ArtykulyPowiązania

‘Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?’

W zeszłym tygodniu odszedł Sherwood Rowland – jeden z prawdziwych
bohaterów naszych czasów – zasłużył się nie tylko swoimi badaniami, za które
otrzymał nagrodę Nobla, ale też tym, co z wynikami badań zrobił.

Sherwood Rowland

Sherwood Rowland, na zdjęciu w swoim laboratorium na Uniwersytecie
Kalifornijskim, w 1995 roku został nagrodzony nagrodą Nobla za badania nad
związkami niszczącymi warstwę ozonową.

Blisko 40 lat temu, Rowland wraz z Mario Moliną dokonali
szokującego odkrycia: pojedynczy atom chloru, pochodzący z aerozoli do włosów,
dezodorantów, czynników chłodzących lodówek i innych rozpowszechnionych
produktów trafiając do stratosfery może rozbić 100 000 cząsteczek ozonu.
Warstwa ozonowa, rozciągająca się na wysokości 20-50 km, chroni życie na Ziemi
przed wysokoenergetycznym promieniowaniem słonecznym.

„Mario i ja uświadomiliśmy sobie, że to nie tylko kwestia
naukowa, lecz potencjalnie poważny problem środowiskowy mogący doprowadzić do
degradacji warstwy ozonowej. Życie na Ziemi, wraz z ludźmi, zostałoby
wystawione na niebezpieczeństwo napromieniowywania intensywnymi promieniami
ultrafioletowymi.”

Zdecydowali, że będą działać na rzecz zakazania szkodliwych produktów.
Ich rynek wart był jednak wiele miliardów dolarów, a przemysł nie zamierzał ot
tak rezygnować z zysków – rozpoczął więc kontratak. Nagonka na Rowlanda
sięgnęła apogeum, gdy dziennik branżowy Aerosol Age zaczął insynuować, że
Rowland jest agentem sowieckiego KGB, działającym w celu zniszczenia
kapitalizmu.

Jednak Rowland uznał działanie – nawet jeśli spotykało się z
ostrą krytyką – za swój obowiązek moralny, wzywał też innych do aktywności na
polu przeciwdziałaniu niszczenia warstwy ozonowej, a później też zmiany
klimatu. Jego słowa są wezwaniem do działania nie tylko dla klimatologów, nie
tylko społeczności naukowej, ale nas wszystkich:

„Czy wystarczy, że naukowiec po prostu opublikuje artykuł
naukowy? Czyż nie jest naszą odpowiedzialnością jako naukowców, że kiedy
uważamy, że znaleźliśmy coś, co wpływa na środowisko, żeby coś z tym zrobić,
tak wiele, aby zaszły rzeczywiste zmiany?” – stwierdził Rowland w 1997 roku w
Białym Domu, podczas „okrągłego stołu” poświęconego zmianie klimatu. „Jeśli nie
my, to kto, jeśli nie teraz, to kiedy?”

Jednym z naukowców, idących drogą Rowlanda jest klimatolog James Hansen z NASA. W swojej prezentacji na TED uzasadnia swoje zaangażowanie w debacie na temat zmiany klimatu (ang.).

Wspominając te słowa Rowlanda, nie sposób uniknąć myśli o odpowiedzialności
i obowiązku działania. Nie sposób uniknął myśli o ludziach, od USA po Polskę,
zaciekle sprzeciwiających się podjęciu działań w celu uratowania naszych dzieci
i ich dzieci przed przyszłością, której nikt rozsądny myślący sobie by nie życzył.
Albo po prostu o tej masie ludzi, którzy po prostu to chrzanią.

Znacie ich – będą mogli godzinami opowiadać o bajerach,
jakie ma ich nowa terenówka, komórka czy jakim tak gadżetem ostatnio się
podniecają lub Euro 2012, ale nie mają zielonego pojęcia o przyczynach
rosnących cen ropy, przyspieszającym wymieraniu gatunków, rozpadzie Arktyki i
milionach powiązanych problemów, które znasz z Ziemi na Rozdrożu.

Nie podejmiemy rzeczywistych działań, dopóki nie zmienimy
naszego sposobu myślenia i patrzenia na sytuację, w której się znaleźliśmy. Jak
na razie myśleniem ludzi i polityków masowo kierują bezmyślność,
krótkoterminowość i egoistyczna chciwość. Dla krótkoterminowego korzystania z
energii z węgla (którego zresztą mamy coraz mniej, coraz niższej jakości i
którego już importujemy 15 mln ton rocznie) będziemy paraliżować nawet zgodne plany
innych krajów unii. Nic nie wskazuje na to, żeby zmiana w naszym myśleniu zachodziła.

Czasem myślę, że ludzie nie obudzą się, dopóki nie zdarzy się
coś Naprawdę-Wielkiego-i-Strasznego, jak na przykład oderwanie się od
Antarktydy kilku kawałków lądolodu wielkości Polski i szybki wzrost poziomu
oceanu o metr. Jeśli myślę, że dobrze, gdyby do czegoś takiego doszło, to nie
dlatego, że jestem doomerem, którego kręcą katastrofy. Wręcz przeciwnie – uważam,
że powolne wyczerpywanie się surowców, wzrost temperatury czy poziomu morza, dla
zmylenia publiki okraszony znacznymi fluktuacjami wokół rosnącego trendu to
najgorszy możliwy scenariusz, bo nie rozdzwonią nam się w głowach sygnały
alarmowe. Będziemy iść obecną drogą dalej i dalej, aż wyczerpywanie się zasobów
zdusi gospodarkę lub (jeśli okażemy się wystarczająco kreatywni w pogoni za coraz
gorszymi paliwami kopalnymi) wrzucimy do atmosfery tyle węgla, że scenariusz
PETM stanie się nieosiągalnym najlepszym-możliwym-scenariuszem. Rowland w 2008
roku obstawiał, że jesteśmy na dobrej drodze do 1000 ppm CO2 w
atmosferze.

Wyścig pomiędzy wyczerpywaniem zasobów a degradacją
środowiska trwa.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly