Po lekturze tego rozdziału rozumiesz już, że wszystkie pytania z quizu umieszczonego na początku rozdziału – na które odpowiedź była twierdząca, wcale nie prowadzą do wniosku, że zmiany klimatu nie są problemem. Poznałeś kluczowe mechanizmy i powiązania – choć w żadnym razie nie wyczerpaliśmy tematu. Trudno jest powiedzieć, że klimatologia jest tylko gałęzią nauki – to całe drzewo, pełne konarów, gałęzi i gałązek. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego rozdziału ułożyłeś sobie spójny obraz zmian klimatu, a wiele wątpliwości, które mogłeś mieć, zostało wyjaśnione.
Sceptycy często stwierdzają, że zmiany koncentracji dwutlenku węgla są naturalne. Myślę, że wiesz już, że nie są – poziom dwutlenku węgla nie był równie wysoki od kilku-kilkunastu milionów lat. Przeczy temu też zmiana składu izotopowego węgla w atmosferze i oceanach, a także ich zakwaszanie się.
Sceptycy twierdzą też, że dwutlenek węgla wcale nie działa ocieplająco, a jeśli nawet, to wywoływane przez niego zmiany są małe w porównaniu do innych czynników, takich jak Słońce. Wiesz już, że tak nie jest – wiesz, jaka była rola gazów cieplarnianych w kształtowaniu klimatu epok lodowcowych i wcześniejszego klimatu. Wiesz też, że istniejąca od dawna korelacja pomiędzy ilością otrzymywanej przez Ziemie energii od Słońca, a temperaturą powierzchni naszej planety skończyła się w latach ’70 XX wieku.
Sceptycy twierdzą również, że zmiany klimatu miały miejsce zawsze, a więc i teraz są naturalne. Wiesz, że wprowadziliśmy do równania nowy, potężny i szybko narastający czynnik. To, że pożary lasów zdarzały się naturalnie, nie znaczy, że my nie możemy go zaprószyć.
Sceptycy twierdzą również, że zmiany klimatu to teoria, której nie potwierdzają obserwacje. Akurat…
Z dekady na dekadę temperatura Ziemi rośnie. Pokazują to stacje lądowe, pomiary morskie i satelitarne.

Najszybciej rosną temperatury w Arktyce i głębi kontynentów. Ostatnia dekada była najcieplejszą w historii pomiarów, a być może nawet najcieplejszą od czasów interglacjału eemskiego 125 tysięcy lat temu. Rok 2010 wg. NASA i NOAA był najcieplejszym w całej historii
pomiarów – pomimo rekordowo niskiej aktywności słonecznej i panującej w drugiej
połowie roku obniżającej temperaturę Ziemi anomalii La Niña.
Przesuwają się strefy klimatyczne (określane nie tylko temperaturami, ale też opadami, wiatrami, prądami strumieniowymi i koncentracją ozonu), rozpadają się lody Arktyki (rekordowo mała powierzchnia lodu, objętość lodu i ilość lodu starego), znikają liczące sobie tysiące lat lodowce na całym świecie (od Kanady i USA, przez kraje Andów, Alp i Himalajów po tropikalne lodowce Afryki i Indonezji), przedłużają się rekordowe susze (jak na Bliskim Wschodzie czy w Australii), rośnie ilość pary wodnej w atmosferze, intensyfikują się powodzie opadowe (od polskich powodzi stulecia co miesiąc, po spektakularną powódź w Pakistanie w 2010 roku), podnosi się poziom oceanów, lądolody Antarktydy i Grenlandii coraz szybciej tracą masę, roztapia się „wieczna” zmarzlina (na Syberii, w Kanadzie, na Alasce i w Tybecie), giną rafy koralowe, padają kolejne rekordy huraganów (od pierwszego huraganu na południowym Atlantyku w 2004 roku po rekordową ilość huraganów z 2005 roku), przesuwają się pory roku, strefy występowania zwierząt i uprawy roślin – co stwierdzają nie tylko klimatolodzy, ale również ornitolodzy i ogrodnicy.
Trzeba dużo samozaparcia, żeby mówić, że to wszystko przypadek.
Wszystko to jest zasługą zaledwie 1 W/m2, czyli 1/3 całości wpływu gazów cieplarnianych. O ile większe zmiany by zaszły, gdyby nie chłodzący wpływ aerozoli i powolne nagrzewanie się oceanów… Obecna koncentracja gazów cieplarnianych odpowiada warunkom sprzed kilku milionów lat, kiedy poziom oceanów był wyższy o 25-35 metrów. Kiedy już proces rozpadu lądolodów się rozpędzi, będzie za późno, żeby go powstrzymać.
Problem w tym, że te mechanizmy maskujące i opóźniające zmiany klimatu opóźniają zrozumienie powagi sytuacji przez społeczeństwo i decydentów. Jeśli będziemy czekać zbyt długo, uspokojeni powolnym wzrostem temperatury wynikającym z silnego maskowania wpływu gazów cieplarnianych przez aerozole, to bez żadnego ostrzeżenia przekroczymy punkty krytyczne koncentracji gazów cieplarnianych, nie zdając sobie z tego zupełnie sprawy. Wielu nie dostrzega faktu, że gazy cieplarniane nie są po prostu jeszcze jedną formą zanieczyszczeń; znaczny odsetek ludzi sądzi, że można je usunąć z powietrza z taką samą łatwością jak substancje, które wywołują kwaśne deszcze.
Ta inercja klimatu to wcale nie nasz przyjaciel opóźniający zmiany klimatu, lecz koń trojański – zanim się połapiemy, jak poważna jest sytuacja, sprawy zajdą już bardzo daleko. Próby działania podejmowane wtedy, gdy zmiany klimatu będą już ewidentne, będzie przypominać próby zmiany kursu rozpędzonego Titanica na sekundy przed zderzeniem. Nakłada się na to inercja naszej infrastruktury opartej o paliwa kopalne. Kiedy wreszcie uświadomimy sobie konieczność wprowadzenia zmiany, wymiana elektrowni, fabryk i środków transportu zajmie dekady. W tym czasie wciąż będziemy wpuszczać do cyklu węglowego dalsze miliardy ton dwutlenku węgla.
Ostania część: Zakończenie.








