Ciąg dalszy wpisu na temat artykułu Jaworowskiego z serwisu Racjonalista.pl.
IPCC: założenie że czas przebywania (τ) CO2 w atmosferze = 200 lat, jest niezgodny z 37 pracami, które określiły τ przez pomiar C-14,obliczenie izotopowej równowagi mas CO2 (C13/C12) i kilku innych parametrów, wskazujących na τ wynoszące około 5 lat.
Jaworowski powołuje się tutaj na tezy swojego dawnego współautora Segalstada, który od niemal 20 lat utrzymuje, że powszechnie akceptowany opis funkcjonowania cyklu węglowego jest niepoprawny. „37 prac” to lista przedstawiona na s. 13 tego dokumentu, oparta w większości o klasyczne prace na temat cyklu węglowego. Można podejrzewać, że naukowcy odpowiedzialni za redagowanie raportów IPCC znają te prace, tym bardziej że sami są autorami niektórych z nich. Skąd w takim razie wzięła się niezgodność, o której pisze Jaworowski?
Jeśli zajrzymy do słowniczka, dołączonego do ostatniego raportu IPCC, możemy się dowiedzieć się że rozróżniane są dwa pojęcia. Pierwszym z nich jest turnover time (albo global atmospheric lifetime), oznaczający średni czas przebywania atomu węgla w danym rezerwuarze (np. atmosferze) zanim ulegnie on przeniesieniu do innego rezerwuaru (np. oceanu). Liczymy go dzieląc wielkość rezerwuaru przez wielkość strumienia: przykładowo atmosfera zawiera 820 GtC węgla, strumień atmosfera->ocean to 90 GtC rocznie, czyli τ dla tego konkretnego strumienia wynosi 9 lat - po takim czasie możemy się spodziewać, że większość cząsteczek CO2 w atmosferze zostanie rozpuszczona w oceanie. Oczywiście, na ich miejsce wchodzą cząsteczki CO2 wyemitowane przez ocean, dzięki czemu rozmiar obu rezerwuarów nie zmienia się.
Drugim pojęciem jest adjustment time albo response time, który oznacza „the time scale characterising the decay of an instantaneous pulse input into the reservoir”, i który jest definiowany dla całego rezerwuaru. Tym razem nie interesuje nas los pojedynczej cząsteczki CO2 – tylko ile potrwa stabilizacja wielkości rezerwuaru, jeśli skokowo zwiększymy jego rozmiary np. dodając do niego 100 GtC nowego węgla.
Pierwszy parametr nie musi być równy drugiemu, co IPCC wyjaśnia na przykładzie CO2:
Carbon dioxide (CO2) is an extreme example. Its turnover time is only about four years because of the rapid exchange between the atmosphere and the ocean and terrestrial biota. However, a large part of that CO2 is returned to the atmosphere within a few years. Thus, the adjustment time of CO2 in the atmosphere is actually determined by the rate of removal of carbon from the surface layer of the oceans into its deeper layers.
Segalstadowi i Jaworowskiemu wydaje się natomiast, że CO2 jest jak radioaktywny izotop, który wprowadzony do atmosfery stopniowo sobie znika i nigdy już nie powraca, a czas przebywania CO2 w atmosferze oznacza według nich okres, po którym cząsteczki tego gazu zostają trwale usunięte z obiegu.
IPCC: zawartość ludzkiego CO2 w atmosferze wynosi 30%, natomiast pomiary C13/C12 wskazują na 4%.
Gdy naukowcy mówią, iż za 25% (100/388ppm) CO2 znajdującego się w powietrzu odpowiada emisja przemysłowa, to nie chodzi im o to że dosłownie co czwarta cząsteczka CO2 w powietrzu pochodzi ze spalenia węgla albo ropy. Jak napisałem jednak powyżej, każda z tych cząsteczek była wielokrotnie wchłaniana i znów emitowana przez oceany, których warstwa przypowierzchniowa, podobnie jak atmosfera, zawierała pierwotnie trochę inny skład izotopowy 13C. Dodatkowo, część CO2 została związana przez biosferę. Dlatego wyliczenia Segalstada, na które powołuje się tutaj Jaworowski, są niepoprawne.
IPCC: założenie, że przedprzemysłowy poziom CO2 w atmosferze=<280 ppm. 90 000 bezpośrednich pomiarów CO2 w atmosferze 19 i 20 wieku: w 19 w. sięgał > 400 ppm, średnio 321 ppm, w 20 w. średnio 339 ppm, zatem w ciągu 200 lat wzrost tylko o 5% a nie o 30%.
Czyli znowu Beck.
Ocieplenie Współczesne:
Jest chłodniejsze niż kilka poprzednich w ciągu ostatnich 10 000 lat. Jego cechą „ludzką” ma być rzekomy szybki wzrost. W rzeczywistości zachodziło ono wolniej niż kilkadziesiąt poprzednich ociepleń.
Trudno powiedzieć, jakie „poprzednie” ocieplenia z ostatnich 10000 lat ma na myśli Jaworowski. Być może chodzi mu o optimum holoceńskie, za które odpowiadały zmiany nasłonecznienia na półkuli północnej – w tym przypadku trudno byłoby mu jednak utrzymywać, że zachodziło ono szybciej niż ocieplenie obserwowane obecnie.
Współczesne Ocieplenie = 0.7 st. C/100 lat.
Zdarzenia Dansgaar/Oeschger (D/O): 25 zdarzeń D/O w ciągu ostatnich 100 000 lat. Były to dramatyczne zmiany temperatury wciągu zaledwie kilku lat. Np. przed 11 500 laty temperatura wzrosła o 8 st. C w 3 krokach po 5 lat – łącznie 40 lat, najczęściej wzrost o 5 st. C w ciągu 30-40 lat, czasem o ponad 10 st. C.
Kolejne wyjątkowo dziwne porównanie. Zdarzenia Dansgaarda-Oeschgera, choć dramatyczne, zachodziły w czasie ostatniego zlodowacenia, w sytuacji gdy system klimatyczny wyglądał odmiennie niż dzisiaj:

Proxy temperatury północnej Grenlandii z rdzenia NGRIP.
Możemy sobie to porównać z komfortową sytuacją, jaką mieliśmy w holocenie:

Proxy temperatury północnej Grenlandii z rdzenia NGRIP, ostatnie 10 tys. lat.
Jedyną dramatyczną zmiana klimatu było gwałtowne ochłodzenie 8,2 tys. lat temu, które jednak w żadnym razie nie dorównywało zdarzeniom Dansgaarda-Oeschgera. Porównywanie zdarzeń D-O do globalnego ocieplenia nie ma więc większego sensu
Kolejny błąd to podawane wartości – Jaworowski porównuje wzrost średniej temperatury globalnej dla globalnego ocieplenia ze zmianami temperatury rekonstruowanymi dla Grenlandii – a więc tylko jednego punktu na półkuli północnej. Zdarzenia Dansgaarda-Oeschgera mogły być odczuwalne na całym świecie, na pewno jednak zmiany średniej temperatury globalnej były ułamkiem tego, do czego dochodziło w rejonie samego Północnego Atlantyku.
Strumienie CO2 do atmosfery
Emisja naturalna = ok. 170 GT C/ rok (miliardów ton)
Emisja przemysłowa w r. 2007=ok. 8,5 GT C/rok= 5% naturalnej emisji
W tym: oddychanie ludzi =0,65 GT C/rok= 7,6% emisji przemysłowej
samochody = 0,57 GT C.rok=6,7% emisji przemysłowej.
Popularna manipulacja „sceptyków” polega na przedstawieniu tylko jednej strony równania – czyli samych emisji, bez uwzględnienia absorpcji. Tymczasem, jeśli policzymy strumienie netto, czyli emisję naturalną minus naturalną absorpcję, wyjdzie nam, że nie tylko różnica pomiędzy tymi dwoma strumieniami jest mniejsza niż emisje antropogeniczne, ale że jest ujemna – czyli że naturalna absorpcja przewyższa naturalną emisję, przez co oceany i biosfera w ciągu roku usuwają nie tylko tę część CO2, którą same wyemitowały, ale także połowę emisji pochodzenia przemysłowego.
Udział w globalnym efekcie cieplarnianym
Para wodna 95 – 99%
Cały CO2 w atmosferze 3,5%
W tym cały ludzki CO2 0,15%.
O tej tezie Jaworowskiego pisałem tutaj. Czytelnik może oczywiście zastanawiać się, jak to możliwe, że para wodna ma jakiś udział w efekcie cieplarnianym, który wg. Gerlicha i Tscheuschnera nie istnieje…
Źródło Chrońmy Klimat









