ArtykulyPowiązania

Jeszcze o Gadomskim, sprawiedliwości i chciejstwie

Sam fakt, że dziennikarz z działu ekonomicznego „Gazety Wyborczej” ma niewielkie pojęcie o nauce nie jest niczym dziwnym - w końcu nie jest to jego działka i jego specjalizacja. To, co mnie w artykule Gadomskiego naprawdę zaskoczyło, to brak jakiejkolwiek orientacji w zagadnieniach związanych z ekonomią środowiska i narzędziami polityczno-gospodarczymi, przy użyciu których chce się walczyć z globalnym ociepleniem.

Najlepiej widać to w miejscu, gdzie red. Gadomski pochyla się nad krajami rozwijajacymi się, których gospodarkom miałyby zagrozić zakusy zielonych biurokratów:

Nawet jeśli klimat rzeczywiście się ociepla, sceptycy podają w wątpliwość sensowność walki z tym zjawiskiem. Uważają, że niekoniecznie musi być to skutek działalności człowieka. A jeżeli nawet – czy wprowadzenie ograniczeń emisji CO2 w krajach rozwiniętych okaże się wystarczającym remedium? Czy narzucenie podobnych ograniczeń krajom biednym jest w ogóle możliwe i moralne? Czy nie doprowadziłoby do gospodarczej katastrofy?

Uspokoję red. Gadomskiego: nikt nie zamierza narzucać podobnych ograniczeń krajom rozwiniętym i krajom biednym. Każda propozycja porozumienia międzynarodowego dotyczącego redukcji emisji gazów cieplarnianych, która dotychczas pojawiła się na stole, zakładała że ciężar mitygacji zmian klimatycznych będą ponosiły przede wszystkim kraje rozwinięte. Najbardziej znany przykład to United Nations Framework Convention on Climate Change, która explicite mówi o „wspólnych, lecz różnych zasadach odpowiedzialności”. Protokół z Kioto, będący implementacją UN FCCC, zobowiązywał do redukcji emisji tylko kraje Annexu I, i każde przyszłe porozumienie będzie kierować się podobną zasadą: sprawiedliwość wymaga, by najwięcej do klimatycznego koszyka włożyły państwa bogate.

Argumentacja, która przemawia za takim rozwiązaniem, wygląda mniej więcej tak:

1. Raz wydobyty i spalony węgiel pozostanie z nami bardzo długo (zarówno w atmosferze, gdzie powoduje wzmocnienie efektu cieplarnianego, jak i w oceanach, gdzie powoduje zmianę ich pH. Część węgla zostaje związana w biosferze, jednak jest to rezerwuar najbardziej wrażliwy na zmiany klimatyczne, więc może jeszcze wrócić do atmosfery), więc oprócz obecnych i przyszłych emisji CO2 liczy się także to, czego dokonaliśmy w przeszłości.

2. Sumarycznie, nasza cywilizacja może wpuścić do cyklu węglowego ograniczoną ilość tego pierwiastka pochodzącego ze spalania paliw kopalnych i innych źródeł, nie dopuszczając do katastrofalnej destabilizacji systemu klimatycznego. Limit ten wynosi mniej więcej bilion ton węgla, z czego od roku 1750 wykorzystaliśmy połowę.

3. Kraje uprzemysłowione, wśród nich Polska, nie tylko emitują duże ilości CO2, ale i suma ich historycznych emisji jest wysoka. Bogactwo krajów zachodnich jest konsekwencją dostępu do taniej energii pochodzącej z paliw kopalnych, którym się cieszyły przez poprzednie dwa stulecia.

4. Kraje rozwijające się są dopiero na początku swojej drogi ku zachodnim standardom cywilizacyjnym – jeśli chodzi o konsumpcję towarów i zużycie energii. Oznacza to, że przyspieszony wzrost emisji zaczął się u nich stosunkowo niedawno; co więcej, wysokie wartości emisje w takich krajach jak Chiny czy Indie są konsekwencją ich dużej populacji – gdyż przeliczając na głowę jednego mieszkańca, wciąż zanieczyszczają środowisko w stopniu wielokrotnie mniejszym niż się to robi w Polsce, Niemczech a tym bardziej USA.

Dobrą ilustracją problemu może być porównanie Polski i Indii:

rys1

rys2

rys3

Nie ma jednak oczywistej recepty, jak powinno się wykorzystać cały dozwolony globalny budżet węglowy tak, by było sprawiedliwie (spośród licznych prac na ten temat szczególnie polecam Kyoto2 Olivera Tickella). Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym umawiamy się, że nie wyemitujemy globalnie więcej niż 500 miliardów ton węgla, po czym sprzedajemy każdą tonę na aukcji. W miarę zmniejszania się zasobu dozwolonego węgla jego cena rośnie, zmuszając biorących udział w aukcji do rozważenia alternatyw, które wcześniej były nieopłacalne. Być może niektórzy nabyli więcej węgla, niż potrzebują – mogą go więc odsprzedać innym, po cenie konkurencyjnej wobec tej aukcyjnej.

Tak mniej więcej powinien działać system handlu emisjami – tyle że zamiast o spalaniu określonej ilości węgla, mówi się o emisji jego tlenku, a cała pula nie została rzucona na rynek w całości, lecz dozuje się ją w kilkuletnich okresach, po upływie których suma wszystkich limitów zostaje zmniejszona, tak by zmieścić się w ustalonej z góry puli.

Kiedy jednak wrócimy do tekstu red. Gadomskiego, możemy zauważyć ogromne zdziwienie autora, że kiedy mowa jest o redukcji emisji gazów cieplarnianych, to naprawdę chodzi o redukcję emisji gazów cieplarnianych! Być może zdziwienie to jest konsekwencją pożałowania godnej sytuacji, w której cała debata o globalnym ociepleniu została w Polsce sprowadzona do kwestii naszych relacji z Unią Europejską i handlu emisjami, który to handel, zdaniem polityków i lobbystów, można było przekształcić w chytrą metodę dotowania naszego opartego na węglu systemu energetycznego. Stąd zaskoczenie Gadomskiego, który nagle odkrył, że zapowiadana dekarbonizacja gospodarek całego świata spowoduje „przesunięcie strumieni bogactwa” i utratę atrakcyjności przez spółki węglowe. Gratuluję przenikliwości!

Gadomski chciałby aby Polska odegrała rolę nieustraszonego awanturnika, który zablokuje zapędy klimatycznych zelotów. Jest to strategia idiotyczna nie tylko dlatego, że dzięki niej ryzykujemy największą katastrofą ekologiczną w historii kenozoiku; ale również dlatego, że może się skończyć zupełną marginalizacją Polski na arenie międzynarodowej. Świat poradzi sobie bez nas i naszego małego skansenu energetyki węglowej, ale my, w drugą stronę – niekoniecznie.

Nikt nie twierdzi, że redukcja emisji w stopniu wystarczającym, by zapobiec katastrofalnym zmianom klimatu, jest zadaniem łatwym. Można jednak odnieść wrażenie, że jedyna alternatywna opcja, jaką nam rekomendują ludzie tacy jak Gadomski, to schowanie głowy w piasek i nadzieja, że jutro naukowcy zadzwonią z informacją: „pardonsik, tak naprawdę to sobie żartowaliśmy z tym globalnym ociepleniem”. Jest to zwykłe chciejstwo i pobożne życzenia, które zaspokajają religijne potrzeby wyznawców o wiele skuteczniej, niż apokaliptyczne wizje przypisywane przez Gadomskiego klimatologom.

pl Źródło Doskonale Szare

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly