ArtykulyRozwiązania systemowe

Jak Warszawa zachęca do korzystania z transportu publicznego?

Po skutecznym obrzydzeniu podróży pociągami czas na zamordowanie transportu miejskiego…

pusty przystanekWarszawski Zarząd Transportu Miejskiego szykuje pasażerom autobusów, tramwajów, metra i pociągów podwyżki biletów. Nie byle jakie…

W ciągu najbliższych trzech lat ceny niektórych biletów mają pójść w górę o 100 proc. I tak np. bilet jednorazowy miałby zdrożeć w ciągu trzech lat z 2,80 do 5,60 zł, a 90-dniowy na okaziciela z 360 do 760 zł. Planuje się też likwidację biletów 20-minutowych – ponieważ były zbyt popularne i spadła sprzedaż biletów jednorazowych po 2,80.

W projekcie pierwszy raz cennik biletów komunikacji miejskiej został rozpisany do końca kadencji samorządu, czyli aż do 2014 r. Ale skok cenowy urzędnicy chcieliby wprowadzić jeszcze w tym roku – od 1 września. Wtedy np. bilet jednorazowy kosztowałby już 3,60 zł, a potem co roku drożał o złotówkę. A 20-minutowy jesienią byłby nie za 2, ale za 3 zł, a 30-dniowy imienny zdrożałby ze 116 do 140 zł.

Jest w tym jakaś logika – aktualnie ceny biletów pokrywają 30% kosztów transportu publicznego, reszta jest dotowana.

Ale gdyby odwrócić myślenie i zwiększyć dotacje o te pozostałe 30% i zrobić DARMOWY transport publiczny..?

Wiele osób, które jeżdżą samochodem, zostawiłoby go i przesiadło się do tramwajów i metra. Miasto by się odkorkowało, stało cichsze i bezpieczniejsze. Spadłoby zużycie ropy i ilość zanieczyszczeń (za 2/3 odpowiada ruch samochodowy). Nie trzeba byłoby inwestować w nowe ulice (znacznie większe pieniądze, niż te na dotacje do transportu publicznego). Warszawa stałaby się sławna na całym świecie – i wreszcie w pozytywny sposób, a nie jako Stolica Śmieci.

Ale to by wymagało wyjścia poza schemat, do czego urzędnicy raczej nie będą zdolni.

Ja pozostanę przy jeździe rowerem. Ale dla większości ludzi będzie to argument, żeby skląć transport publiczny i przesiąść się do samochodów.

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly