji. Wprawdzie długi Grecji są stosunkowo małe, ale szok wywołany potencjalną upadłością tego kraju może bardzo szybko wytrącić z bardzo chwiejnej równowagi pozostałe kraje grupy PIIGS, a następnie główne potęgi gospodarcze Europy. Duże obawy panują też po drugiej stronie Atlantyku. Potencjalne straty banków amerykańskich były szacowane we wrześniu 2010 roku na 43 miliardy dolarów w przypadku Grecji, 113 miliardów w Irlandii i 187 miliardów w Hiszpanii. Ale inwestycje poszczególnych instytucji nie są przejrzyste. Nie wiadomo, które banki trzymają najwięcej greckiego długu.
Dodatkowym elementem zwiększającym nerwowość rządów i banków centralnych jest całe zoo instrumentów pochodnych (zwanych często derywatami). Według artykułu opublikowanego kilka dni temu w New York Times całkowita wartość kontraktów ubezpieczających przed ewentualnością niewypłacalnością długów krajów PIIGS wynosi 616 miliardów dolarów. Nie wiadomo właściwie, czy kontrakty te są rozłożone na wiele firm, czy też jest jedna firma, która – podobnie do AIG podczas kryzysu w roku 2008 – odpowiada za większość z nich. Rosnący stopień zaniepokojenia i niepewności co do sytuacji Grecji ilustruje najlepiej fakt, że cena ubezpieczenia 10 milionów dolarów długu Grecji na wypadek niewypłacalności wynosi aktualnie 1,9 milionów dolarów. Jeszcze rok temu podobne ubezpieczenie kosztowało 775 tysięcy dolarów.
Następny grafik z portalu Global Finance pokazuje całkowite długi najbardziej zadłużonych krajów świata w porównaniu do ich PKB. Linia pionowa oznaczająca poziom 260% oznacza historyczny rekord spłaty długu narodowego. Osiągnęła to Anglia, która w latach 1815-1900 spłaciła dług rzędu 260% PKB, ale wymagało to drastycznych ograniczeń wydatków i rewolucji przemysłowej. Dziewięć krajów: Japonia, Wielka Brytania, Hiszpania, Korea Południowa, Francja, Włochy, Szwajcaria, USA i Niemcy już przekroczyło ten poziom.

Całkowity dług wybranych krajów wyrażony jako procent PKB. Kolory oznaczają długi: rządowe (niebieski), firm (poza finansowymi) (czerwony), prywatne (szary) i instytucji finansowych (zielony).
Jakie są perspektywy, że ta olbrzymia góra długów zostanie jednak spłacona? Mówiąc krótko: są one znikome i w praktyce nierealne. Wielu komentatorów i ekonomistów jest przekonanych, że bank centralny USA, który właśnie kończy już drugi z kolei etap drukowania pieniędzy (tzw. QE2), aby podeprzeć wciąż kulejącą amerykańską gospodarkę, wkrótce rozpocznie QE3. W niedawnym artykule w Washington Post, Lawrence Summers, były sekretarz skarbu w administracji Clintona i do niedawna doradca prezydenta Obamy, wręcz błaga o takie działania ze strony Bernanke i rządu. Warto tutaj przytoczyć następujący cytat z jego artykułu:
„Centralną ironią kryzysu finansowego, mimo że jest on spowodowany zbyt dużym stopniem pewności, pożyczania i zaciągania długów i wydawania pieniędzy, jest fakt, że może być on rozwiązany tylko przez wzrost pewności, pożyczanie i zaciąganie długów, i wydawanie pieniędzy.”
Innymi słowy, kiedy stoimy w obliczu kryzysu, fundamentalnie spowodowanego przez zbyt duży poziom długu, tylko wyprodukowanie nowego długu może nas uratować. Powstaje tutaj naturalne pytanie: kto będzie spłacał te wszystkie długi, zarówno te już istniejące jak i nowe, wraz z odsetkami? Odpowiedź jest na poniższym rysunku:

Ojciec, stojąc przed olbrzymią górą długu, mówi do swoich dzieci: „Kiedyś to wszystko będzie Wasze.”
Irek Zawadzki
Na podstawie: chrismartenson.com









