W miłym, przedwojennym budynku w Greenwich Village, młode małżeństwo opowiada o tym, jak zostawili włączoną klimatyzację wyjeżdżając na cztery dni na pogrzeb poza miasto, myśląc o tym, jak to będzie miło, podczas dręczącej fali rekordowych upałów, wrócić do chłodnego mieszkania.
Nie są w tym odosobnieni.
Piętro niżej najemca lokalu próbuje sobie przypomnieć, kiedy ostatnio wyłączył klimatyzację.
Inny mieszkaniec bloku, 28 letni producent telewizyjny Michael Perlo, stwierdza, że jego klimatyzacja działa non-stop, 24 godziny dziennie przez 7 dni w tygodniu, także w nocy, gdy śpi u dziewczyny, a nawet wyjeżdża poza miasto na wakacje.
Zaczepnie i bez poczucia winy dodaje „dzięki temu, że nie muszę płacić rachunków mogę nie troszczyć się o to”.
W wielu budynkach jest zainstalowany jeden wspólny miernik, więc najemcy nie płacą za zużywany przez siebie prąd. Czynsz w zasadzie jest wyższy i obejmuje rachunki za elektryczność, jednak takie rozwiązanie nie zachęca do oszczędzania. Włączenie „na full” klimy na całe lato nie kosztuje ani centa.
“To Homo economicus w najczystszej postaci”, stwierdza Prof. Lawrence J. White z nowojorskiej Leonard N. Stern School of Business. “Kiedy coś jest za darmo, bierzesz tego ile wlezie, aż do przesytu.”
Danielle, pracownik społeczny, uważa darmową klimatyzację za zaletę swojego mieszkania. Wraz ze swoją współlokatorką, od czasu wprowadzenia się do mieszkania miesiąc temu, praktycznie bez przerwy mają włączoną klimę, częściowo ze względu na wygodę pieska-miniaturki, który cały dzień spędza w domu, ale głównie ze względu na tą wspaniałą chwilę, kiedy po przemierzeniu gorącego miasta, otwierają drzwi i mogą rozkoszować sięwspaniałym chłodem.
“Nie wchodzę do gorącego mieszkania”, mówi Danielle, miło jest się nie troszczyć o klimat”.
Na podstawie: NYTimes










