ArtykulyRozwiązania technologiczne

Jak zamienić śmieci w energię, czyli czego możemy nauczyć się od Szwedów

Z 510 kg odpadów komunalnych, jakie co roku wytwarza statystyczny Szwed odzyskuje się 490 kg, a wyrzuca zaledwie 20 kg, czyli ekwiwalent bagażu, jaki możemy wnieść do samolotu. Statystyczny Polak potrzebowałby… 18 takich walizek. Jak to się stało, że zaledwie 9-milionowy naród to współczesny król Midas zamieniający wszystko w złoto, nawet wydawałoby się bezwartościowe śmieci? Czego, nie tylko my- Polacy możemy się od nich nauczyć i jakie może to przynieść nam korzyści?

Szwecja dawniej i dziś

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jeziora w Szwecji były tak zanieczyszczone, że nie dało się w nich kąpać. Obecnie jakość wody w szwedzkich jeziorach uległa diametralnej poprawie. Można się w nich nie tylko kąpać, ale nawet czerpać z nich wodę do picia. Momentem przełomowym w szwedzkim podejściu do zagadnienia ochrony środowiska był rok 1973. Wybuchł wtedy kryzys naftowy związany z embargiem krajów OPEC na eksport ropy naftowej do krajów Zachodu, w odpowiedzi na poparcie Izraela przez USA i ich sojuszników w wojnie Jom Kippur. Szwecja, która praktycznie nie posiadała własnych zasobów surowców naturalnych, boleśnie odczuła wprowadzenie embarga. Cena ropy naftowej w ciągu paru miesięcy wzrosła kilkukrotnie. Szwedzki rząd wprowadził reglamentację benzyny, ropy i ciepłej wody. Nagle skończył się czas gospodarczej koniunktury, szybko przemieniając się w głęboką i bardzo bolesną recesję. Spanikowani Szwedzi zaczęli importować węgiel z Polski. Jednak szybko zdali sobie sprawę, że kluczem do wyjścia z tej trudnej sytuacji, a także zabezpieczeniem się przed jej ewentualnym powtórzeniem się w przyszłości jest samowystarczalność. Miejscowe kręgi decyzyjne zaczęły zastanawiać się nad zasobami znajdującymi się w szwedzkim posiadaniu, które mogą zastąpić te dotychczas importowane przez nich z zagranicy. Do jakich doszli wniosków?

Szwedzka „Energiewende”

W przeszłości Szwecja była krajem rolniczym ‘zasilanym’ drewnem, Szwedzi więc częściowo powrócili do tego modelu i zaczęli korzystać z leśnych odpadów. Warto w tym miejscu nadmienić, że wówczas kraj dysponował czterema elektrowniami atomowymi, ale w związku ze społecznymi obawami powodowanymi awarią elektrowni atomowej w Harrisburgu w USA w 1980 roku, urządzono referendum dotyczące wykorzystania tego rodzaju energii. Rozważano trzy opcje. Pierwszą z nich było zamknięcie elektrowni w trybie natychmiastowym, drugą do 2010 roku i trzecia przed 2030 rokiem. Jak pokazał wynik referendum, wygrała ta druga. Wszystkie elektrownie atomowe miały zostać wyłączone z użytkowania do 2010 roku. Parę lata później historia dopisała swoje „trzy grosze”, gdy 26 kwietnia 1986 roku nastąpiła awaria elektrowni atomowej w Czarnobylu. Największy opad chmury radioaktywnego pyłu znalazł się właśnie w Szwecji. Renifery Lapończyków jadły porosty nasycone substancjami radioaktywnymi, przy okazji wprowadzając je do łańcucha pokarmowego. Od tamtej pory w Szwecji nie zbudowano już żadnego reaktora. Dwa zostały wyłączone ze względu na obawy Duńczyków. Jednak po upływie pewnego czasu, gdy wspomnienia wczorajszego strachu odeszły w niepamięć, w roku 2009 szwedzki rząd postanowił zastąpić przestarzałe reaktory nowymi. Obecnie funkcjonuje tam 10 reaktorów, które dają blisko połowę prądu.

Efekty szwedzkiej transformacji energetycznej

Jak obecnie prezentuje się sytuacja energetyczna tego kraju? Po ponad 30 latach, gdy dokonano zmiany prawa, w którym rozszerzono definicję paliwa, wprowadzono stosowny system podatkowy i dotacje, a także zobowiązano szwedzkie gminy do wykorzystania odnawialnych źródeł energii i zaostrzono normy środowiskowe, pomimo wzrostu PKB o 80%, zużycie energii pozostało bez zmian, a emisja CO2 spadła o blisko 10%. Szwedzi stali się prymusami w optymalizacji „miksu energetycznego”, czyli czerpania energii z różnych źródeł. W Szwecji wykorzystuje się źródła energii, których nie wykorzystuje się nigdzie poza nią, na przykład ścieki i opady. Prawie połowa ciepła służącego do ogrzewania szwedzkich domów pochodzi właśnie z tego źródła. Dokonując tego swoistego „cudu energetycznego” Szwedzi odkryli, że z dwóch ton odpadów komunalnych można wycisnąć tyle energii, ile z tony węgla. Spalając rocznie 4,5 mln ton śmieci można uzyskać 13,6 TWh energii. To wystarcza do oświetlenia 250 tysięcy i ogrzania 810 tysięcy domów. 30 procent Göteborga, 60 procent Malmö i cały południowy Sztokholm ogrzewane są właśnie w ten sposób. Ten ostatni ma także największą spalarnię w Europie. W Szwecji spalarnie są widokiem dosyć powszednim, jest ich bowiem 31. A co ze spalinami pochodzącymi ze spalarni? Kiedyś był to poważny problem. Ale teraz, po opracowaniu superwydajnych filtrów, jest już przeszłością. Jak zauważa radca ambasady Szwecji Gunnar Haglund „Lepiej dla zdrowia trzy miesiące trzymać głowę w kominie spalarni, niż zjeść jednego łososia z Bałtyku. Łącznie emitują tyle dioksyn, ile 60 paczek papierosów. Jest normą, że po uruchomieniu spalarni emisja pyłów w okolicy maleje, zamiast rosnąć.”

A jak z kosztami? Okazuje się, że spalarnie są bardzo dochodowe. Dwie tony odpadów to równowartość energetyczna 1 tony węgla, lecz za węgiel trzeba zapłacić (przyjmijmy, że za tonę płacimy 300 zł), a paląc (i w ten sposób utylizując) śmieci dostajemy dodatkowo minimum 200 zł. Jak łatwo policzyć z różnicy pomiędzy tymi dwoma kwotami jest się do przodu 500 zł. Odpady to jedyne paliwo, które ma ujemną cenę. Nie ma nic tańszego. W dodatku największe spalarnie to de facto elektrociepłownie – sprzedają jednocześnie prąd i ciepło.

Rysunek 1. Schemat elektrowni wykorzystującej proces pirolizy. Proces pirolizy służy do produkcji czystego, wysokoenergetycznego gazu z homogenicznych odpadów i strumieni biomasy.

Wydawałoby się, że domowe śmieci to kiepskie paliwo, bo są mokre. Jednak Szwedzi poradzili sobie z tym używając kotłów (w tym polskiej produkcji) przystosowanych do spalania wilgotnych odpadów i surowej biomasy, np. trawy, liści, mokrych gałęzi. Mokre śmieci razem z ogniem dają dużo pary, a ta spalaniu nie sprzyja. Chyba, że się parę skropli. Mamy wtedy o 30 proc. więcej ciepła – gwałtowny skok energii, który uczynił ten biznes naprawdę opłacalnym. Co Szwedzi robią z odpadami? Połowę spalają, nieco mniej odzyskują, a jedną ósmą przerabiają na biogaz, w zależności od preferencji danej gminy. W śmieciach ukryte jest „morze energii” wartej miliardy. W samych odpadach komunalnych w Polsce jest jej tyle, że Polska mogłaby ograniczyć import gazu o 40 proc. Brzmi zachęcająco, nieprawdaż?

Linköping, czyli jak to wszystko działa?

W Linköping, prócz śmieci miasto wytwarza ścieki, które płyną do oczyszczalni i do biogazowni. Ścieki jednej rodziny dają dość gazu, by ta mogła gotować na nim przez rok. Dalej, wieś produkuje zboże, z którego fabryki robią tzw. biały etanol, dostępny we wszystkich stacjach benzynowych w regionie. Wieś produkuje też paszę, no i przede wszystkim żywność: mięso, mleko i warzywa trafiają do sklepów i restauracji, a odpady biologiczne i żywnościowe – do biogazowni. Z restauracji odbiera się oleje do produkcji biodiesla, a ten wraca na wieś do traktorów i trochę do elektrociepłowni, by nie zużywać oleju opałowego. Z biogazowni powstaje bionawóz itd. Krótko mówiąc, nic się nie marnuje…

Nazywa się to ekologią przemysłową. Łączy technikę, współdziałanie, oszczędność i legislację. Są już miasta, gdzie wszystkie autobusy jeżdżą na biogaz ze śmieci lub ścieków. Pojawiły się po 2002 r., wraz z zapowiedzią zakazu składowania odpadów komunalnych.

W roku 2005 Szwedzi zamknęli wysypiska śmieci, a wówczas zrodziło się pytanie: co zrobić z biologiczną frakcją odpadów? Jedna po drugiej gminy zaczęły przestawiać transport publiczny na biogaz, wytwarzany też z odchodów zwierzęcych. A gdzie są produkowane silniki na biometan? Podobnie jak kotły do spalania mokrej biomasy – w Polsce, w Antoninku.

Nie stać nas?

Szwecja przez wieki była bardzo biedna. W kraju panował głód. Dopiero w latach 60-tych zaczęto w Szwecji mówić o dobrobycie. W Szwecji, jeśli coś się nie opłaca, to się tego nie robi. Oszczędność jest szwedzką cechą narodową, więc tamtejsze rozwiązania są tanie – to ich znak firmowy. Polska ma wszystko, by je wdrożyć. Jak zauważa radca ambasady Szwecji, „Brakuje tylko paru ustaw i przekonania, że to gra o przyszłość. Należy pamiętać, że niezależność to wolność, wolność to szczęście, a szczęścia nie warto odkładać na później.”

Kiedy pójdziemy tą drogą? Skoro boimy się złożonych, kosztownych i realizowanych latami inwestycji, na których trudno zbić kapitał polityczny? Nie jesteśmy tak oszczędni, cierpliwi, zgodni ani zapobiegliwi jak Szwedzi. W dodatku nie umiemy współdziałać. Szwedzi są szczęśliwi i biją nas w tym na głowę! Podobnie jak inne kraje skandynawskie, które zadbały o swoją energetyczną niezależność. Myślicie, że to przypadek? Może najwyższy czas, żeby wykorzystać doświadczenia naszego północnego sąsiada?

Bartosz Jędryka na podstawie Gazeta.pl

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly